Banki robiły na rynku, co chciały

Już w 2005 r. banki zorientowały się, że niebezpiecznie przyrasta liczba udzielanych kredytów we frankach szwajcarskich. Mimo to masowo wprowadzały na rynek nieruchomości ryzykowne pożyczki.

rolve (sxc.hu)
Już w 2005 r. banki zorientowały się, że niebezpiecznie przyrasta liczba udzielanych kredytów we frankach szwajcarskich. Mimo to masowo wprowadzały na rynek nieruchomości ryzykowne pożyczki. Robiły, co chciały, bo nadzór finansowy będący w reorganizacji był słaby - pisze "Gazeta Polska Codziennie".

Przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak przyznał, że to właśnie w czasach reorganizacji nadzoru finansowego, kiedy nastąpiło rozluźnienie kontroli, doszło do ogromnego wzrostu liczby udzielonych kredytów we frankach szwajcarskich. – Od połowy 2007 r. mamy do czynienia z bardzo dynamicznym przyrostem kredytów denominowanych w walucie obcej. W 2008 r. kredyty we frankach stanowiły już ok. 70 proc. ogółu nowo udzielanych pożyczek hipotecznych – przyznał kilka dni temu w Senacie Andrzej Jakubiak.

Związek Banków Polskich już w 2005 r. dostrzegł problem zagrożenia stabilności rynku, czego efektem było wydanie przez nadzór finansowy zalecenia dla banków ostrożniejszego wyliczania zdolności kredytowej, jak też informowania klientów o ryzyku. Zamiast zaostrzenia polityki „frankowej” banki rozluźniły zasady przyznawania pożyczek, wręcz promowały produkt jako remedium na poprawienie zdolności kredytowej. Nagłośnienie korzyści w kampaniach medialnych doprowadziło do silnej emisji kredytów walutowych. Większa podaż pieniądza przełożyła się na ogromny wzrost cen na rynku nieruchomości, przez co klienci banków musieli jeszcze bardziej się zadłużać – już nie na 25 lat, a na 30, a nawet 40 lat. Na tym boomie – jak przypomina "Gazeta Polska Codziennie" – skorzystali też deweloperzy.

Doszło do takiej sytuacji dlatego, że kontrola banków w owym czasie została mocno rozluźniona - twierdzi "Gazeta Polska Codziennie". Nadzór bankowy pod koniec 2007 r. (a więc już za rządów Donalda Tuska) zajął się swoją reorganizacją, czyli wydzielaniem z Narodowego Banku Polskiego i przenoszeniem w struktury Komisji Nadzoru Finansowego. Przy okazji ponad jedna trzecia doświadczonej kadry utraciła swoje stanowiska. – Wśród osób, które straciły pracę, byli pracownicy z ponadpięcioletnim stażem w nadzorze bankowym. W ich miejsce zatrudniono 60 osób z różnym doświadczeniem bankowym oraz 27 stażystów – stwierdziła NIK.

Więcej w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie".

 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Dorota Skrobisz
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo