„Tłuste misie”, czyli śmietanka najbogatszych polskich biznesmenów, są w Polsce bezkarne – przyznał minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz w nagranej, a ujawnionej przez tygodnik „Wprost” rozmowie z szefem NBP Markiem Belką - pisze "Gazeta Polska".
 
– Mam wrażenie, że za jakiś czas to będzie bardzo przyzwoite narzędzie także do naszych gier z takimi „tłustymi misiami”, którzy uważali, że są kompletnie bezkarni. A byli bezkarni dlatego, że sam CBŚ wobec takiego Jakubasa to mógł mu nagwizdać, sam UKS to mógł mu nagwizdać, i wywiad skarbowy też mógł mu nagwizdać – oświadczył szef MSW. Przekonywał, że współpraca służb, m.in. Centralnego Biura Śledczego, Urzędu Kontroli Skarbowej i wywiadu skarbowego, pozwoli „skuteczniej walczyć z »tłustymi misiami«”.  Okazuje się jednak, że to „odchudzanie” ma niewiele wspólnego ze standardami prawa.

Odchudzanie „tłustych misiów”

Wśród „tłustych misiów”, z którymi trzeba się rozprawić, pojawia się nazwisko Zbigniewa Jakubasa, współwłaściciela Mennicy Polskiej. Biznesmen od lat robi interesy z polskimi władzami, dzięki czemu znalazł się w czołówce najbogatszych obywateli.

Marek Belka: – (…) Jesteśmy wobec trudnych negocjacji z człowiekiem [Jakubasem – red.], który już uważa, żeśmy go okradli.
Bartłomiej Sienkiewicz: – (...) To może trzeba mu powiedzieć, jak można go bardziej okraść. Może zrozumie

Chyba zrozumiał. Niemal wszystkie jego firmy zostały objęte brutalną – jak ją nazywa – kontrolą. – Z kuluarów docierają do mnie informacje, że „Jakubas się naraził, bo krytykował rząd za Pendolino i OFE” i w związku z tym trzeba mu dokopać.
– Jak zbieram to wszystko w całość, to widzę, że państwo jest wykorzystywane przez ministra spraw wewnętrznych jako aparat represyjny – powiedział biznesmen w TVN24 tuż po wybuchu afery. 

Z kolei w rozmowie z TV Republika stwierdził, że Sienkiewicz i Belka rozmawiali o bardzo konkretnych działaniach, a to, co poruszyli w rozmowie, zostało zrealizowane poprzez działania różnych służb na jego niekorzyść. – Minister miał narzędzia. Posługiwał się służbami, które mu podlegają, i nie tylko nimi. Do tego jeszcze wykorzystywał wywiad skarbowy – powiedział.

Zbigniew Jakubas wyjaśnił, że jednym z takich działań na niekorzyść Mennicy było zablokowanie zwrotu VAT. – Mniej więcej od czerwca zeszłego roku nastąpił przełom. Od tego czasu urzędnicy dwoją się i troją, żeby tego VAT-u nie zwrócić – tłumaczył. Wyliczył, że w wyniku tych szykan spółka straciła na wartości ponad 0,5 mld zł.

– Widać, że w tym kraju można dowolnie nasyłać skarbowe kontrole zadaniowe i doprowadzać czyjeś interesy na skraj upadłości, żeby „misie” były bardziej skłonne do współpracy z rządzącymi – oburza się europoseł Zbigniew Kuźmiuk.

Wyprzedaż za bezcen

Z wieloma „misiami” współpraca układa się jednak wzorowo, a ostatnimi czasy jej pole się radykalnie rozrosło. Państwo, „które istnieje tylko w teorii”, w ciągu kilkunastu miesięcy zalała kolejna fala nakładających się na siebie procesów rozkradania majątku narodowego czy, jak kto woli, przechwytywania go za bezcen. Niektórzy nazywają to prywatyzacją. Prywatyzują właśnie „tłuste misie”.

Najtłustszym jest Jan Kulczyk. Na początku marca tego roku przez swoją spółkę KI Chemistry, za pożyczone ponad 600 mln zł w jednym z banków, nabył ponad 51 proc. koncernu chemicznego Ciech. Gigant skupia ponad 30 różnych chemicznych spółek w Polsce i za granicą, a ich obroty przekraczają 4 mld zł. Wcześniej Ministerstwo Skarbu Państwa mocno sprzeciwiało się tej transakcji. Niespodziewanie jednak zmieniło zdanie. Co więcej, pozbyło się udziałów za zupełnie niewielkie pieniądze.

– Polski przemysł chemiczny to strategiczny sektor naszej gospodarki. Niestety, na skutek działań PO coraz bardziej tracimy nad nim kontrolę, wyprzedając silne spółki z pogwałceniem zasad zarządzania i zdrowego rozsądku – uważa poseł Paweł Szałamacha z PiS, które od wielu miesięcy głośno sprzeciwiało się tej transakcji.

Eksperci uważają, że niebawem Kulczyk pozbędzie się Ciechu, odsprzedając go ze sporym zyskiem zagranicznemu inwestorowi. Tak było przy prywatyzacji Telekomunikacji Polskiej, gdzie działał razem z Telekom France. Podobny los spotkał bank PBK, który ostatecznie nabyli Austriacy, czy Browary Wielkopolskie „Lech”, które ostatecznie kupił południowoafrykański koncern SAB. W przypadku Ciechu coraz głośniej mówi się o Rosjanach.

Warto przypomnieć, że na kilka dni przed wybuchem afery taśmowej opinię publiczną zelektryzowała wiadomość, że rosyjski Acron przekroczył 20 proc. udziału w kapitale tarnowskich Azotów, co jest poważnym krokiem do przejęcia kontroli i prywatyzacji strategicznego dla skarbu państwa gazowego giganta.

Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni

Okazuje się jednak, że i Kulczyk miał zostać nagrany. Podobno istnieją taśmy z jego spotkań z Pawłem Grasiem, najbliższym człowiekiem Donalda Tuska, i z kolacji, którą oligarcha zjadł z prezesem NIK. Domysły, czego mogą dotyczyć, wzbudzają od kilku dni wiele kontrowersji.

– Rozmowa prywatna jednego z najbardziej „tłustych misiów” w III RP z szefem najważniejszej instytucji kontrolnej w państwie to absolutne kuriozum w skali światowej. Wydaje się, że kolejny odcinek słuchowiska z guru biznesu nad Wisłą, prezesem NIK, pobije wszelkie rekordy oglądalności i znacząco podniesie poziom czytelnictwa w Polsce, o ile je usłyszymy – mówi Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. Ironizuje prognozując, jaki mógł być temat rozmowy obu panów: – Być może, podobnie jak większość nagranych na taśmie hańby zatroskanych o dobro państwa i losy rządzącej partii, chciał o czymś ostrzec wybrańców narodu. Jak twierdzi dr Jan Kulczyk, „duże pieniądze lubią spokój i wielką ciszę”, a ta dewiza tym razem może się nie ziścić – dodaje ekonomista.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że kiedy pojawiły się plotki o nagraniu takiego spotkania w restauracji w Pałacyku Sobańskich w Warszawie, prezes NIK nagle pognał do ABW, żeby zawiadomić o rozmowie. I co najciekawsze, miał w doniesieniu poinformować o tym, co powiedział mu biznesmen.

Cały tekst w aktualnym numerze tygodnika "Gazeta Polska"