Paweł Deresz - w uścisku tajnych służb

  

Co jeszcze można napisać o 73-letnim Pawle Dereszu – wdowcu po poległej Jolancie Szymanek–Deresz - w aspekcie roli, jaką odgrywa w związku z wyjaśnieniem (a raczej zaciemnieniem) przyczyn katastrofy rządowego TU-154M?

Wielu blogerów Salonu 24 zarzuca Dereszowi, iż stał się gwiazdą ITI i Agory oraz nieetatowym rzecznikiem rządu, starając się z jednej strony ośmieszyć wszelkie spekulacje na temat ewentualnego zamachu, z drugiej strony konsekwentnie wybielać i usprawiedliwiać premiera oraz prokuraturę przed opinią publiczną za słuszną i merytoryczna krytykę formułowaną przez przedstawicieli niektórych rodzin poległych.

Ostatnio o Dereszu sporo napisano w interesującym i niezmiernie ważnym artykule, opublikowanym w "Gazecie Polskiej" 25 stycznia 2011 r. pióra Andrzeja Melaka zatytułowanym Ceny ofiary smoleńskiej.

Andrzej Melak tak oto charakteryzuje Deresza:

Z internetu dowiedziałem się, że Paweł Deresz został zarejestrowany jako kontakt operacyjny Służby Bezpieczeństwa. W PRL był korespondentem polskiej prasy w Czechosłowacji, sprawował również istotne funkcje w aparacie PZPR. Zgodnie z linią partyjną komentował inwazję na Czechosłowację w 1968 r., a jako dziennikarz „Kuriera Polskiego” chciał wejść do Wydziału Propagandy Prasy i Wydawnictw KC PZPR. Po 1989 r. był w gronie stałych współpracowników miesięcznika „Przegląd Międzynarodowy” założonego przez Wojskowe Służby Informacyjne. W inicjatywę tę zaangażowani byli m.in. szkoleni w ZSRR szefowie WSI – gen. Konstanty Malejczyk i gen. Marek Dukaczewski. Według Raportu z weryfikacji WSI, miesięcznik był przykładem aktywnej roli służb w sferze mediów.

[...] Paweł Deresz to wieloletni dziennikarz i członek kierownictwa redakcji „Kuriera Polskiego” (organu Stronnictwa Demokratycznego, satelickiej wobec PZPR partii) oraz pracownik i korespondent zagraniczny Polskiej Agencji „Interpress” w Czechosłowacji i na Węgrzech. Wystarczy poczytać teksty Deresza opublikowane w „Kurierze Polskim” w latach 60. i 80., żeby nie mieć w tym względzie żadnych wątpliwości. Deresz był do końca istnienia PZPR jej lojalnym członkiem.

Co do kwestii współpracy Deresza z bezpieką, rzecz ma się zgoła inaczej.

Zadam więc, następujące pytania:

Czy Paweł Deresz współpracował z organami bezpieczeństwa państwa komunistycznego?
Odpowiadam: Tak, i są na to dowody.

Czy Paweł Deresz współpracował z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi?
Odpowiadam: mógł, są na to twarde poszlaki.

Czy znajomość Pawła Deresza z gen. Markiem Dukaczewskim z WSI mogła mieść charakter relacji niejawnych, tj. kontaktów operacyjnych?
Odpowiadam: mogła, i na to są także twarde poszlaki.

W pierwszej kolejności przypomnijmy pokrótce przeszłość zawodową bohatera naszego wpisu:

Karierę dziennikarską Paweł Deresz rozpoczął w Polskiej Agencji Prasowej w roku 1962. Deresz w opracowanych przez siebie życiorysach, twierdzi, iż do PAP dostał się w wyniku konkursu, który miał wygrać. W PAP pracował do roku 1967. Następnie związał się gazetą Stronnictwa Demokratycznego wychodzącą na rynku pod nazwą „Kurier Polski”, gdzie pracował prawie 10 lat jako dziennikarz działu zagranicznego. Deresz do „Kuriera Polskiego” powróci po wieloletniej przerwie, w drugiej połowie lat 80. ubiegłego wieku i pozostanie w redakcji do końca istnienia tytułu, do roku 1999.

W 1977 r. Paweł Deresz rozpoczął błyskotliwą karierę w Polskiej Agencji „Interpress” - agendzie komunistycznego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. Do agencji przyjmował Deresza ówczesny szef PAI „Interpress”, płk Mirosław Wojciechowski. Płk Wojciechowski, późniejszy Prezes Radiokomitetu, to wieloletni wysokiej rangi oficer wywiadu wojskowego (Zarządu II sztab Generalnego LWP). Ze służby operacyjnej wywiadu przeniesiony został w 1971 r. do KC PZPR, gdzie miał kierować do 1976 r. Wydziałem Zagranicznym KC PZPR.

To właśnie płk Wojciechowski mianował Deresza Kierownikiem Działu Polityczno-Gospodarczego PAI „Interpress”, a następnie wysłał Deresza na placówki zagraniczne jako stałego korespondenta do Czechosłowacji oraz na Węgry. Właśnie w PAI „Interpress” Deresz poznał swojego młodszego kolegę - Lwa Rywina, który pierwszą swoją pracę zawodową w PRL, po powrocie z USA, rozpoczął właśnie w PAI „Interpress” (Lew Rywin należał do ulubieńców płk. M. Wojciechowskiego, który obejmując w 1983 r. stanowisko Szefa Radiokomitetu, zaproponował stanowisko swojego zastępcy właśnie Rywinowi). W najbliższym otoczeniu Deresza znajdował się także inny pracownik PAI „Interpress” - Maciej Górski - późniejszy Ambasador RP we Włoszech, i wieloletni niejawny współpracownik komunistycznego wywiadu wojskowego, a następnie WSI o pseudonimie „GUSTAW”. Oficerem prowadzącym „GUSTAWA” był nie kto inny, tylko późniejszy szef WSI gen. Marek Dukaczewski.

Z zagranicy Paweł Deresz powrócił do Polski w 1984 r. Rozstał się z PAI „Interpressem” (płk Wojciechowski pełnił już od roku funkcję Prezesa Radiokomitetu) i rozpoczął pracę w „Kurierze Polskim” na stanowisku zastępcy redaktora naczelnego gazety. Z gazetą związany był, jak już wspomniano wcześniej, do końca jej istnienia, tj. do roku 1999.

Co ciekawe, po zwycięskich dla SLD wyborach do Sejmu RP (co miało miejsce na jesieni w 2001 r.) - nastąpił wielki come back Deresza do Polskiej Agencji „Interpress” (wówczas działającej pod firmą PAI S.A. w Warszawie), gdzie pełnił w latach 2002-2004 funkcję członka Zarządu Spółki. Pikanterii dodaje fakt, że przełożonym Deresza (tj. Prezesem Zarządu) był działacz młodzieżówki SLD - Rafał Steffen, jak się później okazało, równolegle niejawny współpracownik pionu wywiadowczego WSI o ps. „JERICHO”. W tym samym też czasie jego eminencja ambasador Maciej Górski powrócił z placówki we Włoszech i na krótko zagościł w PAI S.A. jako doradca Zarządu Spółki (przed wyjazdem
na placówkę w 1996 - „GUSTAW” pełnił w PAI S.A. funkcję Prezesa Zarządu Spółki).

Historia zależności służbowej, jak widać, lubi się powtarzać.

Paweł Deresz, obejmując funkcję członka Zarząd PAI S.A. wbrew obowiązkowi prawnemu, nie złożył tzw. oświadczenia lustracyjnego.

Przypomnijmy sobie w tym miejscu listę Wildsteina. Pod pozycją IPN BU 00191/27 oraz IPN BU 1001043/1848 figuruje Paweł Jan Deresz. Otóż nie mamy w tym wypadku do czynienia z przypadkową zbieżnością nazwiska i imienia.

Pod wymienioną sygnaturą IPN kryją się akta agenturalne wytworzone przez Wydział VII Departament II SB MSW (teczka personalna i mikrofilm) dotyczące Pawła Deresza, s. Jana i Pauliny z domu Trombik, urodzonego w Warszawie 23 marca 1937 r.

Według danych rejestrowych, Deresz został pozyskany do niejawnej współpracy z pionem kontrwywiadowczym Służby Bezpieczeństwa w sierpniu 1973 r. Dokładnie rejestracja pod nr 36419 nastąpiła w dniu 13 sierpnia 1973 r. Jednostką operacyjną SB, która dokonała rejestracji Deresza w sieci, to Wydział VII Departament II MSW. Wobec Deresza, ze względu na funkcję II sekretarza POP, jaką pełnił w redakcji ”Kuriera Polskiego”, SB zastosowało zarezerwowaną dla takich przypadków kategorię współpracy i zarejestrowało Deresza jako „kontakt operacyjny”. Wyeliminowanie z sieci agenturalnej nastąpiło w dniu 6 października 1978 r., a materiały operacyjne złożono do archiwum. Eliminacja Deresza jako współpracownika nastąpiła z powodu braku istotnych informacji oraz niechętnego stosunku do współpracy z SB. Deresz został pozyskany w związku z jego bliską znajomością z korespondentem zagranicznym - obywatelem RFN, który był podejrzewany o powiązania z zachodnimi służbami specjalnymi. Zachował się mikrofilm oraz akta operacyjne.

W okresie swojej współpracy z SB Paweł Deresz pracował jako dziennikarz działu zagranicznego „Kuriera Polskiego”; tuż przed jej zakończeniem rozpoczął karierę w PAI „Interpress”.

Po powrocie z placówek w połowie lat 80. ubiegłego wieku (1984), Deresz kontynuował działalność dziennikarską w redakcji „Kuriera Polskiego" na stanowisku zastępcy redaktora naczelnego. W tym mniej więcej okresie ujawnia się udokumentowane zainteresowanie operacyjne Dereszem ze strony komunistycznego wywiadu wojskowego.

Dokładnie w dniu 19 marca 1987 r. nastąpiło zabezpieczenie operacyjne Deresza w Biurze „C” MSW ze strony osławionego Oddziału „Y” Zarządu II Sztabu Generalnego LWP (pismo Szefa Oddziału „Y Zarządu II Szt. Gen. znak 00196/POY/87). W ten sposób organy represji zapewniały sobie wyłączność na daną osobę, a jak powszechnie wiadomo, wywiad wojskowy rozpracowywał obywateli polskich tylko i wyłącznie pod kątem ich werbunku.

Zakończmy na chwilę ten wątek, i zajmijmy się znajomością Deresza z wieloletnim oficerem komunistycznego wywiadu wojskowego, a następnie oficerem oraz Szefem WSI – Markiem Dukaczewskim.

Z ogólnie dostępnych informacji, możemy założyć, iż znajomość Deresza z Dukaczewskim najpóźniej mogła zostać zawarta w roku, w którym Dukaczewski został powołany przez ówczesnego Szefa Kancelarii Prezydenta RP – Jolantę Szymanek-Deresz (drugą żonę Pawła Deresza) na stanowisko Podsekretarza Stanu (co miało miejsce w 2001 r.). Bankiety, przyjęcia, wspólne wyjazdy do prezydenckiego ośrodka na Helu musiały relacje obu panów zacieśniać.

Ale kiedy w rzeczywistości znajomość Deresza z Dukaczewskim została zawarta i jaki miała przebieg oraz charakter?

Wróćmy do redakcji „Kuriera Polskiego” i „Przeglądu Międzynarodowego” oraz pierwszej połowy lat 90. ubiegłego wieku.

Jak powszechnie wiadomo, gazeta „Kurier Polski” będąca organem propagandowym Stronnictwa Demokratycznego do roku 1992, kiedy to gazetę przejął Zygmunt Solorz-Żak, po wygranych przez Lecha Wałęsę wyborach prezydenckich ochoczo atakowała twórców Porozumienia Centrum, przede wszystkim braci Jarosława i śp. Lecha Kaczyńskich oraz osób z PC powiązanych. Przykładem tego są choćby publikacje dotyczące domniemanej afery „Telegraf”.

Po upadku rządu premiera Jana Olszewskiego (4 czerwca 1992 r.) dziennik „Kurier Polski” stał się agendą działań propagandowych UOP i WSI wymierzonych przeciwko środowisku politycznemu skupionemu wokół mec. Olszewskiego. Jak już powszechnie wiadomo, w obu służbach funkcjonowały samodzielne zespołu operacyjne mające na celu niszczenia wszelkimi metodami prawicę niepodległością oraz niepokorną i anarchizującą lewicę spod znaku PPS Piotra Ikonowicza. „Kurier Polski” wyróżniał się w tej operacji prowadzonej do końca prezydentury Lecha Wałęsy szczególnymi osiągnięciami. To właśnie w redakcji „Kuriera Polskiego” pracował na etacie niejawnym Jacek Podgórski jako oficer pod przykryciem UOP, którego działalność „dziennikarska” była bezpośrednio kierowana przez płk. Jana Lesiaka. Podgórski powtórnie zasłynął w roku 2003, kiedy spartaczył prowokację wymierzoną przeciwko Przewodniczącemu Sejmowej Komisji Śledczej ds. afery Rywina – Tomasza Nałęcza. Chodziło o zdyskredytowanie Nałęcza jako osoby uwikłanej w aferę kupowania zapisów ustawy medialnej. Podgórski pełnił wówczas funkcję doradcy premiera Leszka Millera.

W tym czasie pracownikiem etatowym redakcji „Kuriera Polskiego” i bliskim znajomym Pawła Deresza był także Andrzej Nierychło. Nierychło był uprzednio dziennikarzem pisma „ITD.”, którego redaktorem naczelnym i kolegą był Aleksander Kwaśniewski. Po odejściu z „Kuriera Polskiego” Nierychło stał się wydawcą „Pulsu Biznesu”. Według Reportu Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej WSI (MP Nr 11 poz. 110.z 16.02.2007 r.) Andrzej Nierychło jako współpracownik komunistycznego wywiadu wojskowego od 1983 r., następnie jako współpracownik WSI, brał udział w próbach wykorzystania na rzecz WSI struktur medialnych organizowanych przez Zygmunta Solorza (którego poznał jako właściciela „Kuriera Polskiego”).

Osoba Andrzeja Nierychło stanowi klucz do opisu i poznania niejawnych relacji Deresza z WSI oraz osobą Dukaczewskiego.

Kim jest Andrzej Nierychło (obecnie lat 57)? Z wykształcenia geograf, z zawodu dziennikarz. Studia na Wydziale Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego ukończył w roku 1978. Oczywiście był aktywnym członkiem SZSP (etatowy członek Zarządu Głównego). Odznaczony złotą odznaką SZSP. W PZPR od 1978 r. W ITD pracę rozpoczął dokładnie w dniu 1 marca 1981 r. Jego partyjna praca została doceniona przez radzieckich towarzyszy, bo w stanie wojennym (1983 r.) został zaproszony do ZSRR przez KC WLKZM. W tym samym roku wziął udział jako delegat w Zjeździe Światowej Rady Pokoju w Pradze. Nierychło odbył służbę wojskową w stanie wojennym w redakcji „Żołnierza Wolności” jako żołnierz służby zasadniczej oddelegowany na etat publicysty. Służył w armii gen. Wojciecha Jaruzelskiego do grudnia 1982 r. kiedy to został zwolniony do rezerwy w stopniu sierżanta podchorążego.

Do grona swoich przyjaciół, których podał w kwestionariuszu osobowym kandydata na niejawnego współpracownika komunistycznego wywiadu wojskowego, Nierychło zaliczył m.in.: Aleksandra Kwaśniewskiego (ówczesnego redaktora ITD.), Waldemara Sowińskiego (Z-cę redaktora ITD.), Piotra Aleksandrowicza (dziennikarza ITD.) oraz Jacka Zalewskiego (z-cę rad. ITD.). Ujawnił służbie swoje hobby (zbieranie książek), a za szczególne cechy charakterystyczne swojej osoby, podał cyt. „masywna budowa ciała”.

Andrzej Nierychło został zwerbowany w sierpniu 1983 r. przez porucznika Jerzego Zadora jako niejawny współpracownik o ps. „SĄSIAD”. W okresowej opinii współpracownika por. Zadora tak oto charakteryzował Andrzeja Nierychło:

„Ob. Andrzej Nierychło jest życiowo wyrobiony dobrze, kulturalny, spokojny i zrównoważony. Posiada własne opinie na dyskutowane tematy w tym i polityczne. Oddany obecnemu ustrojowi PRL”.

Werbunek odbył się w lokalu „Słoneczna” w Warszawie dokładnie 11 sierpnia 1983 r. o godz. 13. Nierychło ochoczo wyraził zgodę na współpracę i własnoręcznie podpisał deklarację współpracy z wywiadem wojskowym PRL.

Współpraca „SĄSIADA” przebiegała bez większych zakłóceń. Został przeszkolony w zakresie podstawowych zasad konspiracji oraz pouczony o konsekwencjach zdrady i działania na szkodę PRL. Konspiracyjna praca Nierychło dla wywiadu wojskowego PRL polegała na udostępnianiu zagranicznym agentom wywiadu (np. agentowi o ps. „HUTNIK”) swojego adresu zamieszkania i przekazywania korespondencji w nienaruszonym stanie oficerowi prowadzącemu. W roku 1987 współpracownika „SĄSIAD” na kontakt przejął nie kto inny, a ówczesny kpt. mgr Marek Dukaczewski.

Dukaczewski prowadził osobiście „SĄSIADA” do końca istnienia Zarządu II Sztabu Generalnego LWP, i następnie w ramach WSI co najmniej do roku 1996. Niejawna współpraca Nierychło z Dukaczewskim trwała w okresie wspólnej pracy Nierychło i Deresza w redakcji „Kurier Polski”.

O szczególnym znaczeniu Andrzeja Nierychło dla WSI świadczy fakt utajnienia jego akt operacyjnych na kolejne lata jeszcze w styczniu 2001 r. Akta Nierychło zostały ostatecznie odtajnione przez IPN i przekazane do zbioru ogólnego dopiero w 2008 r. (akta są dostępne pod sygnaturą IPN BU 003179/623).

O silnej pozycji Dukaczewskiego w redakcji „Kuriera Polskiego” dobitnie świadczy ujawniony publicznie fakt udzielania skutecznej pomocy agenturze WSI w zatrudnianiu jej na etacie w redakcji. W Raporcie Przewodniczącego Komisji Weryfikacyjnej WSI poruszono ten problem na przykładzie ukierunkowania życia zawodowego Krzysztofa Krzyszycha, współpracownika WSI o ps. TERON”. Na stronie 271 Raportu czytamy, cyt.:

Od 2 listopada 1993 r. do 30 kwietnia 1995 r. Krzyszycha pracował jako cywilny starszy specjalista w Jednostce Wojskowej 3362 [ tj. Centrala WSI w Warszawie] ( …) W trakcie kursu wywiadowczego Krzyszycha był namawiany do kontynuowania kariery dziennikarskiej (wśród namawiających była pewno płk. Marek Dukaczewski). Skierowano go też do „Kuriera Polskiego”, „pod opiekę” dziennikarza Andrzeja Nierychło.

Przypomnijmy, że w tym właśnie czasie Paweł Deresz zajmował w redakcji „Kuriera Polskiego” stanowisko zastępcy redaktora naczelnego i na politykę kadrową, z formalnego punktu widzenia, miał wpływ współdecydujący.

Klamrą, która zamyka twarde poszlaki niejawnej współpracy Deresza z WSI i dyskrecjonalnej znajomości z Dukaczewskim, jest udział Pawła Deresza w redagowaniu periodyku wydawanego pod tytułem „Przegląd Międzynarodowy”.

Wiadomym jest już, że w 1994 r. w ramach powołanej przez WSI Grupy Wywiadowczej „GROT” utworzono dla celów wywiadowczych redakcję tytułu prasowego „Przegląd Międzynarodowy”, który był wydawany jako dodatek do gazety codziennej „Trybuna Śląska”.

Grupa Wywiadowcza „GROT”, a za nią tytuł prasowy „Przegląd Międzynarodowy”, została powołana rozkazem ówczesnego Szefa WSI – Konstantego Malejczyka. Bezpośredni nadzór na projektem powierzono płk. Markowi Dukaczewskiemu. Organizatorem GW „GROT” i redaktorem naczelnym oraz wydawcą „Przeglądu Międzynarodowego” został Jerzy Tepli, wieloletni współpracownik komunistycznego wywiadu wojskowego, następnie WSI o ps. „EUREKA” (korespondent TVP i POLSATU w Niemczech). W skład redakcji „Przeglądu Międzynarodowego” oprócz Jerzego Tepli (ps. „EUREKA”) i Pawła Deresza weszli inni wybitni współpracownicy WSI: Grzegorz Woźniak, współpracownik o ps. „CEZAR” (dziennikarz TVP), Krzysztof Mroziewicz „ps. „SENGI” (dziennikarz PAP, "Polityki" i także były dziennikarz TVP, prowadzący program „7 Dni Świat”) oraz Edyta Maluta-Gąsior, oficer pod przykryciem OPP o ps. „KRYSTYNA” (dziennikarka „Trybuny Śląskiej”). Dla „Przeglądu Międzynarodowego” pisał także Andrzej Bilik, współpracownik wywiadu wojskowego PRL od 1965 r., a następnie WSI o ps. „GORDON” (były dziennikarz, redaktor naczelny „Dziennika Telewizyjnego”, były ambasador w Algierii).

Redakcja „Przeglądu Międzynarodowego”, stanowiąca dla WSI instytucją przykrycia, mieściła się w Warszawie przy ul. Koszykowej. WSI zastrzegło sobie prawo dostępu
do wszelkich informacji pozyskanych przez redakcję oraz prawo do wglądu w artykuły i ewentualnego wstrzymywania ich publikacji (przy zachowaniu prawa autora do honorarium). „Przegląd Międzynarodowy” miał w zamiarze swoich mocodawców zlecać opracowania znanym publicystom, politykom i specjalistom. WSI chodziło o wyrobienie sobie łatwej i wiarygodnej ścieżki dostępu do czołowych polityków tak w kraju jak i za granicą (str. 269-270 Raportu). Ostatni numer „Przeglądu Międzynarodowego” wydano w 1998 r.

Po ujawnieniu Raportu Przewodniczącego Komisji weryfikacyjnej WSI w lutym 2007 r. ówczesny redaktor naczelny „Trybuny Śląskiej” tak oto wypowiedział się dla „Tygodnika Polityka” na temat genezy powstania dodatku:

Tadeusz Biedzki, ówczesny redaktor naczelny „TŚ”, mówi: – Skontaktował się ze mną Jerzy Tepli, nasz wieloletni współpracownik, korespondent w Niemczech, z informacją, że w Warszawie zrodził się pomysł wydawania miesięcznika o tematyce międzynarodowej i zaproponował, aby na początku była to wkładka do „TŚ”. Tepli powiedział, że to projekt rządowy, państwo pokryje koszty wydawnicze, a celem jest przybliżanie rodakom spraw międzynarodowych. „Przegląd” był redagowany w Warszawie, do Katowic przychodziły materiały i makiety stron, były czytane, czasami poprawiane – i szły do drukarni. Pierwszy numer poświęcony był polskiej racji stanu. Otwierały go rozmowy z prof. Bronisławem Geremkiem i Jurijem Kaszlewem – ambasadorem Rosji w Polsce. O polskiej racji stanu pisał w nim Jerzy J. Wiatr. Drugi numer, październikowy, też był tematyczny: Plotka po rosyjsku, niemiecku, francusku i amerykańsku. W kolejnych numerach Eugeniusz Guz odsłania kulisy zerwania po wojnie konkordatu, Jan Gadomski analizuje sytuację w Rosji na progu 1995 r., a Andrzej Bilik rysuje sylwetkę Borysa Jelcyna. W 1996 r. wkładka nabrała kolorów i wychodziła pod tytułem „Świat”. „PM” pojawił się jeszcze w 1998 r. ze stopką: Redaktor – Jerzy Tepli. Stali współpracownicy: Paweł Deresz, Jan Gadomski, Stanisław Głąbiński, Grzegorz Woźniak. Inicjatywa „Przeglądu” umarła śmiercią naturalną.

Grzegorz Woźniak (współpracownik WSI o ps. „CEZAR”), który pełnił funkcję sekretarza redakcji „Przeglądu Międzynarodowego” do roku 1995 (wtedy został pełnomocnikiem kampanii telewizyjnej Aleksandra Kwaśniewskiego na urząd Prezydenta RP) i był opłacany przez WSI z funduszu operacyjnego kwotą 1200 marek zachodnioniemieckich miesięcznie (zachowało się jego 18 pokwitowań), zaproszony do udziału w programie radiowym RMF Konrada Piaseckiego (30 listopada 2007 r.), w ten sposób tłumaczył się opinii publicznej ze swej współpracy z WSI, cyt.:

„Konrad Piasecki: Jak Grzegorz Woźniak został tajnym współpracownikiem Wojskowych Służb Informacyjnych o kryptonimie Cezar?

Grzegorz Woźniak: Nic nie wiem o kryptonimie Cezar, dlatego nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.

Konrad Piasecki: A jak został tajnym współpracownikiem WSI?

Grzegorz Woźniak: Jeżeli pan chce w ten sposób nazwać, to proszę uprzejmie. To były lata 90-94, kiedy byłem bezrobotnym. Zwrócono się do mnie o pomoc przy redagowaniu pisma o tematyce międzynarodowej. Zacząłem współpracować z owym pismem i później się zorientowałem, że to pismo służyło do legalizacji jednego z funkcjonariuszy polskiego wywiadu wojskowego za granicą.

Konrad Piasecki: To pismo było założone przez Wojskowe Służby Informacyjne, czy ten współpracownik wywiadu był tylko jakimś elementem tego pisma?

Grzegorz Woźniak: Nie umiem panu powiedzieć, czy pismo było założone przez Wojskowe Służby Informacyjne, bo się ukazywało jako lege artis dodatek jednej z gazet regionalnych.

Konrad Piasecki: Pan podpisywał jakieś zobowiązania?

Grzegorz Woźniak: Nie.

Konrad Piasecki: A miał pan świadomość – wchodząc do tego pisma, że ono ma coś wspólnego z WSI?

Grzegorz Woźniak: Z czasem się zorientowałem, bo trudno się nie zorientować.

Konrad Piasecki: A jak się człowiek orientuje, że pismo ma coś wspólnego z WSI?

Grzegorz Woźniak: Przychodzą ludzie; widzę, co robią, czemu to służy – to jest cały szereg takich sygnałów, które z czasem robią się bardzo czytelne, i tyle.

Konrad Piasecki: Wtedy pan rozwiązał pan współpracę z tym pismem czy ono upadło?

Grzegorz Woźniak: Pismo padło samo.

Konrad Piasecki: A jakiś oficer WSI oficjalnie z panem rozmawiał kiedykolwiek?

Grzegorz Woźniak: W sumie tak.

Konrad Piasecki: Ale przedstawił się: jestem oficerem Wojskowych Służb Informacyjnych?

Grzegorz Woźniak: Tak.

Konrad Piasecki: Czego chciał?

Grzegorz Woźniak: Upewnić się, czy będę to robił, czy będę w tej gazecie. Byłem.

Konrad Piasecki: Wiedząc, że ta gazeta ma takie właśnie drugie, podstawowe zadanie?

Grzegorz Woźniak: Że ma drugie zadanie.”


Proszę zwrócić szczególną uwagę, na odpowiedź na pytanie zadane przez Piaseckiego, czy wchodząc do pisma, Woźniak miał świadomość, że może ono mieć coś wspólnego z WSI, Woźniak odpowiada, cyt.: „Z czasem się zorientowałem, bo trudno się nie zorientować”, i dalej ciągnie cyt.: „Przychodzą ludzie; widzę, co robią, czemu to służy – to jest cały szereg takich sygnałów, które z czasem robią się bardzo czytelne, i tyle”. Na koniec Wożniak nie pozostawia słuchaczom żadnych wątpliwości co do podjęcia współpracy z WSI i świadomości faktu pełnej kontroli tej służby nad redagowanym przez niego pismem.

Czy możliwe było, by Paweł Deresz nie miał takiej świadomości. Deresz był uważany za bardziej inteligentnego i spostrzegawczego od Woźniaka i Mroziewicza. Odpowiedź może być tylko i wyłącznie jedna, bo negatywna.

Paweł Deresz miał pełną świadomość swego udziału w przedsięwzięciu założonym przez WSI i realizowaniu zadań na rzecz tej służby. Co najmniej na płaszczyźnie „Przeglądu Międzynarodowego”, jak również na płaszczyźnie „Kuriera Polskiego” dochodziło do dyskrecjonalnych kontaktów Deresza z oficerem WSI – Markiem Dukaczewskim.

Andrzej Melak (rodzony brat poległego w Smoleńsku Stefana Melaka), w odpowiedzi na haniebną wypowiedź Deresza o śp. Lechu Kaczyńskim, który według Deresza miał rozpocząć podczas uroczystości w Katyniu kampanię prezydencka, wywołał publicznie Deresza i powiedział „sprawdzam, i proszę, by te dowody wyłożył [Pan] na stół. Proszę, by udowodnił, że prezydent chciał zacząć swoją kampanię na grobach zamordowanych przez NKWD oficerów. Niech dowiedzie, że mieli mu w tym pomóc zaproszeni goście, w tym mój brat.”.

W tej sytuacji, i ja wywołuję Deresza do tablicy, i mówię „sprawdzam”, niech w świetle zaprezentowanych powyżej informacji publicznie zaprzeczy swojej współpracy z WSI i operacyjnych kontaktów z Dukaczewskim.

I z tych niejawnych relacji i powiązań (być może uzależnień) Paweł Deresz winien przed rodzinami poległych w Smoleńsku oraz przed opinią publiczną się rozliczyć i wytłumaczyć.

Tak długo jak tego nie zrobi, winien zachować milczenie oraz usunąć się z wszelkich przejawów życia publicznego.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze


Wczytuję komentarze...

"Prywatna wendetta" w Platformie. Julia Pitera nie mogła oddać głosu w wyborach przewodniczącego

Julia Pitera / Zbyszek Kaczmarek / Gazeta Polska

  

Była posłanka Julia Pitera zapowiedziała, że będzie żądać wyjaśnień od Zarządu Krajowego PO w sprawie swojego zawieszenia w prawach członka partii, przez które początkowo nie mogła oddać głosu w sobotnich wyborach przewodniczącego Platformy.

[polecam:https://niezalezna.pl/307752-nieoficjalnie-budka-wygral-w-pierwszej-turze-wyborow-na-szefa-platformy-obywatelskiej]

W sobotę w całej Polsce odbywały się wybory przewodniczącego PO. Głosowanie ma charakter powszechny - prawo udziału w nim ma ok. 9,4 tys. działaczy PO. Kandydatów na nowego szefa jest czterech: szef klubu KO Borys Budka, wiceszef PO Tomasz Siemoniak, poseł Bartłomiej Sienkiewicz i senator Bogdan Zdrojewski. Głosowanie odbywało się za pośrednictwem kart wyborczych w 190 partyjnych komisjach wyborczych. Nieoficjalnie poinformowano, że wygrał Borys Budka.

Portal Onet napisał w sobotę, że była posłanka, europosłanka oraz była minister w kancelarii premiera Donalda Tuska Julia Pitera przyszła w sobotę do lokalu wyborczego, by oddać głos, jednak okazało się, że nie ma jej na liście wyborców, ponieważ 27 listopada ubiegłego roku została zawieszona za szkodzenie PO.

Onet dołączył też skan pisma rzecznika dyscyplinarnego PO Łukasza Abgarowicza informującego o zawieszeniu byłej posłanki PO. "Niniejszym na podstawie § 76 ust. 1 Statutu Platformy Obywatelskiej RP postanawiam o natychmiastowym tymczasowym zawieszeniu w prawach członka Pani Julii Pitery" - głosi dokument.

Abgarowicz potwierdził w sobotniej rozmowie, że postanowił o zawieszeniu Pitery w prawach członka Platformy Obywatelskiej m.in. za jej krytyczne wypowiedzi w mediach pod adresem kandydatki PO na prezydenta Małgorzaty Kidawy-Błońskiej.

Było szereg wypowiedzi, w których pani Julia Pitera atakowała w sposób bezpardonowy naszą kandydatkę na prezydenta, ale ponieważ po zawieszeniu więcej takich wypowiedzi nie było, zawnioskowałem o to, żeby nic więcej w tej sprawie nie robić i zawieszenie wygasło

- powiedział rzecznik dyscyplinarny PO. Zapewnił, że Pitera otrzymała drogą mailową informację o zawieszeniu.

Przyznał, że być może nazwiska Pitery brakowało w sobotę w Centralnym Rejestrze Członków.

W CRC było bardzo dużo korekt i rzeczywiście pani Pitery mogło tam nie być, ale to zostało wyjaśnione i mogła dzisiaj głosować

 - zaznaczył Abgarowicz.

Inaczej sprawę widzi Julia Pitera. "Przyszłam dziś do lokalu wyborczego i nie było mnie na liście, a powodem tego było to, że jestem zawieszona. Dostałam od członków komisji pismo z 27 listopada o tym, że zostałam zawieszona w prawach członka PO" - relacjonowała była posłanka i minister w KPRM w rozmowie z PAP.

Jak dodała, w rozmowie z jedną z pracownic biura krajowego zagroziła, że zaskarży wybory do sądu partyjnego. Wtedy - według niej - do członków stołecznej komisji wyborczej dotarła informacja o tym, że Pitera ma jednak prawo udziału w wyborach.

W jej odczuciu winę za sobotnią sytuację ponosi Łukasz Abgarowicz, który jest jednocześnie komisarzem wyborczym, odpowiedzialnym za organizację wyborów przewodniczącego. "Pan Abgarowicz kieruje się prywatnymi emocjami, to jest jego prywatna wendetta" - uważa Pitera.

Była posłanka zapowiedziała, że będzie żądać od członków zarządu PO wyjaśnień, czy w ogóle wiedzieli, że została zawieszona w prawach członka partii. Według niej postanowieniem zarządu powinny były zająć się władze Platformy. "Zgodnie ze statutem sprawa zawieszenia musi stanąć na zarządzie, w przeciwnym razie rzecznik dyscyplinarny mógłby sobie zawieszać kogo chce i kiedy chce, musi być nad nim nadzór zarządu" - przekonywała Pitera.

Innego zdania jest Abgarowicz. "To jest tak - jeśli ja, jako rzecznik, zawieszam kogoś, to zawieszam zawsze do najbliższego Zarządu Krajowego. Zarząd podejmuje decyzję - albo dalej kontynuuje zawieszenie, podejmuje inne działania, albo odstępuje od czegokolwiek i zawieszenie ekspiruje" - tłumaczył rzecznik dyscyplinarny.

Konflikt związanych obojga polityków trwa od kilkunastu lat. W kwietniu 2006 roku Pitera rozważała nawet wystąpienie z Platformy po tym, jak Abgarowicz został wybrany szefem mazowieckich struktur partii.

Obecny rzecznik dyscyplinarny PO uchodził wówczas za jednego z najbliższych współpracowników Pawła Piskorskiego z czasów gdy był on prezydentem Warszawy. "Gazeta Stołeczna" pisała, że Abgarowicz "był jednym z rozgrywających w tzw. układzie warszawskim, czyli koalicji SLD-PO rządzącej Warszawą do 2002 roku". Gdy Piskorski wiosną 2006 został wykluczony z PO, Abgarowicz w ramach protestu zrzekł się funkcji szefa mazowieckiej PO, zaledwie kilka dni po wyborze.

Julia Pitera należała w tamtym okresie do najzagorzalszych krytyków Pawła Piskorskiego i jego współpracowników. Nieco wcześniej, w 2000 roku, jeszcze jako radna AWS zagłosowała przeciw wyborowi Piskorskiego na prezydenta Warszawy, mimo koalicyjnych uzgodnień AWS z Unią Wolności, którą reprezentował wtedy Piskorski. Uruchomiło ciąg politycznych wydarzeń, które doprowadziły do rozpadu koalicji rządowej AWS-UW.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts