Ukraina gra o wszystko

Jedno jest pewne: w interesie Rosji jest pacyfikacja ukraińskich dążeń wolnościowych.

Jedno jest pewne: w interesie Rosji jest pacyfikacja ukraińskich dążeń wolnościowych. Rada Federacji Rosyjskiej domaga się „przywrócenia stabilizacji” na Ukrainie, oczywiście przez ową stabilizację rozumiejąc zagwarantowanie politycznych i gospodarczych wpływów Moskwy w tym państwie. To najlepszy scenariusz dla Kremla.
 
Dymisja urodzonego w Rosji premiera Ukrainy Mykoły Azarowa – mającego zresztą polskie korzenie, podobnie jak Wiktor Janukowycz i kandydat na premiera Arsenij Jaceniuk – to coś więcej niż zwykły trik władz w Kijowie. Uchodzący za technokratę Azarow, polityk do niedawna mało kontrowersyjny i nie budzący emocji, miał być już wymieniony wcześniej (był szefem rządu od zwycięstwa Janukowycza w wyborach prezydenckich), ale jednak się ostał. W lutym 2013 r. opowiadał, że przeznaczeniem Ukrainy jest balansowanie między Rosją a Unią Europejską, spodziewano się więc od dawna, że Janukowycz go poświęci. Już tydzień przed szczytem Partnerstwa Wschodniego w Wilnie można było usłyszeć w brukselskich kuluarach, że szefem rządu w Kijowie zostanie Serhij Arbuzow, mający w Europie opinię pragmatycznego reformatora. Tak właśnie się stało, tyle że będący dotychczas wicepremierem Arbuzow jest jedynie pełniącym obowiązki szefa rządu. Na jak długo? Czy na Ukrainie sprawdzi się polskie powiedzenie, że najtrwalsze są prowizorki?

Ukraina – jednak część Europy

Zmuszenie prezydenta Janukowycza do zdymisjonowania premiera Azarowa jest sukcesem opozycji. Ale też dowodem, że negocjacje między „niebieskimi” (władzą) i dawnymi „pomarańczowymi” (opozycją) okazały się potrzebne. Oczywiście tych rozmów i tej dymisji nie byłoby bez majdanu, a przede wszystkim bez rozprzestrzenienia się protestu na połowę Ukrainy. Co ciekawe, skala poparcia dla opozycji była większa niż w czasie pomarańczowej rewolucji. Tym razem poza Ukrainą Zachodnią do buntu przeciw władzy dołączyły też niektóre stolice regionów w północnej i centralnej Ukrainie. Do protestów, które udało się stłumić, doszło również na wschodzie. O fenomenie „westernizacji” rosyjskojęzycznej Ukrainy Wschodniej mówiłem i pisałem już po mojej pierwszej wizycie na majdanie. Do Kijowa bowiem przybywali wówczas licznie mieszkańcy Doniecka, Ługańska czy Dniepropietrowska. Chcieli, aby ich państwo było „czastynu Jewropy” – częścią Europy.

Skala protestów zaskoczyła ekipę Janukowycza. Załamało to taktykę przygotowaną przez Andrija Kliujewa z Doniecka, szefa sztabu kampanii prezydenckich Janukowycza. To wiceprzewodniczący Partii Regionów, do niedawna sekretarz Rady Obrony i Bezpieczeństwa, czyli jeden z czterech najważniejszych ludzi w państwie. W ostatnich dniach został on przesunięty na stanowisko szefa administracji prezydenckiej, zwalniając stołek w RBN dla szefa MSW Witalija Zacharczenki. Ten ostatni stał się persona non grata dla opozycji, ponieważ miał stać za brutalnym tłumieniem demonstracji w Kijowie. Janukowycz chce go w Radzie Obrony, przeciwko czemu stanowczo protestuje trio Kliczko-Jaceniuk-Tiahnybok. Taktyka opracowana przez Kliujewa polegała na zmęczeniu majdanu i wzięciu go mrozem, by z czasem stał się elementem folkloru, a nie alternatywą dla władzy.

Opozycji gra o wszystko

Lider Batkiwszczyny Arsenij Jaceniuk, który kieruje partią pod nieobecność jej założycielki Julii Tymoszenko, odrzucił wysuniętą przez Janukowycza propozycję objęcia schedy po Azarowie. To taktyczna zagrywka. Ten relatywnie młody, 39-letni polityk, były minister gospodarki, a później szef MSZ-etu, przewodniczący Rady Najwyższej (wieceprezes i prezes Narodowego Banku Ukrainy) nie chce zostać premierem za wcześnie, aby nie utracić poparcia majdanu. Ma ku temu powody. Pierwsze są natury moralnej: w więzieniach wciąż siedzą aktywiści majdanu czy tzw. automajdanu. Dopóki będą za kratkami, dopóty żaden z ukraińskich „trzech tenorów” nie połakomi się na najwyższy nawet stołek w państwie. Majdan i tak już się zradykalizował, a liderzy opozycji w ramach „demokracji bezpośredniej” spowiadający się przed tłumem na majdanie z każdej tury negocjacji z Janukowyczem, wiedzą, że jeszcze mają na ludzi marznących od dwóch miesięcy w Kijowie jakiś wpływ, ale jest on wyraźnie słabszy niż jeszcze kilka tygodni temu. Jaceniuk więc nie jest samobójcą.

Ale nawet wypuszczenie więźniów politycznych czy nawet ukaranie (co mało prawdopodobne), jak żąda tego opozycja, odpowiedzialnych za przemoc wobec demonstrantów nie musi oznaczać przyjęcia przez lidera Batkiwszczyny szefostwa rządu, a przez szefa UDAR-u Witalija Kliczkę funkcji wicepremiera do spraw społecznych czy humanitarnych. Nasi partnerzy z ukraińskiej opozycji chcą bowiem fundamentalnej zmiany ustroju. W obecnym systemie prezydenckim premier z opozycji niedysponujący większością w Wierchownej Radzie może być przecież odwołany przez parlament. Oznaczałoby więc to, że Jaceniuk straci polityczną cnotę, ale rubla (hrywnę) zarobi tylko przejściowo. A ludzie majdanu uznają go i za zdrajcę, i za głupca. Na to nie może sobie pozwolić, choć w ukraińskiej polityce trudno wskazać przykłady polityków, których karierę zakończyłaby definitywnie nawet spora ich kompromitacja. Pytanie jednak, czy Janukowycz zgodzi się na zamianę republiki prezydenckiej w państwo demokracji parlamentarnej. Jeśli z kalkulacji wyjdzie mu, że w wypadku zgody na zmianę ustroju łatwiej mu będzie uniknąć więzienia i ocali olbrzymi osobisty i rodzinny majątek – niewykluczone, że zgodzi się nawet na konieczną zmianę konstytucji. Ale nawet w takim wypadku obóz władzy może starać się grać na czas, tak jak grał z majdanem, licząc, że mrozy wykruszą jego uczestników i sprowadzą protest do kabaretowych form. Mało kto już zresztą pamięta, że po zwycięstwie Juszczenki, po unieważnieniu drugiej tury wyborów prezydenckich w grudniu 2004 r., protesty trwały jeszcze parę tygodni.

Oligarchowie przeciw… Rosji

Trzeba bywać na Ukrainie, aby zrozumieć, co tam się dzieje. Politycy i dziennikarze, którzy zbierają tylko informacje od ekspertów od Wschodu, a sami na ten Wschód nie przyjeżdżają, operują stereotypami i mitami. Takich mitów, i to ze strony osób znanych opinii publicznej, słyszymy codziennie wiele.

Warto zwłaszcza zwrócić uwagę na to, co dzieje się poza majdanem, a co może decydować o najbliższej przyszłości Ukrainy. Na przykład oligarchowie nie są, wbrew obiegowym opiniom, zainteresowani dominacją Rosji nad jej zachodnim sąsiadem. Mają swoje interesy i wiedzą, że Putin przykręcił śrubę swoim bogaczom – gdyby miał polityczny wpływ na Ukrainę, zapewne zrobiłby to samo. Stąd też – o czym się nie mówi – oligarchowie finansują ukraińską opozycję. Jeden z nich nawet wspiera finansowo tzw. automajdan. Bywa, że owe rekiny ukraińskiego biznesu jednocześnie finansują partie rządzące i opozycyjne (lub pojedynczych polityków). Stąd też sobotnia deklaracja Rinata Achmetowa, przez lata sponsora Partii Regionów, który wezwał Janukowycza do „pokojowych rozwiązań” i niestosowania przemocy, była sygnałem, że w ukraińskiej polityce coś szybko może się zmienić. I rzeczywiście zmieniło się błyskawicznie: doszło do dymisji Azarowa i przełomu w rozmowach z opozycją. Pod koniec ubiegłego tygodnia, gdy byłem jeszcze w Kijowie, słyszałem, że ukraiński prezydent zemści się na najbogatszym Ukraińcu, wyrzucając ludzi Achmetowa z rządu. Tymczasem do dymisji podała się cała Rada Ministrów… Rinat Achmetow, pochodzący z Doniecka tak jak Wiktor Janukowycz, od słów przeszedł do czynów i w ostatni wtorek jego „frakcja” w Partii Regionów wyłamała się i zagłosowała inaczej niż reszta ugrupowania. Może to oznaczać próbę „przestawienia wajchy” i szukanie porozumienia z tymi, którzy mogą zastąpić jednowładztwo Partii Regionów – z UDAR em i Batkiwszczyną.

Jedno jest pewne: w interesie Rosji jest pacyfikacja ukraińskich dążeń wolnościowych i demokratycznych. Rada Federacji Rosyjskiej domaga się „przywrócenia stabilizacji” na Ukrainie, oczywiście przez ową stabilizację rozumiejąc zagwarantowanie politycznych i gospodarczych wpływów Moskwy w tym państwie. To najlepszy scenariusz dla Kremla. Gorszy, ale też akceptowalny, to ukraińska wojna domowa i grożenie podziałem kraju. Jednak scenariuszem najlepszym dla samej Ukrainy, a także jej największego unijnego sąsiada – Polski oraz całej Europy jest porozumienie polityczne w Kijowie, które zakończyć się powinno przejęciem władzy przez opozycję i wcześniejszymi wyborami parlamentarnymi. Na rzecz takiego scenariusza należy działać. Nawet jeśli polska opozycja jest w tej sprawie osamotniona i w praktyce zastępuje rząd.
 

 

 



Źródło:

Ryszard Czarnecki
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo