Spór o korzenie współczesności

  

II wojna światowa i komunizm panujący w Polsce przez kolejne dziesięciolecia przyczyniły się do niemal całkowitej likwidacji elit polskich. Profesorowie, lekarze, adwokaci, księża, członkowie służb mundurowych II Rzeczypospolitej byli podczas wojny planowo mordowani zarówno przez Niemców, jak i przez Sowietów.
 
25 listopada 1939 r. hitlerowski urząd do spraw rasowo-politycznych wydał dokument, w którym zakazywał działalności nie tylko uczelni wyższych, ale także wszystkich szkół poza szkołami podstawowymi. Polska miała stać się rezerwuarem taniej, nisko wykwalifikowanej siły roboczej: „Uniwersytety i inne szkoły wyższe, szkoły zawodowe, jak i szkoły średnie były zawsze ośrodkiem polskiego szowinistycznego wychowania i dlatego powinny być w ogóle zamknięte. Należy zezwolić jedynie na szkoły podstawowe, które powinny nauczać jedynie najbardziej prymitywnych rzeczy: rachunków, czytania i pisania. Nauka w ważnych narodowo dziedzinach, jak geografia, historia, historia literatury oraz gimnastyka, musi być zakazana”. W listopadzie 1939 r. hitlerowcy przeprowadzili Sonderaktion Krakau, aresztowano wówczas wykładowców najważniejszych krakowskich uczelni, by następnie wywieźć ich do obozów koncentracyjnych. Była ona niewielką częścią tzw. Intelligenzaktion, która miała doprowadzić do „oczyszczenia” terenów znajdujących się pod okupacją niemiecką z przedstawicieli polskiej elity naukowej i kulturalnej. Działania Niemców zostały skorelowane z podobnymi krokami podjętymi przez stronę sowiecką. Pogłębianiu współpracy między dwoma okupantami służyły wspólne konferencje gestapo i NKWD, z których jedna odbyła się – o ironio historii! – w zakopiańskich willach „Telimena” i „Pan Tadeusz”.

Polska wyszła z wojny pozbawiona swojego największego atutu – inteligencji, która mogłaby skutecznie przeciwstawić się nowej okupacji, mającej trwać przeszło czterdzieści lat. Ci, których Niemcy i Sowieci nie zdążyli wymordować w Sachsenhausen, w Gusen i w Katyniu, ci, którzy nie zginęli w powstańczej Warszawie, rychło wypełnili komunistyczne więzienia lub znaleźli się na marginesie powojennego życia intelektualnego i kulturalnego.

Przyprawić nową „głowę”

By zapewnić sobie kontrolę nad społeczeństwem, rządzący Polską z nadania Stalina musieli przejąć kontrolę nad nauką i kulturą. „Główne […] zadanie, jakie sobie od razu postawiliśmy – mówił w rozmowie z Teresą Torańską Jakub Berman – to było zróżnicowanie nastrojów społecznych i wyłonienie nowych elit […] pochodzenia rolniczo-chłopskiego, które w przyszłości zastąpiłyby stare. […] Nie chodziło naturalnie o oświatę czy analfabetyzm, to szczegóły, lecz o zmianę koncepcji kraju, o zbudowanie całkiem nowej Polski w kształcie i strukturze, zupełnie niepodobnej do tej, jaka była kiedykolwiek w historii […] nie chodziło o racje, ale o nurt rewolucyjny, który z reguły łamie stare nawyki, stare racje, kształty, struktury i mity, bardzo niekiedy głęboko tkwiące w mentalności – budując nowe”.

Na czym polegać miało konstruowanie „nowych nawyków, racji, kształtów, struktur i mitów”? Dlaczego według komunistów było ono konieczne? Przedwojenna Polska, oparta na tradycyjnym rozumieniu idei i wartości wspólnotowych, jawiła się stalinowskim władcom jako twór anachroniczny, nieprzystający do koncepcji internacjonalistycznych, w ramach których narodowa odrębność stanowi największą przeszkodę dla zwycięskiego pochodu rewolucji. Należało całkowicie wymazać ją z polskich głów, a „reakcyjne” przywiązania i lojalności zastąpić nowymi punktami odniesienia. Wielka zmiana dokonywała się na wszystkich możliwych polach – w strukturze personalnej uczelni wyższych, w edukacji, literaturze i sztuce. Zanim w roku 1949 zadekretowano jako metodę obowiązującą socrealizm, realizowano strategię łagodnej rewolucji, ogłoszoną na łamach „Odrodzenia” przez Jerzego Borejszę – chciano w ten sposób przeciągnąć na stronę „postępową” wszystkich niezdecydowanych.

Bez Norwida i Krasińskiego

Ponieważ nie jestem zawodowym historykiem i profesjonalnie zajmuję się dziejami polskiej literatury, posłużę się tu przykładami z dziedziny, która jest mi najbliższa. W latach 40. zostaje sformułowany, a następnie konsekwentnie realizowany jest plan wymiany tradycyjnego polskiego paradygmatu kulturalnego. Romantyzm nie stanowi już, jak to było w epoce międzywojennej, najistotniejszego punktu odniesienia dla bieżących problemów i sporów aksjologicznych. Jego miejsce zajmują epoki, w których dominował światopogląd racjonalistyczny – oświecenie i pozytywizm. Polskość insurekcyjna, wypisująca na swoich sztandarach hasła wolności i niepodległości, zostaje zastąpiona kulturową hybrydą, w której ramach to, co pozornie stanowi kontynuację dotychczasowego modelu kultury, maskuje treści zgoła odmienne – internacjonalne i materialistyczne. Mickiewicz to we wczesnych latach pięćdziesiątych autor przede wszystkim „Składu zasad”. W twórczości Słowackiego akcentuje się wątki rewolucyjne. Krasiński i Norwid są wydawani rzadko lub wcale.

Podmianie tradycji towarzyszy planowa wymiana elit. Pracę na uczelniach tracą stopniowo przedwojenni profesorowie; zastępowani są kadrą, której poglądy harmonizują z wytycznymi władzy. Pisze się nowe programy szkolne, redaguje podręczniki prezentujące wizję kultury zgodną z linią partyjną. Nowy wspaniały świat zaludnia się jednostkami pozbawionymi świadomości własnych korzeni. Znajduje się wśród nich wielu przyszłych kontestatorów zastanego porządku – zanim jednak dojrzeją do zmian, będą wzorowymi krzewicielami światopoglądu komunistycznego, głową i mózgiem systemowej zmiany.

Rekonstrukcja

Transformację przełomu lat 80. i 90. zbyt długo postrzegaliśmy jako wydarzenie równoznaczne z przewrotem antykomunistycznym. Dziś jawić się ona może jako druga „łagodna rewolucja”, tzn. okres przejściowy między PRL em a PRL em bis, w którym istotne cele „transformatorów” maskowane były retoryką systemowego trzęsienia ziemi. Podstawowym mechanizmem owej pozornej zmiany była kooptacja, tzn. dopuszczenie przez komunistów do współrządzenia ugodowo nastawionej części elity solidarnościowej. Tymczasem mechanizmy kształtowania opinii, modelowania zbiorowej świadomości, programowania sądów i przekonań pozostały podobne, ponieważ w newralgicznych punktach systemu pozostawiono ludzi związanych z dawną władzą.

Czy jednak najistotniejszym problemem współczesnej Polski są tzw. resortowe dzieci? I tak, i nie. Tak, ponieważ najczęściej dziedziczą one wzorce zachowań, sposoby postrzegania i definiowania rzeczywistości, wybory ideowe i aksjologiczne swoich poprzedników. Nie, gdyż rzeczywistym problemem jest system, który w porę, czyli we wczesnych latach 90., nie został wystarczająco rozszczelniony, a teraz wydaje się ostatecznie domykać (nikogo w kierownictwie mediów publicznych nie dziwi dziś niemal doskonała nieobecność dziennikarzy prezentujących poglądy odmienne od powszechnie obowiązujących, nieobecność programów, których koncepcja opierałaby się na fundamentalnym sporze o wartości, idee, wizje). System reprodukuje się i ma ambicje, by objąć wszystko i wszystkich – właśnie dlatego każda opinia „nieprawomyślna”, każde wezwanie do poważnego dialogu jawią się jego przedstawicielom jako gesty antysystemowe.

Odbudować tożsamość

Najważniejszy spór o wartości jest dziś sporem między wizją wspólnoty ufundowanej na ideach trwałych i niezmiennych, wspólnoty, która chciałaby zrekonstruować własną tożsamość, odebraną jej przez komunizm, a wizją społeczeństwa jako zbiorowości doskonale zatomizowanej, rządzonej przez baumanowskie prawo „płynności” i względności. Wstąpienie Polski do Unii Europejskiej przyczyniło się do konserwacji owego płynnego stanu przejściowego, w którym dominują (pozorny) brak przynależności, aksjologiczny chaos i niechęć do samookreślenia. „Płynna nowoczesność” pozwala tym, dla których to wygodne, zapomnieć o własnych korzeniach i uwikłaniach.

Odbudować poczucie wspólnoty, zrekonstruować własną tożsamość możemy jedynie na gruncie kultury. Aby stało się to możliwe, musimy od nowa opowiedzieć sobie sami siebie, musimy zrozumieć, co zrobił z nami komunizm i kim jesteśmy po dwudziestu kilku latach od początku transformacji. Nie możemy przy tym unikać pytań fundamentalnych – o korzenie i źródła teraźniejszości. Musimy spierać się o wartości i domagać zadośćuczynienia za krzywdy, których jako zbiorowość doświadczyliśmy. Bo – jak powiada Norwid, jeden z nielicznych w naszej kulturze nauczycieli dziejowej dojrzałości – „I nerwów gra, i współ-zachwycenie,/I tożsamość humoru/Łączą ludzi bez sporu —/Lecz bez walki nie łączy sumienie!”.

dr. Przemysław Dakowicz – poeta, krytyk literacki, historyk literatury, adiunkt w Katedrze Literatury i Tradycji Romantyzmu Uniwersytetu Łódzkiego oraz wykładowca literatury współczesnej na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Ostatnio ukazał się tomik jego poezji pt. „Łączka”.Stolica Tożsamość miasta
Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Wczytuję komentarze...

  

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl