Budujemy most Polska–Litwa

  

Rozpoczęły się prace na Mazurach przy budowie mostu energetycznego Polska–Litwa. Ma on połączyć sieci energetyczne obu krajów i tym samym zamknąć tzw. pierścień bałtycki – ciąg energetyczny wokół Bałtyku. Umożliwi to wymianę prądu między tymi krajami, a także zachodem Europy, zapewniając tym samym bezpieczeństwo dostaw energii - pisze "Gazeta Polska Codziennie.

Systemy przesyłowe Polski i Litwy nie są spójne. Sieci Litwy, Łotwy i Estonii pracują synchronicznie z rosyjskim systemem elektroenergetycznym, natomiast sieć polska – z systemem europejskim kontynentalnym. Dlatego tak ważny jest most energetyczny. Także dla Unii Europejskiej projekt jest absolutnie priorytetowy, bo połączy energetycznie Zachód ze Wschodem Europy. Kiedy w marcu tego roku w litewskim Alytus rozpoczynano prace budowlane, litewski minister energetyki Jarosław Niewierowicz przypomniał, że połączenie obu sieci jest bardzo skomplikowane i unikatowe w skali Europy. Jednak realizuje się ten projekt, ponieważ jest tak ważny, że podpisano nawet orędzie do przyszłych pokoleń z informacją o znaczeniu linii i dacie rozpoczęcia budowy. Orędzie zostało zamknięte w metalowej kapsule i uroczyście wmurowane pod ziemią w miejscu styku sieci. Inwestycja, która zapewni bezpieczeństwo energetyczne całej Unii Europejskiej (Litwa mówi nawet, że sieć zapewni im prawdziwą niepodległość), będzie kosztowała Polskę 1,8 mld zł, unijne dofinansowanie wyniesie 725 mln zł.

Ze względu na znaczenie tego projektu jego realizacji przygląda się również Komisja Europejska, która ponaglała Polskę, zresztą podobnie jak Litwa, do rozpoczęcia prac. Wykonawcy zapewniają, że inwestycja zostanie zakończona w terminie. Sieć powinna zacząć działać z początkiem 2016 r.

Firma IDS-BUD, budująca linię po polskiej stronie poinformowała, że zaczęła ustawiać betonowe słupy. W tym roku zacznie też rozpinać na nich kable. Pierwsze słupy stanęły w gminach Olecko i Wieliczki na Mazurach.

Więcej w "Gazecie Polskiej Codziennie".
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie


Wczytuję komentarze...

Zatrważający odsetek deklarujących chęć sprzedania głosu. Socjologowie wskazują na... niski wynik

/ pixabay.com/@janeb13

  

Z opublikowanego we wtorek sondażu Filii Gallupa wynika, że „11 proc. ankietowanych dorosłych obywateli Bułgarii jest gotowych sprzedać swój głos w nadchodzących w niedzielę wyborach samorządowych”. Socjologowie zgodnie wskazują, że to względnie niski odsetek.

81 proc. ankietowanych twierdzi, że nigdy nie sprzedałoby głosu, a 8 proc. nie jest w stanie zdecydować. 

Wśród tych, którzy z pewnością udadzą się na wybory, odsetek przyznających się do gotowości sprzedaży głosu wynosi jedną dziesiątą. Spekulacją jest szacowanie, ilu w rzeczywistości jest gotowych głosować za pieniądze lub pod przymusem, gdyż nie wszyscy przyznają się do tego

- wynika z badania.

Najwyższy odsetek osób deklarujących gotowość do sprzedaży głosu występuje w najuboższych grupach ludności, w tym wśród Romów, którzy stanowią według szacunków ok. 20 proc. ludności Bułgarii.

W środowisku romskim gotowość do sprzedaży głosu wynosi ok. 40 proc. Według autorów badania gotowość ta najwyższa jest wśród młodych i, jak wskazują socjolodzy, wynika z sytuacji demograficznej i coraz silniejszej gettoizacji Romów.

Innym czynnikiem zniekształcającym wyniki wyborów jest głosowanie pod przymusem. Odnotowano je w małych miejscowościach z jednym przeważającym pracodawcą, niezależnie czy jest to przedsiębiorstwo prywatne czy samorządowe. W ostatnich latach sygnalizowano wiele przypadków, kiedy miejscowej ludności grożono zamknięciem zakładu lub niewypłaceniem pensji za „nieprawidłowe” wyniki wyborów.

Cena głosu w obecnych wyborach według Gallupa wynosi 150-200 lewów (75-100 euro). Minimalna płaca w Bułgarii obecnie to 510 lewów (255 euro).

Zjawisko kupowania głosów pojawiło się w Bułgarii zaraz po transformacji politycznej z 1989 r. Objęło romskie dzielnice i małe miejscowości. Na początku rozdawano tam żywność, a później pieniądze. W niektórych dzielnicach romskich masowo umarzano rachunki za prąd. W środowiskach romskich pojawili się tzw. dealerzy, sterujący głosowaniem. Trudno powiedzieć, czy z dużych sił politycznych są takie, które nie korzystałyby z tej praktyki.

Kilka lat temu parlament zmienił kodeks karny i wprowadził penalizację sprzedaży i kupna głosu. Obecnie każdy spot wyborczy w radiu i telewizji obowiązkowo powinien kończyć się sformułowaniem: „Kupno i sprzedaż głosu są przestępstwami”. Według socjologów w pewnym stopniu ograniczyło to skalę zjawiska, ale jest ono dalekie od zniknięcia.

Sondaż przeprowadzono wśród 796 pełnoletnich obywateli w okresie od 4 do 11 października. Głosować na określonego kandydata za pieniądze praktycznie jest gotowych ok. 600 tys. z 5,5 mln obywateli uprawnionych do głosowania.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl