Iwan Czerniachowski prezydentem Polski

  

Dla Rosji składanie kwiatów pod pomnikiem Iwana Czerniachowskiego jest częścią tej samej operacji, co mordowanie zbuntowanych Ukraińców przez specnaz. Cel Putina to podporządkowanie sobie regionu. A środki do jego realizacji zmieniają się zależnie od etapu operacji. Sukces tych łagodnych, rozkładowych, skutkuje – jeśli pojawi się dogodny moment – użyciem brutalnych.

Paweł Wroński to jeden z kilku publicystów, którzy zawsze zabierają głos, gdy w Polsce dzieją się rzeczy ważne z punktu widzenia rosyjskiej ambasady. Nie, wcale nie zawsze wyrażają uwielbienie dla Moskwy. Nie głoszą go szczególnie wtedy, gdy byłoby to kontrskuteczne z punktu widzenia rosyjskich interesów. Zawsze natomiast prezentują stanowisko, które jest na danym etapie z punktu widzenia interesów Rosji najbardziej przydatne.

Przedwczoraj Wroński opublikował w „GW” tekst „»Bohaterska« wojna z pomnikiem”. Zakpił w nim z ludzi, którzy protestują przeciwko temu, by w Polsce stał pomnik kata Armii Krajowej: „Ktoś, kto namalował w nocy na pomniku gen. Iwana Czerniachowskiego w Pieniężnie znak Polski Walczącej, uznał to zapewne za gest patriotyczny i bohaterski. Być może przez chwilę poczuł się jak żołnierz Armii Krajowej. Może malując napis »Precz z komuną«, heroicznie przeciwstawił się w ten sposób agresji Putina na Ukrainę. Na szczęście wojna z pomnikiem jest bezpieczniejsza niż bój ze specnazem”.

Wroński zdaje się nie dostrzegać, że rosyjski ambasador w Warszawie, notabene breżniewowski jeszcze dyplomata, a także gubernator okręgu kaliningradzkiego, którzy przyjeżdżali ostatnio do Pieniężna, to przedstawiciele tego samego reżimu Putina, który zabija na Ukrainie i mordował setkami tysięcy ludzi na Kaukazie. A ich przyjazd do Pieniężna to realizacja części tego samego planu, który tam realizuje specnaz.

„Uderzenie moskiewskiej pięści w samo serce Warszawy”

Dlaczego ambasadorowi chciało się fatygować na Mazury, zamiast jeść kawior w swoim pałacu w Alejach Ujazdowskich? Rosja od wieków świetnie rozumie to, czego nie rozumie przeciętny Polak w 2014 r., bo nie chcą mu tego wytłumaczyć jego elity.

Polityka symboliczna ma ogromne znaczenie. To, czy w centrum Polski stoi sowiecki Pałac Kultury, a w Pieniężnie pomnik stalinowskiego generała, ma wpływ na to, czy zwykły Polak ma co włożyć do gara i czy jego dzieci zmuszone są emigrować.

Jeśli chcemy zrozumieć, o co chodzi Rosji, cofnijmy się do czasów sprzed epoki masowych mediów, gdy o takich rzeczach mówiło się otwarcie. 20 maja 1912 r. w Warszawie stanął sobór Aleksandra Newskiego. Wymyślił go znany rusyfikator Polaków gen. Josif Hurko. Komentując zamysł wzniesienia świątyni, rosyjska prasa pisała: „Rosyjska prawosławna świątynia [...] wzniesiona na najwidoczniejszym miejscu Warszawy jest koniecznością […] jako symbol rosyjskiej państwowości w tym kraju, symbol prawosławnej Rosji, której nierozłączną część stanowi Królestwo Polskie”.

W apelu skierowanym do mieszkańców Moskwy z prośbą o wsparcie finansowe inwestycji Hurko nazywał sobór „wojskową chorągwią”, która zasygnalizuje trwałą przynależność Polski do Rosji.

Po odzyskaniu niepodległości II RP zburzyła sobór, mimo że rosyjski poseł nazwał ten fakt „barbarzyństwem”. Socjalista Adam Pragier wygarnął mu wówczas, że intencją twórców soboru nie było zbudowanie domu Bożego, ale „uderzenie moskiewskiej pięści w samo serce Warszawy”.

„Masz tu rower, stare buty i sp…j z Nowej Huty”

Jeśli przeciętny Kowalski mieszkający na ul. Świerczewskiego mówi dziś: „mnie to nie przeszkadza”, niech nie złości się chwilę później, że w swoim kraju ma ruskie standardy, gdy chodzi o korupcję wśród urzędników, dostęp do lekarza czy wymiar sprawiedliwości. To jest jedna układanka: kulturowe zanurzanie Polaków w postsowieckim bagnie przez to, że godzą się na pomniki morderców własnych przodków, powoduje, że za chwilę godzą się na niszczenie własnego przemysłu i handlu.

To po prostu niewolnicza mentalność, nakazująca troszczyć się tylko o to, by dzisiaj mieć co żreć. Skoro niewolników w wypadku nazwy ulicy obchodzą tylko niedogodności związane z wymianą dowodów osobistych, a nie honor przodków, to tym bardziej nie potrafią wyegzekwować od swojego szefa MSZ-etu, by bronił interesów własnego kraju. No i w efekcie ich dzieci mają do wyboru robotę na kasie w Lidlu albo emigrację. Sam chciałeś, niewolniku.

Wydaje się, że choćby pod koniec PRL‑u Polacy instynktownie rozumieli tę zależność, gdy oblewali pomnik Lenina w Nowej Hucie benzyną, a obok niego ktoś postawił stary rower z napisem: „Masz tu rower, stare buty i sp…j z Nowej Huty”. Rozumieli to też Ukraińcy w czasie wydarzeń na majdanie, kiedy w całym kraju runęły dziesiątki komunistycznych pomników.

Dziś groteska, jutro normalka

Ktoś powie, że kłócąc się o pomnik Czerniachowskiego i składanie tam kwiatów przez rosyjskich dyplomatów, spieramy się o wydarzenie groteskowe, nieistotne. Tak może powiedzieć tylko ten, kto nie rozumie rosyjskich metod.
To, co dziś jest groteskowe, za parę lat stanie się szanowaną tradycją. Niemożliwe? Kiedy na początku rządów PO w 2008 r. przywrócony został rosyjski festiwal w Zielonej Górze, większość Polaków wzruszała ramionami. Ot, taki tam wygłup bez znaczenia, kto normalny wybierze się na festiwal z sowiecką tradycją?

Kolejne sześć lat pokazało, jak Rosjanie wraz z polskimi władzami dużym wysiłkiem finansowym przekształcali festiwal w imprezę, która jest transmitowana w telewizji publicznej, a prowadzą ją znani prezenterzy. Dziś festiwal traktowany jest już przez znaczną część Polaków jak normalna impreza. Przez kolejne lata liczba podobnych inicjatyw kulturalnych ma rosnąć. Ewolucyjnie, zgodnie z zasadą „Tisze jediesz, dalsze budiesz”.

Henryk Józewski, współpracownik Józefa Piłsudskiego, wskazywał na cele stawiania w Warszawie ogromnych rosyjskich budowli. Stwierdzał, że „sobór na placu Saskim służył obrusieńju. Warszawa miała się upodobnić do rosyjskich miast z soborem na reprezentacyjnej płoszczadi”. Natomiast Pałac Kultury był po to, by „świat kultury polskiej zmienił się według schematu obowiązującego w Rosji sowieckiej”. Pisał o tym, że zwykli Polacy skwer wokół pałacu nazywają laskiem katyńskim. Dziś już nie nazywają. Przywykliśmy.

Oczywistym celem Putina jest podporządkowanie sobie Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polski. Zarówno rosyjskie zbrodnie i agresje, jak i ocieplenia oraz pojednania są tylko środkami prowadzącymi do realizacji tego planu. W tym planie nie ma określonego punktu końcowego. Moskwa bierze tyle, ile na danym etapie da się wziąć. Jak stwierdzał Ryszard Wraga, jeden z najwybitniejszych polskich znawców Rosji, opisując stulecia rosyjskiej polityki, „w stosunku do Rosji można prowadzić jedynie politykę oporu. Polityka uległości doprowadza niezmiennie do ostatecznego wchłonięcia przez Rosję obcego organizmu państwowego czy narodowego, włącznie do zagłady biologicznej, zatarcia języka i kultury”.

Wroński wzywa nas do uszanowania rosyjskiego sposobu myślenia. Nie wolno nam go szanować. Niemcy poddane zostały denazyfikacji i nie uznają nazistowskich bohaterów za własnych. Rosja za własnych uważa bohaterów stalinowskich. Szanowanie wielbicieli Czerniachowskiego skutkuje w efekcie uznaniem prawa Rosji do ingerowania na Ukrainie. A potem prawem do tego, by dzisiejsi Czerniachowscy obsadzali władze w Polsce.

Wroński wizjoner?

Wroński napisał też w swoim tekście: „Gdyby nie gen. Czerniachowski i podobni mu dowódcy, burmistrz nie byłby burmistrzem Pieniężna, ale Mehlsack, miejscowości w Prusach Wschodnich. Pomijam to, że dzięki zwycięstwu Armii Czerwonej nad hitlerowskimi Niemcami może to pytanie [Co generał zrobił dla Polaków?] zadać po polsku”.

Ktoś powie, że publicysta przegiął, pisze rzeczy kuriozalne. Myślę, że jest inaczej: on wprowadza na nowo do debaty publicznej tezy, z którymi mamy się oswoić, jako z jedną z dopuszczalnych interpretacji historii. Być może z kalkulacji rosyjskich strategów wynika, że ich wpływy w Polsce (od mediów, przez postkomunistów, po część narodowców) są już na tyle silne, że przez najbliższe lata zdołają zorganizować kampanię, która pozwoli wtłoczyć części Polaków do głów tezy Wrońskiego?
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl