Minister reklamowała "elementarz" będący plagiatem. Zdumienie ekspertów i wydawców

  

- Wszystkie rozwiązania, zawarte w propozycji MEN swymi korzeniami zahaczają o inne wydawnictwa. Czasami to plagiaty, czasami zapożyczenia. Nie dziwi mnie oburzenie wydawców - mówi portalowi niezalezna.pl Dorota Dziamska, pedagog i ekspert Stowarzyszenia  Rzecznik Praw Rodziców.

30 procent pierwszej części "Naszego elementarza" przygotowanego przez Ministerstwo Edukacji Narodowej pochodzi z podręczników Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych - twierdzi prezes WSiP Jerzy Garlicki. Wykorzystane rozwiązania graficzne, metodologiczne i koncepcyjne wypracowane w Wydawnictwach Szkolnych i Pedagogicznych.

- Rozwiązania te są wynikiem działania zespołu specjalistów, który od stycznia 2011 r. przygotowuje nowy pakiet edukacyjny dla klas I-III - mówił Garlicki. - Wszystkie informacje związane z tym projektem są objęte tajemnicą przedsiębiorstwa WSiP. Tym bardziej zaskakuje to, że doszło do nieuprawnionego przejęcia owoców pracy naszego wydawnictwa - podkreślił.  - Po głębszej analizie okazało się, że w podręczniku znajdują się teksty nam już znane, z którymi spotkaliśmy się w innych podręcznikach - mówiła Lidia Puławska, kierowniczka redakcji, w której powstał nowy podręcznik WSiP. Pierwszy z podręczników, z którego według WSiP pochodzą zapożyczenia, to "Elementarz klasy pierwszej" z 1993 r., autorstwa Marii Lorek, twórczyni MEN-owskiego "Naszego elementarza". Kolejne zaczerpnięcia - jak twierdzi wydawnictwo - pochodzą z podręcznika "Wesoła szkoła i przyjaciele" (WSiP 2009) oraz książki, przygotowywanej przez WSiP, której premiera zapowiedziana jest na 2015 r.

Jako przykład zapożyczenia Puławska podała na konferencji sposób wprowadzenia literki "Ś" w "Naszym elementarzu". - Literka "Ś" wprowadzona jest na słowie "ślimak". Przy wprowadzeniu tej litery wykorzystany jest ten sam komiks o ślimaku i maślaku. W podręczniku z 1993 r. jest Jaś, który maluje komiks o ślimaku i maślaku, tak samo jest w podręczniku MEN - wyliczała Puławska. Według niej, powtarzają się także dialogi, imiona bohaterów podręcznika. Podczas konferencji Garlicki zaznaczył, że "jest jeszcze czas, żeby tej książki nie drukować, nie ponosić kosztów społecznych i żeby można było zachować podstawowe wartości, jakie są w branży edukacyjnej - poszanowanie prawa autorskiego, myśli i koncepcji intelektualnej". Jak podkreślił, do przygotowania rzetelnego podręcznika w komfortowych warunkach pracy potrzeba przynajmniej dwóch lat.

Rzeczniczka MEN Joanna Dębek stanowczo odrzuciła oskarżenia o plagiat. - Nie ma mowy o plagiacie. Absurdalnym jest zarzut skopiowania podręcznika, którego nie ma na rynku, nad którym rzekomo pracują Wydawnictwa Szkolne i Pedagogiczne. Trudno odnieść się do insynuacji, a jest to insynuacja - powiedziała. - Zarzuca nam się skopiowanie podręcznika, który podobno powstaje. Nasz podręcznik jest dostępny w sieci od 17 kwietnia. Każdy może go zobaczyć. Zarzuca nam się także skopiowanie schematów, wykorzystanych w podręczniku z 1993 roku. Chciałabym zaznaczyć, że podręcznik z 1993 r. i ten obecny jest podręcznikiem autorstwa Marii Lorek, która w każdym ze swoich podręczników wykorzystuje pewne schematy, wypróbowane na uczniach- powiedziała.

Ciekawostka z ministerialnego podręcznika


@Samueljpr

Natomiast Dorota Dziamska specjalnie dla portalu niezalezna.pl skomentowała skandaliczną sytuację z "Nowym elementarzem":

Już sama nazwa menowskiej supertorpedy wskazuje na fakt, iż co nasze, to zrobione przez nas, czyli przez osoby, które od lat pracują na rynku wydawniczym. Tym razem bractwo, kończąc pracę w znanych dotąd wydawnictwach, przeszło sobie do nowego ministerialnego, a trudno być kreatywnym na gwizdek. Nie tylko Pani Lorek, ale i graficy czerpią sobie pomysły z tzw. "naszego" dorobku. Oburzenie prezesa Garlickiego jest całkowicie uzasadnione, a interpretacja rzeczniczki MEN- u, pani Joanny Dębek - kuriozalna.

Jeżeli Pani Lorek w 1993 roku wykorzystała w swojej książce te same schematy, dotyczące wprowadzania liter, co obecnie w „Naszym elementarzu", wydanym już w innym wydawnictwie, to właśnie to jest ten plagiat. Autor nie może napisać podręcznika w jednym wydawnictwie, a zawarte w nim rozwiązania metodyczne włożyć do kolejnego podręcznika wydawanego w drugim wydawnictwie.

Pani Joanna Dębek swoją wypowiedzią kompromituje również samego autora ministerialnej superprodukcji. W XXI wieku ministerstwo produkuje ponoć darmowe narzędzie do edukacji dzieci ze schematami metodycznymi wprowadzania liter wypróbowanymi na dzieciach do 1993 roku. Nie wiem, czy pracownicy ministerstwa wiedzą, ale mamy 2014 rok, czyli minęło już przeszło dwadzieścia lat. Rzeczywistość wokół dzieci znacznie się zmieniła, a powielanie tych samych schematów metodycznych sugeruje nauczycielom,  iż nowy podręcznik to stare narzędzie, zakorzeniające tę samą strategię uczenia po śladzie schematu, co 20 lat temu. I znów warto przytoczyć słowa premiera o tzw. „skoku cywilizacyjnym“.

Oto współczesny sześciolatek idzie  do pierwszej klasy, aby ponoć uczyć się lepiej niż w przedszkolu,  szkoła daje mu w prezencie ponoć darmowy podręcznik, którego rozwiązania metodyczne jego autorka wypróbowała na dzieciach 21 lat temu.  Co zatem jest tym skokiem cywilizacyjnym? Powielony schemat metodyczny wprowadzania literki  "j" na wyrazie jajko – według pani Dębek? 

Przerażający jest fakt,  iż rzeczniczka MEN-u operuje związkiem składniowym: schemat metodyczny - pewna metodyka nauczania, a nie dostrzega, że w MEN-owskim koszu wszystkiego, co od wydawnictw autorzy podebrali cichaczem, nie istnieje żadna metodyka nauczania. Gdyby takowa była, to przy wprowadzaniu literki "j" na wyrazie jajko  dzieci na obrazkach wykonywałyby sałatkę z wykorzystaniem jajka. Niestety, w "Naszym elementarzu" nie ma tej integracji. Dzieci wykonują sałatkę z owoców. Dlaczego? 

Drugą niekonsekwencją prezentującą znikomą wiedzę rzeczniczki MEN–u jest stwierdzenie:  np. literki "j" uczymy na podstawie słowa "jajko", ponieważ musi być to słowo proste, znane dziecku. Wyraz "jajko", owszem, dzieciom jest znany, ale jest to wyraz tworzący dziecku sześcioletniemu wielki problem w zakresie wyodrębnienia głosek w wyrazie. Dużo prostszym wyrazem jest wyraz "jama", szczególnie w sytuacji gdy Pani Lorek wprowadza do elementarza komiks o smokach. Ale autorka w ogóle nie myśli o strategiach uczenia dzieci i konsekwencji metodycznej wypływającej z tych strategii.  Najbardziej jednak przerażającą część wypowiedzi pracownika MEN-u,  który przecież od tego jest, aby do plagiatu się nie przyznawać i za cenę publicznej intelektualnej wpadki bronić z determinacją słynnego już podręcznika, stanowi wypowiedź  o usunięciu fragmentu z literką „ś” . Literkę tę autorzy usuwają, a w zamian będzie więcej matematyki.

Oto dzięki negatywnej ocenie nauczycieli nagle Pani Lorek zorientowała się, że schemat metodyczny wypróbowany 21 lat temu jest za trudny, więc zamieni go  na więcej matematyki. Zatem przekaz jest jednoznaczny. Matematyka konkuruje z językiem polskim. Jeżeli jest za trudna literka, to ją można wyrzucić i w lukę po literce wstawić zadanie matematyczne. Takiej metodologii tworzenia podręczników jeszcze w historii polskiej oświaty nikt nie widział.

Zapożyczenie, o którym wspomina redaktor Lidia Puławska, zostaje usunięte nie dlatego, że jest zapożyczeniem, ale zbyt trudnym fragmentem dla dziecka w wieku sześciu lat. Rzeczywistość jest jednak nieco inna.  Fragment ze ślimakiem jest podwójną wpadką autorów. Jest zapożyczeniem i całkowicie nieadekwatnym  do potrzeb rozwojowych dzieci sześcioletnich fragmentem elementarza.  Za taki bubel autorzy powinni zostać usunięci z projektu. Ale przecież nie ma takiej potrzeby. Nasz elementarz to nasza odpowiedzialność. I ty, nauczycielu, możesz stać się jego twórcą, napisz tylko, jakie masz uwagi, wszystkie wykorzystamy! Nasi autorzy, nasi graficy, nasze dzieci, nasz elementarz, nasze pieniądze, za które będzie wydrukowany, nasze błędy i nasze plagiaty!

Odnosząc się do oburzenia pracowników wydawnictwa WSiP - patrzę na labirynt w elementarzu Pani Lorek; to zapożyczenie z książek tym razem Nowej Ery. Fotomontaże, ilustracje, fotografie, sposoby ich kompozycji. Wszystkie rozwiązania zawarte w propozycji MEN swymi korzeniami zahaczają o inne wydawnictwa. Czasami to plagiaty, czasami zapożyczenia. Pozostaje pogratulować ministerstwu doboru autorów, którzy już na starcie wartość swojej pracy określili jako szansę dla polskiej edukacji. Nie dziwi mnie oburzenie wydawców i bulwersuje jednocześnie kuriozalna obrona rzecznika MEN-u produktu, który spowoduje zapaść w jakości pracy szkół, demontaż metodyki nauczania na poziomie klas I – III przy jednoczesnym dobrym samopoczuciu pani minister Joanny Kluzik-Rostkowskiej - uważa Dziamska.

Opinia Stowarzyszenia i Fundacji Rzecznik Praw Rodziców w sprawie pierwszej części podręcznika "Nasz Elementarz": ratujmaluchy.pl
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP,niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Abp Głódź apeluje: "Jeśli się bijemy w piersi, to najpierw trzeba uderzyć własne, a nie cudze"

Abp Sławoj Leszek Głódź / Fotomag/Gazeta Polska

  

Nienawiść się nasyca. Tworzy pewne podłoże dla wszelkiego rodzaju upośledzeń i chorób. I to zjawisko jest bardzo niebezpieczne – mówił metropolita gdański arcybiskup Sławoj Leszek Głódź w „Gościu Wiadomości". Podkreślił, że zabójstwo Pawła Adamowicza to „wydarzenie bez precedensu w ostatnich dziesięcioleciach”.

Metropolita zaznaczył, że czas przed pogrzebem prezydenta Gdańska jest „wezwaniem dla wszystkich do miłości, pokoju, zgody, rachunku sumienia, a nade wszystko, do uderzenia się we własne piersi”. [polecam:https://niezalezna.pl/254646-sejm-uczcil-pamiec-pawla-adamowicza-minuta-ciszy-schetyna-zegnamy-kolege-i-przyjaciela]

Ciszej nad tą trumną. Mamy dość wojen, zarówno tych zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Trzeba nam solidarności, spokoju, miłości. Trzeba zacząć od prostych słów, o których mówił papież Franciszek: dziękuję, proszę, przepraszam

– mówił abp Głódź.

Zwrócił również uwagę, że „prezydent Adamowicz ostatnie przesłanie skierował pod znakiem: dzielmy się dobrem, szukajmy dobra”. 

I z tym gestem wzniesionej ręki ze światłem do nieba, zakończył życie. Ale to jego przesłanie pozostaje dzisiaj jego testamentem dla nas wszystkich

– powiedział arcybiskup. 

Abp Głódź przypomniał, że rodzina zamordowanego prezydenta prosi, aby nie eskalować napięcia.

Wierzymy, że dobro jednak zwycięży to zło. Nie możemy bazować na negacji, bo negacja zawsze rodzi negację. Ona nie jest twórcza. I jeśli się bijemy w piersi, najpierw trzeba uderzyć własne, a nie cudze

– mówił. 

Nienawiść się nasyca. Tworzy pewne podłoże dla wszelkiego rodzaju upośledzeń i chorób. I to zjawisko jest bardzo niebezpieczne

– zauważył hierarcha.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: TVP Info, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl