W ostatnim czasie minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zabrał głos w sprawie podpisywanej przez lekarzy Deklaracji Sumienia. Arłukowicz z wyraźną ulgą podkreślał, że dokument podpisało 3000 spośród wszystkich 160 000 polskich pracowników służby zdrowia. Medialna aktywność szefa resortu zdrowia wywołała stanowczą reakcję organizacji pro-life popierających Deklarację Sumienia.

- Na razie oprócz dyskusji medialnej nie mamy sygnałów o żadnej eskalacji stosowania klauzuli sumienia przez lekarzy – mówił Bartosz Arłukowicz.

Te słowa wywołały reakcję środowisk pro-life.

- Panie Ministrze! Informujemy, że intensywnie działamy na rzecz używania sumienia przez lekarzy. Chcemy doprowadzić do tego, żeby było to zjawisko masowe. Mamy nadzieję, że już wkrótce żaden lekarz w Polsce nie podejmie się zabijania chorych dzieci, ani po, ani przed narodzeniem. Pracujemy też nad tym, aby wyeliminować z polskiego prawa jakąkolwiek możliwość zabijania dzieci - tak, aby także lekarze, którzy nie mają oporów przed pozbawianiem ich życia, nie mogli tego robić (...) Nie miejmy złudzeń: środowiska pro-choice nie walczą o żaden wybór. Ich cel to zabijać jak najwięcej – tłumaczy Mariusz Dzierżawski z Fundacji Pro - prawo do życia.

Jednocześnie Dzierżawski zwraca uwagę, na pewien istotny fakt. Według niego, atak na klauzulę sumienia ujawnia interesujący mechanizm, zgodnie z którym zwolennicy „wyboru” i „kompromisu” na co dzień mówią sporo o tym, że nie powinno się zmieniać prawa, a dawać każdemu z osobna możliwość decydowania zgodnie z własnym sumieniem.

Co ciekawe, gdy okazuje się, że znajdują się lekarze, którzy odwołując się właśnie do wolności wyboru decydują, że nie podejmą się wykonania aborcji, ci sami orędownicy „wolności decydowania” natychmiast się oburzają.