Prof. Ryszard Legutko: Chamstwo to główna broń PO

Joanna Lichocka

Dziennikarka telewizyjna, publicystka, autorka filmów dokumentalnych, posłanka na Sejm, od 2016 r. członek Rady Mediów Narodowych.

Kontakt z autorem

  

Stało się wszechogarniające, ponieważ jest tolerowane, a nawet wspierane. Elity milczą, co pokazuje, że chamstwo oddaje ich najgłębszy stan ducha. Żaden z platformerskich królów chamstwa nie został napomniany, ani Niesiołowski, ani Bartoszewski, ani Sikorski, ani Komorowski. Ten ostatni, o czym wielu zapomniało, był przecież – zanim został prezydentem – jedną z największych gwiazd ofensywy chamstwa – z prof. Ryszardem Legutko, filozofem i politykiem, eurodeputowanym PiS, rozmawia Joanna Lichocka.

W „Eseju o duszy polskiej” kilka lat temu postawił Pan tezę, że właściwie jesteśmy nowym narodem, pozbawionym ciągłości tradycji i kultury państwa z II Rzeczpospolitą, bo na skutek likwidacji polskich elit w XX wieku na ich miejsce przyszli różni barbarzyńcy. Mam wrażenie, gdy patrzę na Pana wystąpienia w mediach, że jest Pan tym ciągle zniecierpliwiony.
Nie ma lepszego potwierdzenia mojej tezy niż ostatnie lata, a mianowicie rządy Platformy Obywatelskiej. Wiele jest grzechów przez tę partię popełnionych, ciężkich i niewybaczalnych, a większość z nich wynika z jednego podstawowego – wyrzeczenia się suwerenności. Cokolwiek weźmiemy, czy upadek armii, czy degradację szkół, czy Smoleńsk i najbardziej skandaliczne śledztwo w historii wypadków lotniczych, czy politykę zagraniczną, czy pogłębiający się flirt z genderyzmem, wszystko bierze się z tego, że Platforma wychodzi z założenia, iż należy robić to, co inni, poddawać się woli potężnych, schlebiać tym, którzy mają władzę. Co gorsza, jej popularność czerpie swoją siłę właśnie z odwoływania się do kompleksów owego „nowego narodu”.

Spełnia oczekiwania „młodych, wykształconych, z wielkich miast”, tych właśnie z gwałtownego awansu społecznego?
Przekaz, jaki od niej idzie, głosi, że powinniśmy obawiać się samodzielności, dbać, aby inni nas dobrze postrzegali: żadnych własnych ambicji, żadnego podskakiwania, bo to obciach. Nawet rocznica naszego wejścia do Unii była świętowana w ten sposób, by pokazać, co Unia nam dała, a nie to, co myśmy sami zrobili. Prezydent Polski na rocznicy 650-lecia UJ pochwalił uniwersytet za to, że załatwił wielką dotację z Unii. Ja wiem, że prezydent nie jest szczególnie zręczny, ale czy naprawdę żadna inna pochwała nie przyszła mu do głowy poza tą, że Uniwersytet dostał od Unii pieniądze? Dzieci w specjalnych akcjach organizowanych przez MEN i jego agendy uczą się wyrażać wdzięczność wobec Unii za jej dobrodziejstwa wobec Polski. „Nowy naród” był narodem niewolników. Teraz PO robi wszystko, by nas w tym stanie ducha utrzymać.

W zeszłym tygodniu politycy PO nie kryli oburzenia, że Uniwersytet Jagielloński odmówił przyznania doktoratu honoris causa dla José Manuela Barroso, przewodniczącego Komisji Europejskiej. Uczelnia tłumaczy, że nie ma zwyczaju wręczenia doktoratów urzędującym politykom. Rzeczniczka rządu, posłanka PO pani Kidawa-Błońska, powiedziała, że bardzo jej za Uniwersytet wstyd.
Akurat tutaj Wydział Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych się postawił, i dobrze. Ale to wyjątek. Ogólnie środowiska inteligenckie są uległe, z czego Platforma ochoczo korzysta. Za sukcesy na polu walki z suwerennością elita rządząca i jej sojusznicy zbierają dobre recenzje zagraniczne, bo w ten sposób zyskują reputację pilnych uczniów. Jest to dokładnie ta rola, jaką odrzucił PiS, przez co naraził się zagranicznej opinii publicznej i tamtejszym elitom, podobnie jak naraził się im później Orban. Paradoks polega na tym, że zyskując przychylne opinie na Zachodzie i znajdując poparcie wśród szerokiej rzeszy Polaków bojących się samodzielności, Platforma może sobie pozwolić na niemal całkowitą bezkarność w kraju – mnożą się przewały, rośnie upartyjnienie kraju, media główne zależne od władzy uległy deprawacji, podobnie jak sądy i prokuratura. Sfera publiczna przypomina rumowisko.

Ma Pan pretensję o chamstwo. I demonstruje to dobitnie. Zwraca Pan uwagę dziennikarzom, nie patyczkuje się, jak ostatnio w rozmowie z Moniką Olejnik czy Dominiką Wielowieyską. To rzadkie, w większości politycy pokornie znoszą to, co robią w studiu różni prowadzący.
Chamstwo to główna broń wobec opozycji – tej z sejmu i wszelkiej innej. Chamstwo stało się wszechogarniające, ponieważ jest tolerowane, a nawet wspierane. Elity milczą, co pokazuje, że chamstwo oddaje ich najgłębszy stan ducha. Żaden z platformerskich królów chamstwa nie został napomniany, ani Niesiołowski, ani Bartoszewski, ani Sikorski, ani Komorowski. Ten ostatni, o czym wielu zapomniało, był przecież – zanim został prezydentem – jedną z największych gwiazd ofensywy chamstwa. Palikota się dzisiaj czasami krytykuje, bo nie jest już w PO. Gdy w niej był – a właśnie wtedy robił rzeczy najbardziej bulwersujące – cieszył się sporym uznaniem. Obok tych gwiazd jest cała armia szaraczków, która próbuje wiernie naśladować mistrzów. Nawet nie pomnę ich nazwisk, bo są praktycznie nieodróżnialni. Chamstwo ma to do siebie, że nie tylko psuje obyczaje, i to na długie lata, lecz nadto pozwala przykryć kłamstwa, oszustwa i nadużycia. Wystarczy tylko wrzasnąć na PiS, i to wrzasnąć cokolwiek, i to wystarczy. Ostatnio popis tego dał w sejmie premier, gdy pokrywając nieudolność swojej polityki zagranicznej wobec Rosji (i nie tylko wobec niej), zasugerował, że PiS wpisuje się w działania rosyjskiej piątej kolumny. Tylko w świecie kompletnie zdewastowanym semantycznie – do czego prowadzi gigantyczna inwazja chamstwa, jaka się u nas dokonała – może dojść do tego, że całkiem bezkarnie przywódca partii ostentacyjnie uzależniającej nas od Rosji może o prorosyjskość oskarżyć partię, która to uzależnienie głośno i konsekwentnie krytykuje. Kto ma oczy i uszy, ten musi przyznać, że jeśli w Polsce przetrwała jeszcze jakaś partia dżentelmenów, to będzie nią PiS.

Tylko że PO udało się wykorzystać wypowiedź prof. Pawłowicz o panu Bartoszewskim do tego, by powiedzieć: patrzcie, jaki ten PiS jest chamski i prymitywny.
Prof. Pawłowicz zrobiła błąd polityczny. Nie ma powodu wypowiadać się ostro o Bartoszewskim teraz w kampanii, bo, po pierwsze, Bartoszewski realnie nic nie znaczy, a po drugie, nadmuchano go tak, że każdą krytykę przeciw niemu skierowaną traktuje się jak atak na Pana Boga. Ale precyzyjnie rzecz ujmując, prof. Pawłowicz nie powiedziała niczego bulwersującego ani skandalicznego. Jej myśl można sprowadzić do takiego zdania: „Jeśli my (czyli zwolennicy Prawa i Sprawiedliwości) jesteśmy bydłem, to Bartoszewski jest pastuchem, i to niskiej klasy”. Logicznie rzecz ujmując, mamy tutaj implikację. Jeśli A, to B. A przecież Bartoszewski powiedział, że jesteśmy bydłem; skoro więc to powiedział, to logiczny wniosek, że on – nie należąc do bydła – musi być pastuchem. Bartoszewski może oczywiście się obrazić i powiedzieć, że jest pastuchem wysokiej klasy, a nie niskiej. Ale nie może zaprzeczyć, że wedle konsekwencji własnych słów jest właśnie pastuchem. Może też oczywiście wycofać się z poprzednich słów i przyznać, że zwolennicy PiS nie są bydłem; wtedy i on przestanie być pastuchem. Jego zwolennicy powinni więc go do tego przekonać. Gdy tego nie zrobią, to nieuchronna logika pozostaje w mocy. To, co mówię, ma oczywiście skutek politycznie ograniczony z powodów wyłożonych wyżej. Tumult chamstwa i barbarzyństwa stępiły naszą wrażliwość na sens słów i porządkującą te słowa logikę.

To stara metoda Platformy – o działania, które jej można zarzucić, oskarża przeciwnika. Metoda złodzieja, który krzyczy: „Łapaj złodzieja!”. Ale opozycja jest wobec tych zabiegów dosyć bezradna.
Żeby dać sobie radę w tej zdewastowanej obyczajowo i semantycznie sferze publicznej, powinny istnieć siły, które utrzymują jakieś standardy. Zwykle w takich przypadkach wskazuje się dwa środowiska – niezależne media oraz sądy. U nas z jednym i drugim jest fatalnie. Media główne stały się narzędziem do walki z opozycją i do ochrony władzy, a nawet – co niektórych zdumiewa – do walki z tymi mediami, które odmówiły stania się takim narzędziem. Nie ma więc takiej grandy, jaką robi Platforma, by nie została ona jakoś przez powolne jej media osłonięta, ani takich sędziów i prokuratorów, by podjęli bardziej zdecydowane działania. Mówienie o przybliżaniu nas do Białorusi nie jest pozbawione podstaw.

Standardy, poziom polskiej demokracji mają rys wschodni? Niekiedy mówi się wręcz, że Tusk naśladuje styl działania Putina. Widzi to Pan?
Tusk nie jest Putinem, bo Putin jest silny i suwerenny, a Tusk słaby i służalczy. On przypomina raczej małego intryganta i spryciulę, który nabrał sprawności w utrzymaniu władzy na własnym podwórku i umiejętnie eliminuje konkurentów. Putin stawia sobie za cel odbudowę rosyjskiego imperium i temu wszystko podporządkował. Tusk nie stawia sobie żadnego celu, poza utrzymaniem się przy władzy i dla tego celu może poświęcić wszystko – zasady, prawo, a nawet dobro kraju. To jest człowiek wewnętrznie pusty, bez poglądów, bez zasad. Ale nie chcę go demonizować, ponieważ jest w nim jakaś uderzająca małość, która wyklucza używanie zbyt wielkich określeń.

Niemniej parę rzeczy mu się udało. Zupełnie na przykład pozbawiony znaczenia jest chyba dziś sejm. Tusk sprowadził go do roli maszynki do głosowania.
Sejm w takich systemach jak polski jest zwykle maszynką do głosowania. Są jednak zawsze jakieś procedury, które powinny być przestrzegane. Jeśli na przykład powstaje komisja badająca niejasności dotyczące partii rządzącej, to nie może być tak, że na czele takiej komisji staje przedstawiciel partii będącej przedmiotem badania, i że partia ta ma w owej komisji większość. A u nas tak się dzieje. To jest system większościowy w stanie czystym.

Ewa Kopacz, która bez zmrużenia okiem blokuje wniosek o dołączenie do porządku obrad informacji premiera na temat finansowania jego partii przez niemiecką CDU, mieści się w standardach europejskich demokracji?
Nie jestem szczególnym piewcą „standardów europejskich demokracji”, bo owe demokracje też wykazują spore symptomy degeneracyjne, a demokracja sama przez się jest na schorzenia podatna. Powiedziałbym raczej, że w kraju, w którym obowiązują jakieś elementarne zasady bezstronności, przewodniczący parlamentu byłby pod tak wielką presją, że nie mógłby odmówić rozpatrzenia podobnego wniosku. Ale u nas presji takiej nie ma, bo przecież nie chodzi o standardy, lecz o to, by dokopać PiS-owi, a w takim razie należy bronić PO.

Co Pan sądzi o zarzucie, że CDU finansowało KLD? Jest bez znaczenia?
Zarzut nie jest bez znaczenia. Gdyby się potwierdził, to – jakkolwiek sprawa wydaje się prawnie przedawniona – premier będący człowiekiem honoru, podałby się do dymisji. U nas zarzut się nie potwierdzi, bo nikt się nim poważnie nie zajmie, chyba że jacyś niezależni dziennikarze, a ich zawsze można wyśmiać jako „pisowskich”. A nawet gdyby zarzut się potwierdził, to w świetle podanej przeze mnie powyżej charakterystyki premiera oczekiwanie na jego dymisję może trwać dość długo.

Czy zatem obowiązujący u nas system demokratyczny jest demokracją częściową, taką „drugiej świeżości”? Co z tym zrobić?
Jak już mówiłem, demokracja ze swojej istoty ma silne tendencje do niszczenia zasad umożliwiających stabilne i dobre funkcjonowanie systemu politycznego. Długo by o tym mówić, bo to temat obszerny. Lepiej może odwołać się do kategorii państwa prawa. U nas to państwo prawa w tej chwili nie działa. W innych krajach jeszcze działa, choć mocno wadliwie i widać poważne zagrożenia dla całego systemu zachodniego.

Czy jest to całkowicie obojętne Unii Europejskiej? Pytam o to dlatego, że nie jest jej obojętne, ile waży i mierzy łowiony tu śledź albo jakiej wysokości jest stawka VAT. Czy to na przykład, że media publiczne są opanowane przez partie rządzące, a system medialny zbudowany jest tak, by służyć establishmentowi i by blokować faktyczny pluralizm debaty – to z punktu widzenia UE jest obojętne? Czy tu standardy nie są „wymagalne”?
Unia Europejska jest systemem większościowym. Rządzi tam większość i tylko ona. Ta większość się od wielu lat nie zmienia i bywa nazywana głównym nurtem. Należą do niej silne partie i silne państwa. Donald Tusk i jego partia oddają tej większości hołdy i są przez nią chronieni. Jak w każdym systemie większościowym, w którym nie ma możliwości wymiany jednej większości na inną, to grupa rządząca rozdaje nagrody i kary, jednych przed karami chroniąc, a innym je wymierzając. Praktycznie Tusk może więc robić z niegodziwą opozycją, co chce, jeśli tylko będzie wierny Unii, jej szefom, i jeśli nie narazi się jakąś karygodną akcją moralną w rodzaju negowania praw homoseksualistów. Polska prawica – nie tylko PiS, lecz także środowiska dziennikarskie czy wszelkie inne – takiej ochrony nie mają. Kto uważa, że tzw. wartości europejskie chronią pluralizm, ten jest w błędzie. Obserwuję często w Parlamencie Europejskim, jak bezwzględnie wycisza się i usuwa na margines wszystko, co tylko może zakłócić monopol władzy głównego nurtu.

Po doświadczeniu pracy w Parlamencie Europejskim jest Pan rozczarowany europejską klasą polityczną? Czy nasze patrzenie na nią – najczęściej przez pryzmat lansowanych przez media postkomunistyczne elit lewicowych, postmarksistowskich – jest niesprawiedliwe?
Nie jestem rozczarowany europejską klasą polityczną, bo nie miałem o niej wcześniej zbyt wysokiego zdania. Są to w niemałej proporcji ludzie sprawni w politycznych grach, ale ogólnie cechuje ich konformizm i tchórzostwo. Nie prezentują się lepiej niż klasa polska. Jest mniej chamstwa, co – w zestawieniu z Polską pod rządami Platformy – wydaje się zrozumiałe.

Co Polacy mogą właściwie zrobić w Parlamencie Europejskim? Czy my możemy coś tam faktycznie zmienić, na coś wpłynąć, nadać ton?
Widzę cztery kierunki działania. Po pierwsze, trzeba pilnować interesów Polski w bardzo konkretnych kwestiach i konkretnych zapisach: czy to w przypadku rolnictwa, czy gazu łupkowego, czy innych rozstrzygnięć mogących wpływać osłabiająco na polską gospodarkę, a lansowanych przez wielkich graczy. Po drugie, należy zdecydowanie przeciwstawiać się modelowi federalistycznemu Unii – tak drogiemu Platformie i Polsce, pożal się Boże, oświeconej – bo do reszty pozbawi on nas suwerenności. Po trzecie, trzeba starać się stworzyć w Parlamencie coś w rodzaju opozycji, by podważyć monopol rządów głównego nurtu. Po czwarte, należy ostro walczyć o sprawy moralne, bo Parlament, a także cała Unia, zmieniają się powoli w machinę narzucającą jedną ideologię wszystkim jej państwom i obywatelom, a docelowo całemu światu.
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

PiS: To ratunek dla maturzystów!

/ Engin Akyurt

  

Nowelizacja prawa oświatowego to kwestia ratowania maturzystów; zawieszenie strajku nauczycieli pozwala mieć nadzieję, że nie będzie tu złej woli, ale trzeba się zabezpieczyć - mówili w czwartek podczas debaty senatorowie PiS.

Senat w czwartek wieczorem zajmuje się uchwaloną po południu przez Sejm dotyczącą matur nowelizacją prawa oświatowego. Zgodnie z nią, jeśli rada pedagogiczna nie przeprowadzi klasyfikacji i promocji, zrobi to dyrektor lub nauczyciel wyznaczony przez organ prowadzący.

Tuż przed północą senatorowie zakończyli debatę nad tym punktem. Ok. godz. 0.30 planowane są głosowania.

Konstanty Radziwiłł (PiS) mówił podczas debaty, że przyjęcie nowelizacji "jest po prostu kwestią ratowania tych dzieciaków". "Musimy to zrobić w bardzo prosty sposób. Zawieszenie strajku przez nauczycieli pozwala mieć nadzieję, że nie będzie złej woli, ale żeby się zabezpieczyć, trzeba tę ustawę poprzeć" - mówił.

Inny z senatorów PiS, Robert Gaweł podkreślał, że szkoła nie powinna być miejscem konfrontacji politycznej. Jak ocenił, strajk nauczycieli pokazał, że jest inaczej. Przekonywał, że obecnie potrzebna jest poprawa jakości nauczycieli i ich pracy, a nie angażowanie sprawy edukacji w politykę. "Proszę z tej trybuny, byśmy trochę się opamiętali w tej polityce" - mówił.

Aleksander Bobko ocenił, że nowelizacja "jest dość smutna, podobnie jak to, co się dzieje wokół edukacji". Wyraził nadzieję, że matury odbędą się w sposób normalny, jak ocenił, "potrzebny jest element spokoju", a ustawa ma go zapewnić. Senator mówił, że tryb pracy nad nowelizacją go smuci, ale - jak przekonywał - "smutniejszy jest stan edukacji, wciągniętej do polityki, która jest bezwzględna". Zdaniem senatora, odpowiedzialność za to ponosi w dużej mierze opozycja. "To jest fatalne, to jest okropne" - ocenił Bobko.

Według niego reforma edukacji, przeprowadzona przez PiS "była próbą, może niezbyt udaną, ale uczciwą w zamiarach i w intencjach, wyciągnięcia polskiej szkoły z zapaści". 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl