Administracyjne blokady, umowa z Rosją, wreszcie chłód sejmowej zamrażarki, w której pomimo upływu czasu wciąż spoczywa ustawa dekomunizacyjna. Komuniści w Polsce mają się doskonale – na wszystko patrzą z góry. O sprawie pisze "Gazeta Polska Codziennie".

Pod koniec czerwca ub.r. Senat przyjął projekt ustawy o zakazie propagowania totalitaryzmów w nazwach budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Projekt nie trafił jednak pod obrady Sejmu. Spiętrzone wydatki, konieczność zmian w innych ustawach, wreszcie „kontrowersje wokół symboliki” – wszystkie te kruczki prawne, które od razu znaleziono w ustawie, stawiają dekomunizację pod znakiem zapytania. – Jestem bardzo zaniepokojony – mówi „Codziennej” dr Jerzy Bukowski z Porozumienia Organizacji Kombatanckich i Niepodległościowych. – Od początku przyglądamy się woltom w tej sprawie – rozkłada ręce. – Wypadałoby, żeby senatorowie Platformy, którzy byli odpowiedzialni za przeprowadzenie tego przez izbę wyższą, zrobili coś, by sprawa weszła wreszcie pod obrady Sejmu, a nie wciąż zalegała w zamrażarce u pani marszałek Ewy Kopacz. Apeluję do pana senatora Bogdana Klicha, by zajął się tą sprawą jak najszybciej – dodaje. A jest co robić.

Przykładem może być 23-metrowy sowiecki „pamiętnik zwycięstwa” ze Stargardu Szczecińskiego. Ten, pomimo decyzji Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, wciąż nie trafił na Cmentarz Wojenny przy ul. Reymonta w tym mieście. Musi to zostać „uzgodnione ze strona rosyjską”. W praktyce oznacza to tyle, że pomnik z sierpami i młotami trwa i zapewne trwać będzie.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".