„Turyści z Rosji” domagają się referendum. Donieck może stać się „drugim Krymem”

Znów zwieziono ich do Doniecka autokarami bez tablic rejestracyjnych. Wysiadali zdyscyplinowanymi grupami wymachując rosyjskimi flagami.

Marcin Pawlak
Znów zwieziono ich do Doniecka autokarami bez tablic rejestracyjnych. Wysiadali zdyscyplinowanymi grupami wymachując rosyjskimi flagami. Następnie przez cały dzień umieszczali je na kolejnych, „zdobytych” budynkach donieckiej administracji publicznej po drodze skandując „Chcemy Referendum”. Próbowali wywołać kolejne zamieszki. Kiedy im się to nie udało „turyści z Rosji” odjechali do domów. Obserwatorzy polskiego Stowarzyszenia Pokolenie szacują, że w prorosyjskiej demonstracji brało udział nawet 20 tys. Niewykluczone, że Donieck traktowany jako kolejny punkt zapalny, może stać się „drugim Krymem”.

Spotkali się w niedzielę pod zainscenizowaną sceną w centrum Doniecka, na placu Lenina.  Mogli, ponieważ dzień wcześniej Sąd w Doniecku odrzucił wniosek władz miejskich o wydanie zakazu demonstracji na rzecz wsparcia niedzielnego separatystycznego referendum na Krymie. Prorosyjska demonstracja szybko zajęła całą szerokość jezdni i idąc zwartą grupą w kierunku siedziby Prokuratury skandowała „Rasija! Putin!”, „Berkut z narodem!”, „Wolności!” i „Naród doniecki!”, „Chcemy Referendum!” czy nawet „Putin, daj nam pracę”. Kiedy doszli na miejsce zmienili hasło na „Prokurator, Wypuścić zatrzymanych!”. Chodzi o uwolnienie jednego z liderów separatystów Pawła Hubariewa, samozwańczego gubernatora obwodu donieckiego.

Kilkuosobowa grupa zdjęła z masztu sprzed budynku Sądu Administracyjnego ukraińską flagę i zawiesiło rosyjską. W pewnym momencie do zgromadzonych wyszedł jeden z prokuratorów i … zaczął pozdrawiać tłum dając do zrozumienia, że popiera postulaty „narodu donieckiego”. Następnie zaprosił przedstawicieli separatystów do środka na rozmowy. Zniknęli w środku zostawiając za sobą szeroko otwarte drzwi do budynku. I wtedy rozpoczął się szturm, który bezskutecznie próbowało odeprzeć kilkudziesięciu żołnierzy z wojsk wewnętrznych. Demonstranci wdarli się do środka, zawiesili na budynku flagę Rosji i… spokojnie odeszli.

Zdaniem obserwatorów Stowarzyszenia Pokolenie, którzy przygotowują obecnie szczegółowe raporty na temat tego co dzieje się na Ukrainie: - Ewidentnie było widać, że całe zajście zostało bardzo nieudolnie wyreżyserowane.

Następnym celem na trasie „turystycznej wycieczki” po Doniecku była siedziba Służby Bezpieczeństwa (SBU). Po krótkim szturmie manifestantom udało się wejść do środka i wywiesić rosyjską flagę. Później wdarli się także do biur prokijowskiego gubernatora Serhija Taruty.
Wśród okrzyków demonstrantów najgłośniejsze stale dotyczyły przyłączenia wschodnich ziem Ukrainy do Rosji.


(foto: Marcin Pawlak)

- W niedzielnym marszu, według naszych szacunków brało udział nawet 20 tys. osób. Wśród nich było wielu  separatystów przywiezionych autokarami z zewnątrz - mówią obserwatorzy Pokolenia. Prawdopodobnie przybyli zza pobliskiej granicy ukraińsko-rosyjskiej.
Szybko rozpoznano osoby kierujące manifestacją. Byli to m.in. jeden z przywódców „mafii donieckiej” i wyrzucony za pijaństwo były oficer piechoty morskiej.

Jeden z „turystów”, 33-letni Igor twierdzi, że przyjechał do Doniecka „sam z siebie” ponieważ obecny rząd na Ukrainie jest nielegalny i doszedł do władzy w wyniku zamachu stanu, a w Kijowie opłacani przez Amerykanów demonstranci bili funkcjonariuszy Berkutu. W jego opinii na Ukrainie „trwa wojna, którą rozpoczęli Amerykanie”. Nie potrafił niestety wyjaśnić genezy ciągle powtarzanej przez siebie teorii, że za obecną trudną sytuację na Ukrainie odpowiedzialne są Stany Zjednoczone. - Nie jestem zwolennikiem Rosji, ale tylko ona może zaprowadzić na Ukrainie porządek - powtarzał jedynie.


(foto: Marcin Pawlak)

Po południu ulice wypełniły się grupkami szukającymi pretekstu do zadym. Prawdopodobnie chcieli sprowokować zamieszki na wzór tego co działo się 13 marca by odciągnąć uwagę od referendum na Krymie. To bowiem kolejna „turystyczna” wizyta separatystów. Byli w Doniecku już 13 marca. Doszło wówczas do starć między uczestnikami prorosyjskiego wiecu separatystycznego na placu Lenina, a manifestantami opowiadającymi się za zachowaniem integralności terytorialnej kraju. Zginęły co najmniej dwie osoby, a kilkadziesiąt zostało rannych.
W piątek ukraińskie MSZ oświadczyło, że wydarzenia w Doniecku były „zaplanowaną prowokacją, związaną z destrukcyjnymi działaniami obywateli Rosji oraz niektórych prorosyjskich organizacji społecznych, których przedstawiciele przyjeżdżają do naszego kraju w celu jego destabilizacji i eskalacji napięcia”.

- W niedziele pod wieczór dostaliśmy na przykład informację, że chcą zaatakować jeden ze sklepów z bronią. Pojechaliśmy na miejsce i faktycznie wokół sklepu kłębiły się grupki separatystów - mówią nasi informatorzy. „Turystów” uprzedzili jednak właściciele sklepu, którzy spodziewając się podobnych incydentów po czwartkowych rozróbach zdążyli wywieść broń w inne miejsce.  Członkowie lokalnego Udaru zidentyfikowali samochód, który stał w tym czasie w okolicy. Miał należeć do jednego z liderów paramilitarnej organizacji separatystycznej.
- Prawy Sektor w Doniecku jest bardzo slaby, a większość ludzi w regionie jest bierna. Prorosyjscy demonstranci są opłacani i instruowani przez dawnych polityków Partii Regionów, którzy dziś ewidentnie realizują interesy Rosji - mówi lider Prawego Sektora w Doniecku. Nie pozwolił na podanie imienia i nazwiska. Przyznaje, że brakuje im wsparcia. - Jesteśmy bosi i goli - mówi. Jedyną nadzieję wiąże z tworzoną właśnie Gwardią Narodową. Twierdzi, że „świat zachodni nie udziela Ukrainie żadnego realnego wsparcia”.

Może liczyć na wsparcie kibiców Szachtiara Donieck, którzy są przeciwni interwencji Rosji w wewnętrzne sprawy Ukrainy. I chociaż kibice, jak sami oficjalnie przyznają, nie identyfikują się z żadną partią, to „są zwykłymi mężczyznami, którzy w razie potrzeby będą bronili swoich rodzin, domów i Ojczyzny czyli Ukrainy”.

Obecnie kibice Szachtiara współpracują z innymi ukraińskimi klubami pomimo, że jeszcze niedawno byli w ostrym konflikcie z kibicami z Kijowa i ze Lwowa. - Obecnie nie ma między nimi żadnych uprzedzeń - mówi lider kibiców Szachtiara Donieck.

 


- 12 marca w środę w godzinach południowych na Ukrainę wyruszyła misja obserwatorów ze Stowarzyszenia Pokolenie. Celem misji jest dostarczenie rzetelnych informacji o tym co dzieje we wschodniej Ukrainie. W skład misji wchodzą osoby mające doświadczenie i władające biegle językiem rosyjskim i ukraińskim.  To między innymi Janusz Kowalczyk, Jacek Piasecki i Marcin Pawlak.  Ani MSZ, ani OBWE ani też żadna z partii politycznych, z którymi rozmawialiśmy (PiS i PO) nie była zainteresowana współpracą, pomocą ani otrzymywaniem raportów od kolegów z naszej misji - mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl Przemysław Miśkiewicz prezes Stowarzyszenia Pokolenie.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

Katarzyna Pawlak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo