- Są tacy, którym w rolnictwie nic się nie opłaca, i tacy, którzy z tego rolnictwa żyją. Dla mnie najlepszym miernikiem zainteresowania rolnictwem jest złożonych ponad 20 tys. wniosków o dofinansowanie w programie Młody Rolnik, w którym środków na dofinansowanie wystarczy tylko dla 8 tys. - mówi minister rolnictwa Marek Sawicki w rozmowie z "Gazetą Polską Codziennie".

Marek Sawicki w rozmowie z "GPC" kategorycznie zaprzecza, jakoby chciał wywłaszczać rolników posiadających małe gospodarstwa, do 5 ha.
 
"Nie mam zamiaru nikomu zabierać ziemi" - mówi.

Nie zgadza się też z zarzutami, że chce przekupić rolników, którzy mają do 5 ha, aby sprzedali ziemię średniemu gospodarstwu w zamian za premię w wysokości 120 proc. dopłat bezpośrednich, jakie otrzymaliby w latach 2014–2020. Choć przecież faktem jest, że Sawicki proponuje wprowadzenie premii za przekazanie ziemi. Ale minister tłumaczy: "Ma to być zachęta, nie przymus. Obecnie w Polsce mamy 680 tys. gospodarstw do 5 ha, na których co najmniej połowa właścicieli samodzielnie nie gospodaruje, tylko poddzierżawia ziemię innym. 90 proc. rolników nie żyje wyłącznie z tych 5 ha, tylko na ogół dorabia poza swoim gospodarstwem". 

Co z właścicielami ziemi mieszkającymi w mieście, którzy kupują grunty rolne, traktując je jako lokatę kapitału, i wcale nie zamierzają ich uprawiać ani nawet wydzierżawiać? Sawicki - jak twierdzi - nie dzieli ludzi na tych z miasta czy ze wsi, ale na tych, którzy chcą być produktywnymi rolnikami, i tych, którzy chcą być wyłącznie rentierami – właścicielami gruntów. "Zgodnie z przepisami unijnymi, także z prawem polskim, płatności bezpośrednie należą się tym, którzy ziemię użytkują. Natomiast w Polsce mamy wiele wypadków, kiedy są zawierane formalne bądź nieformalne umowy dzierżawy, a warunkiem użyczenia gruntu aktywnemu rolnikowi jest pozostawienie dopłaty przy właścicielu. Oczywiście skontrolowanie tego jest bardzo trudne" - tłumaczy. 

Marek Sawicki nie zgadza się też z tezą, że w małych gospodarstwach ludzie nie uprawiają ziemi nie dlatego, że nie chcą, ale dlatego, że to im się nie opłaca. "Skoro jednym się opłaca, to im też mogłoby się opłacać. Nie uprawiają dlatego, że jest to w wielu wypadkach ojcowizna. Sami pracują poza rolnictwem. Ziemia jest dla nich dodatkowym obciążeniem, bo i produkcja roślinna – choć w mniejszym stopniu – i głównie produkcja zwierzęca to codzienny obowiązek, przywiązanie" - utrzymuje polityk PSL. I dodaje: "Są tacy, którym w rolnictwie nic się nie opłaca, i tacy, którzy z tego rolnictwa żyją. Dla mnie najlepszym miernikiem zainteresowania rolnictwem jest złożonych ponad 20 tys. wniosków o dofinansowanie w programie Młody Rolnik, w którym środków na dofinansowanie wystarczy tylko dla 8 tys. Kolejnym dowodem na to, że w Polsce rolnictwo się rozwija jest to, że młodzi rolnicy stanowią tu 14,5 proc., w UE zaś 7 proc."
 

W Polsce rozwijają się przede wszystkim średnie i duże gospodarstwa. Sawicki przedstawia więc następujące propozycje dla małych gospodarstw: "Proponujemy 740 mln euro na rozwój małych gospodarstw, tych do wartości 6 tys. SO [Standardowa Produkcja – unijna jednostka mierzenia ekonomicznej wielkości gospodarstwa]. 60 tys. zł premii bez udziału środków własnych – 80 proc. wypłacanych w formie zaliczki, 20 proc. przy rozliczeniu, pod warunkiem że gospodarstwo w ciągu trzech lat realizacji programu osiągnie wielkość 6 tys. SO. Jak może je osiągnąć 3-hektarowe gospodarstwo? Dziś ktoś uprawia żyto czy ziemniaki, a jeśli przestawi się na truskawki lub maliny czy rośliny motylkowe wysokobiałkowe lub też będzie hodował trzy krowy albo troje cieląt lub 10 owiec – osiągnie tę wielkość, która jest wymagana w projekcie".

Całość wywiadu z ministrem rolnictwa Markiem Sawickim w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".