Powrót Wyklętych - dziś Ich święto

Magda Piejko

Kontakt z autorem

Wojciech Mucha

Dziennikarz, reporter i publicysta mediów związanych ze Strefą Wolnego Słowa (od 2011 r.).

Kontakt z autorem

  

Nazwiska 12 ofiar komunizmu, w tym żołnierzy antykomunistycznego podziemia zidentyfikowanych po ekshumacjach na Wojskowych Powązkach, ogłosił wczoraj Instytut Pamięci Narodowej. – Wciąż silna jest grupa ludzi, której zależy na tym, żeby zatrzeć pamięć o nich – mówiła "Gazecie Polskiej Codziennie" wnuczka Stanisława Mieszkowskiego, bohaterskiego obrońcy Helu z 1939 r., którego szczątki odnaleziono w kwaterze „Ł”. Dzisiaj obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych.
 
Podczas piątkowej uroczystości odczytano nazwiska 12 ofiar komunistycznej bezpieki. Wśród nich znalazł się ostatni komendant Wileńskiego Okręgu Armii Krajowej Antoni Olechnowicz. Jako jeden z nielicznych oficerów wileńskiej AK uniknął w lipcu 1944 r. aresztowania przez NKWD. Kontynuował działalność niepodległościową. Został aresztowany 26 czerwca 1948 r. we Wrocławiu w wyniku ogólnopolskiej operacji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, obejmującej żołnierzy polskiego podziemia z Wileńszczyzny. Został stracony 8 lutego 1951 r. w więzieniu przy ul. Rakowieckiej w Warszawie.

Podczas uroczystości obecne były prawie wszystkie rodziny odnalezionych. – To duża ulga – mówi Ignacy Gajdek, syn Adama Gajdka ps. Agata, Antek i Olek, podoficera Wojska Polskiego, żołnierza Związku Walki Zbrojnej, Armii Krajowej i Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. – Wreszcie wiemy, gdzie mamy najbliższych. Ja sam taty nie pamiętam. Gdy przyszliśmy z bratem bliźniakiem na świat, był już w więzieniu. Wtedy mama powiadomiła tatę o naszych narodzinach, wysyłając do aresztu dwie cebule – wspomina.

– Przez cały czas, gdy ojca nie było, mama miała mnóstwo problemów, łącznie z brakiem pracy i mieszkania, z którego została wyrzucona – mówi nam z kolei syn Mariana Orlika, podpułkownika Wojska Polskiego, który w maju 1952 r. został zatrzymany przez oficerów Informacji Wojskowej pod fałszywym zarzutem udziału w tzw. spisku w wojsku. Został stracony 3 grudnia 1952 r. – Z tym nazwiskiem mama nie mogła nigdzie znaleźć pracy. Była na marginesie z dwójką maleńkich dzieci. Dziś ja sam czuję ulgę. Ulgę, że wreszcie wiadomo, gdzie mam zapalić świeczkę – dodaje.

– Gdyby dziadek żył, bardzo trudno byłoby mu odnaleźć się we współczesnej rzeczywistości – mówi wnuczka Stanisława Mieszkowskiego, komandora Marynarki Wojennej, który we wrześniu 1939 r. dowodził kanonierką „Generał Haller”, uczestnicząc w obronie polskiego wybrzeża przed lotnictwem niemieckim, a potem brał udział w obronie Helu. Aresztowany 20 października 1950 r. przez oficerów Zarządu Informacji Marynarki Wojennej w Gdyni pod nieprawdziwym zarzutem szpiegostwa. Został stracony 16 grudnia 1952 r.

Wnuczka Stanisława Mieszkowskiego jest pełna goryczy. – Nie wydaje mi się, aby to święto (Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych) zbyt wiele zmieniło. Wciąż silna jest grupa ludzi, której zależy na tym, żeby zatrzeć pamięć o nich – dodaje.

Podczas uroczystości prezes IPN‑u Łukasz Kamiński zapowiedział, że jeszcze w tym roku nastąpi kolejny etap poszukiwań ofiar reżimu komunistycznego. O trudnościach mówi „Codziennej” kierujący pracami prof. Krzysztof Szwagrzyk. – W tej chwili musimy dotrzeć do szczątków tych 90 osób, które z całą pewnością spoczywają na „Łączce”. Problem polega na tym, że znajdują się one pod współczesnymi pomnikami z lat 1982–1984. Trzeci etap prac musi się odbyć. Trzeba tylko znaleźć skuteczną metodę, aby nasze działania nie doprowadzały do konfliktów. To nam do niczego nie jest potrzebne – mówi laureat nagrody Człowiek Roku „Gazety Polskiej” 2013.

Biogramy wszystkich zidentyfikowanych żołnierzy można przeczytać tutaj.



Cały tekst w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Uroczystość w Belwederze - OBEJRZYJ!
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie


Wczytuję komentarze...


Na przejściu w Korczowej ruch odbywa się na bieżąco

/ JøMa / CC BY-SA (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)

  

Na jedynym otwartym na Podkarpaciu przejściu granicznym z Ukrainą w Korczowej ruch samochodów osobowych i ciężarowych odbywa się na bieżąco – powiedziała rzeczniczka prasowa Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej mjr Elżbieta Pikor.

Ostatniej doby odprawiono na tym przejściu 1319 osób. Do Polski wjechało niemal 400 osób.

Mjr Pikor zaznaczyła, że ubiegłej doby zorganizowano dla Ukraińców, którzy nie mieli własnych środków transportu, osiem kursów autokarowych. Przewieziono nimi ponad 360 osób.

W związku z epidemią koronawirusa na Podkarpaciu działa tylko przejście graniczne w Korczowej, gdzie odprawiane są samochody ciężarowe i osobowe. Pozostałe podkarpackie przejścia z Ukrainą: Medyka (ruch drogowy, pieszy i kolejowy), Budomierz i Krościenko są nieczynne.

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: niezalezna.pl, PAP


Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl | Gazeta Polska Podcasts