Nie chcemy na Ukrainie drugiej Magdalenki

  

Majdan bardzo źle przyjął słowa Radosława Sikorskiego. Bohaterowie, którzy zginęli za Ukrainę, gdyby jeszcze raz mieli podjąć decyzję, czy iść na barykady, poszliby. Żaden by się nie cofnął. Dlatego powiedzenie nam „Podajcie rękę Janukowyczowi, bo was powybija”, oznaczało „Przyznaj się, że przegrałeś” - mówią „Gazecie Polskiej” wiceszef samoobrony Majdanu Andrzej Garbow i szef Czarnej Sotni Aleksander Tretiakow.

Załóżmy, że świat w końcu stanowczo tupnie nogą i wyrwie Putinowi Ukrainę. Jednak rosyjskie wpływy są zakorzenione mocno w waszej administracji, służbach, armii. Polska po tylu latach nadal sobie z tym nie poradziła. Ludzie szkoleni w Moskwie są doradcami prezydenta, sędziowie stanu wojennego nadal wydają wyroki, brutalni zomowcy siedzą na ciepłych posadach w spółkach skarbu państwa.
AT: Wiemy, że przed nami bardzo ciężki proces. Zmiana rządu to dopiero początek. Ważny krok, ale mały. Jeżeli ktoś brał łapówkę albo wydawał niesprawiedliwy wyrok, nie zmieni się tylko od tego, że zasiądzie w innym gabinecie.
AG: Dlatego samoobrona Majdanu zadecydowała, że już teraz w każdym komisariacie będą nasi ludzie. Stworzymy policję nadzorczą. Policjant będzie odpowiedzialny zarówno przed komendantem, jak i przed przedstawicielem samoobrony. Przez rok zamierzamy ich pilnować i zgłaszać wszelkie nieprawidłowości. 

A po roku?
AT: Zobaczymy. Najpierw władza musi się nauczyć, że odpowiada przed narodem za swoje decyzje i działania. Będziemy uważnie patrzeć jej na ręce, żeby nie zginęły pod stołem z kolejną kopertą.

Macie na to zgodę ministerstwa spraw wewnętrznych?
AG: Tak, bezpośrednią. Jesteśmy w trakcie zmiany niezbędnych ustaw. Ale już teraz w zasadzie żaden funkcjonariusz nie wychodzi na patrol po mieście bez przedstawicieli samoobrony. 

Pojawiały się obawy, że ludzie Majdanu, którzy weszli do rządu, będą odgrywać rolę paprotek pozbawionych realnej władzy.
AG: Nie pozwolimy sobie na polską Magdalenkę. I chociaż jesteśmy zwyczajnie fizycznie wykończeni wielomiesięcznym Majdanem, sporo osób, które stały na barykadach, często młodych chłopaków, musi się pozbierać psychicznie po tym, co przeszły. Nie odpuszczamy. I pilnujemy Ukrainy.

Nie ufacie Julii Tymoszenko?
AG: Odpowiem tak: Ona nie może decydować dziś o Ukrainie, bo jej z nami nie było na Majdanie. 

Nie mogła być.
AG: No właśnie.

Gdyby nie była w więzieniu, pewnie stałaby z Wami.
AG: Może by stała. 

Komu ufacie?
AG: Adrzejowi Parubijowi [szef Samoobrony Majdanu, obecnie sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy – przyp. red.].
AT: Zanim podszedł do mnie Parubij, przychodziło pięciu czy sześciu polityków, którzy proponowali mi różne stanowiska czy funkcje. Ale współpracuję z Parubijem, bo to reprezentant narodu. A to naród walczył, a nie politycy. Znam Parubija i ufam mu. Niewiele osób o tym wie, a on sam tego nie powie, ale to chyba pierwszy deputowany na Ukrainie, który nie przyjął od rządu przydziału mieszkania. To w naszym kraju nie do pomyślenia.

Jak Majdan zareagował na słowa polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego: „Podpiszcie albo zginiecie”?
AT: Bardzo źle. Nie twierdzimy, że wasz minister jest zły, ale to, co powiedział, było złe.
AG: Polska, jako jedyny kraj, od pierwszego dnia rewolucji wspiera nas bardzo mocno. Żaden kraj nam tak nie pomógł. Są tu wasi dziennikarze, wolontariusze, politycy. Otrzymujemy pomoc np. medyczną, leczycie naszych rannych. Bardzo wam za to dziękuję w imieniu wszystkich Ukraińców. Ale to, co powiedział wasz minister po wyjściu z rozmów z naszą opozycją było złe. Byliśmy tak zdeterminowani, że nie baliśmy się śmierci, tylko domagaliśmy się twardych negocjacji i sprawiedliwości. Bohaterowie, którzy zginęli za Ukrainę na Majdanie, gdyby jeszcze raz mieli podjąć decyzję, czy iść na Hruszewskiego czy Instytucką, poszliby. Żaden z nich by się nie cofnął. Zresztą idąc tam, stojąc na pierwszych barykadach, w każdej sekundzie liczyli się z tym, że za chwilę padną strzały i to oni będą na pierwszej linii. I zginą.
AT: Dlatego powiedzenie nam „Podajcie rękę Janukowyczowi, bo was powybija”, oznacza: „Przyznaj, że przegrałeś”. A Ukraina już nigdy nie będzie na kolanach przed Rosją.

Radosław Sikorski tłumaczył później, że nie groził, tylko ostrzegał. Następnego dnia ujawniono rządowe plany brutalnej pacyfikacji Majdanu. Może gdyby nie to porozumienie, ofiary liczono by nie w setkach, lecz dziesiątkach tysięcy?
AT: Ostrzegał po trzech miesiącach. To jakieś nieporozumienie. Kto był na barykadach i Majdanie, dobrze wiedział, w jakim celu stoi i co może go spotkać. Staliśmy tam z konkretnymi postulatami. I każdy był gotowy stać tak długo, aż zostaną zrealizowane. Albo aż zginie.
AG: Nikt nas nie musiał ostrzegać. Nawet w razie pacyfikacji nie oddalibyśmy Majdanu. Bo to serce narodu ukraińskiego. Oddając Majdan, oddalibyśmy swoją wolność. Z całym szacunkiem, ale wiemy lepiej od pana Sikorskiego, jakim człowiekiem jest Janukowycz, nie trzeba nas ostrzegać. Powtarzam, nie chcemy na Ukrainie Magdalenki.

Całość wywiadu w najnowszym wydaniu tygodnika "Gazeta Polska"
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

Podwyżki i nowe umowy. Radni PiS domagają się zmian

Zdjęcie ilustracyjne / pixabay.com/CC0/PublicDomainPictures

  

Zwiększenia o dziesięć procent stawek wynagrodzeń za usługi opiekuńcze oraz zmiany umów śmieciowych dla pracowników na umowy o pracę chcą wrocławscy radni Prawa i Sprawiedliwości. Złożą w tej sprawie interpelację do prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka.

We wtorek na konferencji prasowej szef klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości w Radzie Miejskiej Wrocławia Michał Kurczewski poinformował, że interpelacja do prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka zostanie złożona w środę.

- Złożymy interpelację wzywającą do zmiany warunków umowy. Chodzi a zwiększenie stawek godzinowych w ramach usług opiekuńczych o co najmniej 10 procent w stosunku do legalnego minimum 14,70 zł brutto oraz o zaoferowanie opiekunom możliwości świadczenia usług w ramach umowy o pracę na czas określony

 - powiedział Kurczewski.

Jak wyjaśnił, Gmina Wrocław od lat zleca podmiotom zewnętrznym usługi związane z organizacją i realizacją usług opiekuńczych dla podopiecznych MOPS-u w miejscu zamieszkania klienta; osoby wykonujące te usługi pracują na minimalnych stawkach w ramach umów śmieciowych.

- Z analizy umowy podpisanej przez miasto na lata 2017-2020 wynika, że głównym kryterium konkursu musiało być kryterium cenowe. Stawki godzinowe założone w ofercie to stawki minimalne, a część z nich jest już nieaktualna w związku z podniesieniem stawek godzinowych w rozporządzeniu przez rząd

 - podkreślił Kurczewski.

Radny zaznaczył, że opiekunowie z powodu takiego trybu zatrudnienia w konsekwencji nie mają zapewnionego płatnego urlopu.

- Pod okiem i najwyraźniej przy aprobacie obecnego prezydenta Jacka Sutryka, a byłego dyrektora Departamentu Spraw Społecznych, są podpisywane umowy, które nie gwarantują nawet standardów obowiązujących w dyskontach. Solidarny Wrocław lansowany przez prezydenta Sutryka, to na pewno nie Wrocław, który znają opiekunowie zatrudnieni w ramach wspomnianej umowy

- ocenił Kurczewski.

Jak podał, stawki w innych miastach wynoszą od 17,65 zł do nawet 26 zł

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl