"To kuriozum" - żołnierz GROM oburzony wycieczką polityków w eskorcie jego kolegów

Jednostka GROM nie jest od tego żeby bawić się w przewożenie prezydentów czy polityków - irytuje się żołnierz GROM, który początkowo nie mógł uwierzyć, że jego koledzy zostali wykorzystani do

@TVN48
Jednostka GROM nie jest od tego żeby bawić się w przewożenie prezydentów czy polityków - irytuje się żołnierz GROM, który początkowo nie mógł uwierzyć, że jego koledzy zostali wykorzystani do zorganizowania wycieczki po Wiśle dla ministra Rafała Trzaskowskiego i prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz. 

Hanna Gronkiewicz-Waltz i minister Rafał Trzaskowski patrolowali Wisłę w obstawie wojskowego helikoptera i komandosów w kominiarkach. Już tylko to było żałosnym spektaklem, ale jeszcze większy skandal wybuchł, gdy ujawniono kim byli żołnierze. Okazało się, że w wyborczej kampanii wykorzystano komandosów specjalnej jednostki GROM.

Katarzynie Pawlak, dziennikarce "Gazety Polskiej Codziennie" udało się porozmawiać z żołnierzem GROM, który nie krył oburzenia sytuacją.

Prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz i minister administracji Rafał Trzaskowski patrolowali Wisłę w obstawie wojskowego helikoptera i komandosów w kominiarkach. Za nimi płynął ponton z dziennikarzami kilku wybranych mediów. Udało nam się ustalić, że mężczyźni w kominiarkach to żołnierze GROM. Sprzęt także był wasz.
Jest Pani pewna, że byli to żołnierze GROM? Trudno mi w to uwierzyć. Ta informacja jest potwierdzona?

Początkowo ratusz zaprzeczał, ale jeden z pana kolegów rozpoznał umundurowanie i sprzęt. Także rzecznik MON w rozmowie z nami przyznał, że to faktycznie GROM.
Jestem kompletnie zaskoczony. Nie mam pojęcia jak zostanie to uzasadnione i wyjaśnione. Jednostka GROM nie jest od tego żeby bawić się w przewożenie prezydentów czy polityków. Zresztą od tego typu działań jest o wiele lepsza i właściwsza służba i jest nią straż pożarna. Dysponuje odpowiednimi łodziami do działania w takich sytuacjach.

Czy GROM może prowadzić działania na terenie Polski?
Nie może i nie prowadzi. Poza sytuacjami, w których wprowadzany zostaje stan wyjątkowy bądź stan wojenny. Wówczas wojsko wychodzi na ulice. My stawiamy się w sytuacjach gdy mamy do czynienia z poważnym i realnym zagrożeniem. Tu ewidentnie nie było takiej potrzeby. Nadal trudno mi w to uwierzyć. To jakieś kuriozum. Chyba, że pani prezydent obawiała się ataku terrorystycznego.


(screen @TVN48)

Zaskakującą woltę w ocenie kompromitującej sytuacji wykazał ministrem obrony Tomasz Siemioniak. Najpierw na twitterze napisał"Błąd dowódcy, który prowadził ćwiczenia, że bez zgody przełożonych przystał na prośbę urzędników o pomoc". A później podczas konferencji prasowej stwierdził: "Nie widzę w tym niczego zdrożnego, że przez kawałek, na łodzi podwieźli pana ministra administracji i panią prezydent. To nie były działania powodziowe, ale żołnierze są zawsze gotowi". Obok ministra stał... premier Tusk.
 

 



Źródło: niezalezna.pl,Gazeta Polska Codziennie

 

Katarzyna Pawlak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo