Barack Obama nie przyjechał do Polski, by świętować rocznicę kontraktowych wyborów. Przyjechał, aby przy okazji tej rocznicy ogłosić nową politykę amerykańską wobec Europy Wschodniej i Rosji. Jednocześnie dał prztyczka Niemcom, przypominając, że to Polacy, a nie mieszkańcy Berlina obalili komunizm, i że to Polska jest dzisiaj najważniejszym sojusznikiem USA - pisze „Gazeta Polska”.

Kluczowy w przemówieniu Obamy fragment pokazuje, jaki jest zasięg zainteresowania polityki Waszyngtonu w tej części świata: „Wczoraj ogłosiłem nową inicjatywę w celu wzmocnienia bezpieczeństwa naszych sojuszników NATO i zwiększenia obecności zbrojnej NATO w Europie. Przy wsparciu Kongresu będzie to oznaczać więcej rozmieszczonego sprzętu dla szybszego reagowania w czasie kryzysu, więcej ćwiczeń i manewrów dla gotowości dodatkowych sił USA na ziemi, niebie i w powietrzu, w tym również tutaj, w Polsce. To będzie oznaczało większą pomoc dla przyjaciół, jak Ukraina, Mołdawia i Gruzja, którzy będą walczyć o własne bezpieczeństwo. Tak jak Stany Zjednoczone zwiększają swoje zobowiązania, tak samo muszą zrobić to inni. Każdy członek NATO chroniony jest przez nasz Sojusz i każdy z nich musi wykonać swoje zobowiązania w ramach tego sojuszu. Jest to nasza odpowiedzialność wobec siebie nawzajem”.

Polska, Rumunia, Bałtowie i USA

Prezydent Obama nakłaniał do wzmożenia wysiłku na rzecz obrony bezpieczeństwa tych krajów. Działania te mają podejmować przede wszystkim sami, ale nie tylko. Szef największego mocarstwa zaproponował, by kraje naszego regionu wsparły starania byłych republik radzieckich o wolność. Nie powiedział, czego konkretnie od nas żąda, za to zapewnił, że jeżeli takie działania podejmiemy, to nie musimy obawiać się reakcji Rosji, gdyż dostaniemy bezpośrednio ochronę ze strony USA. Wiedząc, jak istotna jest tu kwestia wiarygodności tych gwarancji, kładł na nie szczególny nacisk. „Wiem, że przez całe wasze dzieje Polacy byli porzucani przez przyjaciół w godzinie próby. Więc przybyłem do Warszawy dzisiaj, w imieniu Stanów Zjednoczonych Ameryki, w imieniu Sojuszu Północnoatlantyckiego, aby potwierdzić nasze ciągłe zaangażowanie w bezpieczeństwo Polski. Artykuł 5 jest jasny, atak na jednego jest atakiem na wszystkich. Jako sojusznicy mamy święty obowiązek bronienia waszej integralności terytorialnej, co zrobimy. Stoimy ramię w ramię, teraz i zawsze, za wolność waszą i naszą. Polska już nigdy nie będzie samotna”.

Gwarancja, że USA dotrzymają swoich zobowiązań, jest powtarzana na różne sposoby i widać w tym chęć odbudowania wiarygodności polityki Waszyngtonu po kilkuletnim romansie z Rosją, zakończonym zupełną katastrofą.

Prezydent USA mówi nie tylko o wzmocnieniu sił NATO w państwach członkowskich, lecz także o pomocy dla Ukrainy, Gruzji i Mołdawii. Pomoc dla Polski, szczególnie często wymienianej w jego wystąpieniu, ma wzmocnić wsparcie dla trójki przyjaciół spoza NATO. Jednocześnie wskazuje państwa, które mogą odegrać kluczową rolę w realizacji jego planu: „Natomiast nie tylko Polska, także Estonia nigdy nie będzie samotna, Łotwa nigdy nie będzie samotna, Litwa nigdy nie będzie samotna, Rumunia nigdy nie będzie samotna. To nie są po prostu słowa. To są zobowiązania wykute w granicie. Najsilniejszy sojusz na świecie, siły zbrojne Stanów Zjednoczonych Ameryki, najmocniejsza armia w historii świata – widzicie, że są zaangażowane. Samoloty NATO nad niebem republik nadbałtyckich, nasze okręty patrolujące Morze Czarne, program ćwiczeń (…). Robimy to nie po to, aby komukolwiek grozić, ale by bronić bezpieczeństwa i terytoriów swoich i naszych przyjaciół”.

Koniec imperialnej Rosji

Jaki jest cel tych działań? „I w końcu jako wolne narody łączymy się po prostu nie po to, aby pilnować własnego bezpieczeństwa, ale by też pomagać w osiągnięciu wolności innym. Dzisiaj raz jeszcze potwierdzamy zasady, o które walczymy. Stoimy ramię w ramię, bo wierzymy, że ludzie i narody mają prawo do określania własnego przeznaczenia, dotyczy to także Ukraińców. Okradani przez skorumpowany reżim Ukraińcy zażądali rządu, który będzie służył im. Nawet bici i ostrzeliwani nie chcieli ustąpić.

Ustawili się do głosowania, wybrali nowego prezydenta w wolnych wyborach, ponieważ prawomocność lidera pochodzi wyłącznie ze zgody ludzi. Ukraina ruszyła teraz trudną drogą reform. Spotkałem się z panem prezydentem elektem Poroszenką dziś rano i powiedziałem mu, że dokładnie tak samo jak wolne narody oferowały wsparcie i pomoc Polsce w jej przejściu ku demokracji, tak my stoimy za Ukrainą.

Ukraina musi mieć możliwość wyboru własnej wolności, bez zewnętrznej ingerencji”.
Drugim bardzo ważnym, a może nawet najistotniejszym fragmentem przemówienia Obamy jest ogłoszenie starań o zmianę polityki Rosji: „Stoimy razem, bo wierzymy, że walka o pokój i bezpieczeństwo jest odpowiedzialnością każdego narodu. Dni imperiów i sfer wpływów dobiegły końca. Większe narody nie mogą zastraszać mniejszych ani narzucać swojej woli przez używanie broni czy zajmowanie budynków. (…) Nie akceptujemy okupacji Krymu i naruszenia suwerenności Ukrainy. Nasze wolne narody będą stały ramię w ramię, aby dalsze rosyjskie prowokacje oznaczały wyłącznie więcej izolacji i kosztów dla Rosji.

Po złożeniu tak wielkiej krwawej ofiary w zjednoczenie Europy, jak moglibyśmy pozwolić na mroczną taktykę XX wieku, która miałaby dziś zagrozić naszemu bezpieczeństwu?”.
Obama wyraźnie doszedł tu do wniosku, że zastopowanie imperializmu rosyjskiego jest niezbędne dla bezpieczeństwa USA. „Stoimy razem, bo wiemy, że duch Warszawy, Budapesztu, Pragi, Berlina sięga wszędzie tam, gdzie pojawia się pragnienie wolności w sercu człowieka, czy to w Mińsku, Krakowie, Damaszku czy Pjongjangu. Niezależnie od tego, w jakim miejscu ludzie chcą pracować w imię demokracji – od Tbilisi do Tunisu, od Rangunu do Freetown – zawsze znajdą partnera w naszym narodzie. W ich walce widzimy echo naszej walki, w ich twarzach widzimy odbicia naszych twarzy. A mało kto widzi to lepiej niż Polacy”.

Staraniem USA ma być więc doprowadzenie polityki Rosji do takiego stanu, by nie mogła ona podporządkowywać sobie innych krajów i zagrażać ich bezpieczeństwu. Jest to nie tylko przekreślenie całej polityki Putina, lecz także zanegowanie podstaw geopolityki Moskwy, budowanej przez ostatnie trzy wieki. Można zakładać, że to cel niesłychanie ambitny, a Obama jest romantykiem. Problem w tym, że USA naprawdę zaczęły to robić. Gwałtowna zmiana doktryny militarnej USA wobec naszego regionu i przesuwanie tu znaczących sił oraz zmiana polityki energetycznej to są fakty.

Niemcy już nie są liderem

Przy okazji prezydent USA przypomina, kto naprawdę obalił komunizm i przewodzi zmianom w Europie Środkowo-Wschodniej. „Ukraińcy dnia dzisiejszego są spadkobiercami Solidarności, ludzi takich jak wy, którzy gotowi byliście rzucić wyzwanie bankrutującemu reżimowi. A gdy wasze protesty próbowano zgnieść stalową pięścią, układaliście kwiaty w Bramie Stoczni. Dzisiaj Ukraińcy układają swoje kwiaty na Majdanie Niezależności. Pamiętamy Polaków głosujących, którzy czuli smak Polski. Słyszymy to dzisiaj w głosach Majdanu, nazwanych już przez niektórych smakiem prawdziwej wolności. »Kocham mój kraj« – powiedziała pewna kobieta, »Walczymy tu o wolność i sprawiedliwość«. »Odczuwamy wdzięczność za wsparcie Polaków«. Mówiła to w imieniu wielu Ukraińców: »Dziękujemy Ci, Polsko, słyszymy Cię, kochamy Cię«”. Obama nie tylko pomija nagłaśnianą mocno i przesadnie rolę Niemiec w obaleniu komunizmu, lecz nazywa także Polskę najważniejszym sojusznikiem USA. Widać, że chwiejna i częściowo prorosyjska polityka Berlina wywołała zażenowanie Waszyngtonu.

Więcej w najnowszym wydaniu tygodnika „Gazeta Polska”