Macierewicz: Ekspertyzy CLK nadają się do kosza

Prokuratura Wojskowa przyznała, że Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji, które bada próbki z ciał ofiar katastrofy smoleńskiej oraz z wraku jest zwyczajnie niekompetentne - mówi prz

Tomasz Hamrat/Gazeta Polska
Prokuratura Wojskowa przyznała, że Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji, które bada próbki z ciał ofiar katastrofy smoleńskiej oraz z wraku jest zwyczajnie niekompetentne - mówi przewodniczący parlamentarnego zespołu ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej w rozmowie z Katarzyną Pawlak.
 
Piątkowy ruch Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która opublikowała lakoniczny komunikat w związku z badaniami kolejnej partii próbek m.in. z wraku Tu-154M, wielu komentatorom wydał się kompletnie niezrozumiały. Zastanawiał się Pan nad jego genezą?  
W mojej ocenie komunikat jest zrozumiały i jasny. Składa się z dwóch części. W pierwszej - prokuratura informuje, że dostarczyła Centralnemu Laboratorium Kryminalistycznemu Policji próbki z kolejnych badań. Skrupulatnie je wylicza, choć zapomina o tych pobranych z foteli Tu-154M jesienią 2012 r. Informuje także, że przekazała niezbędne do analiz materiały dodatkowe, czyli m.in. badania toru podejścia oraz badania części wraku zmagazynowane w hangarze w Smoleńsku. Eksperci CLK analizowali to wszystko przez wiele miesięcy i - jak relacjonuje prokuratura we wspomnianym komunikacie - oświadczyli, że nie znaleźli materiałów wybuchowych ani na fragmentach wraku, ani w próbkach pobranych z ekshumowanych ciał. Tu trzeba dodać, że spośród dziewięciu ekshumowanych ciał próbki do badań pobrano tylko z ośmiu i tylko te – oczywiście - zbadano. Nie wiadomo, dlaczego nie pobrano próbek z jednego z ekshumowanych ciał, i nie wiadomo także na jakiej podstawie uznano, że próbki pobrane z tych właśnie ekshumowanych ciał są miarodajne dla badania śladów eksplozji. Nad tym prokuratura przechodzi do porządku dziennego. Tak skonstruowaną opinię Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie otrzymała 27 grudnia 2013r., a następnie przez trzy tygodnie analizowała i konfrontowała otrzymany materiał z dotychczasową wiedzą. I skonkludowała, że jest to ekspertyza niejasna, a więc nietrafnie odpowiadająca na podstawowe pytanie, oraz niepełna – pomija bowiem kluczowe kwestie. W związku z tym zakwestionowała jej wartość i w piątek poinformowała opinię publiczną, że jest zmuszona odrzucić te badania i, że zamawia nowe.
 
Czyli uznała, że wielomiesięczne analizy Centralnego Laboratorium Kryminalistycznego Policji nadają się do kosza, ale jednocześnie wykonanie kolejnej ekspertyzy zleca...CLK.  
Cóż, faktycznie w tym komunikacie prokuratura jasno dała wyraz swojej opinii na temat kompetencji CLK, a raczej ich braku. Wyraźnie podkreśliła, że eksperci po wielomiesięcznej pracy nadal nie są w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na elementarne pytanie dotyczące obecności materiału wybuchowego na pokładzie tupolewa. Trzeba uznać, że to dosyć uczciwe postawienie sprawy, choć dezawuujące Centralne Laboratorium Kryminalistyczne, jego specjalistów i w jakiejś mierze samą prokuraturę.  
 
Więc przed nami kolejne miesiące oczekiwania. Przynajmniej trzy.
Jest to o tyle niepokojące, że prokuratura najpierw przez dwa lata nic nie robiła w tej kwestii i z góry wykluczała jakiekolwiek hipotezy dotyczące materiałów wybuchowych. Pamiętam te kompromitujące powoływanie się na ewidentnie sfałszowane badania rosyjskie czy też absolutnie niewiarygodne badania WICHiR. Pamiętam także oświadczenie z 2011r., stwierdzające, iż prokuratura wyklucza wątek eksplozji, działania osób trzecich i zamyka ten wątek śledztwa. To wszystko miało miejsce w kwietniu 2011 roku! Kiedy w końcu, w połowie 2012 roku zaczęto go jednak analizować, okazuje się, że eksperci prokuratury nie są w stanie sformułować jednoznacznej i miarodajnej opini. I trzeba wszystko badać od początku.  
 
Jak zatem oceniać wcześniejsze wyniki prac CLK, które w tym śledztwie już zabierało głos. To wszak nie pierwsze zlecane im przez śledczych ekspertyzy. Czy wobec piątkowego komunikatu, prokuratura nie powinna zwyczajnie poszukać innych biegłych?
Taka czytelna i jasna diagnoza na temat pracy CLK jaką wystawiła Wojskowa Prokuratura niewątpliwie wskazuje, że należałoby albo zmienić zespół biegłych, obecnie pracujących nad tą sprawą w ramach CLK, albo nawiązać współpracę z zupełnie inną pracownią badawczą. Np. z Instytutem Ekspertyz Sądowych im. Sehna w Krakowie. A jeszcze lepiej - zwrócić się z propozycją współpracy do któregoś z instytutów w Szwajcarii lub w USA. Można by poprosić o pomoc Instytut w Lozannie, który zajmował się m.in. sprawą śmierci Jasira Arafata. Warto w tym miejscu przypomnieć, że rodziny ofiar zwracały się o możliwość uczestnictwa ich pełnomocników w tych badaniach. Mecenas Piotr Pszczółkowski wielokrotnie zgłaszał taki postulat, a Zespół Parlamentarny proponował pomoc własnych ekspertów. Wszystkie te postulaty prokuratura w sposób arogancki odrzucała, a teraz bezradnie rozkłada ręce. To kompromitacja prokuratury wojskowej.
 
Dlaczego jednak do tego doszło?
To może być wynik nieudolności i niekompetencji prokuratury i CLK, ale może być też tak, że jest to ucieczka od odpowiedzialności za zaniechania i niedopełnienie obowiązków na samym początku śledztwa. Przecież podstawowym obowiązkiem prokuratorów było pobranie próbek i zbadanie hipotezy eksplozji już w pierwszych dniach po katastrofie. Mieli taką możliwość, gdyż prokuratura rosyjska z generałem Aleksandrem Bastrykinem na czele wyraziła na to zgodę w nocy z 10 na 11 kwietnia 2010 roku. Dysponujemy protokołem tej narady! Ale miała miejsce wówczas także narada prokuratorów z ówczesnym ministrem sprawiedliwości Krzysztofem Kwiatkowskim. Może podjęte wówczas decyzje doprowadziły do tego, iż prokuratorzy odstąpili od swoich obowiązków? Więc teraz robią wszystko, by prawda nie wyszła na jaw i by nie okazało się, że ułatwili Rosjanom zatarcie dowodów? To są pytania, jakie w tej sytuacji trzeba postawić! Podobnie, jak pytanie o to, jak mogło dojść do sytuacji, w której ponad tysiąc próbek wykazało ślady materiałów wybuchowych, gdy badano je w Smoleńsku a po kilku miesiącach i po przewiezieniu ich do Polski na ŻADNEJ nie wykryto śladów trotylu i innych materiałów?  
 
Wracając do przywołanego na początku przymiotnika "niezrozumiały" w kontekście piątkowego komunikatu. Proszę zwrócić uwagę, jakie nagłówki pojawiły się w mediach po jego wydaniu. Znakomita większość komentarzy zaczynała się od słów "Nie znaleziono trotylu na wraku tupolewa". Dopiero w dalszej części można było przeczytać informacje o zleceniu "jakichś dodatkowych badań uzupełniających". Nie było trotylu- taki przekaz poszedł do społeczeństwa.
I to jest właśnie dobitny przykład manipulacji. To, co zrobiły media jest w tym wypadku działaniem przeciwko wojskowym śledczym. Prokuratura w piątkowym komunikacie jasno podkreśliła, że referuje nie swoją opinię, ale cytuje wyniki CLK, które z kolei po dokonanej weryfikacji jednoznacznie uznaje za nadające się do kosza. A media je z tego kosza wyciągnęły i próbują epatować nimi opinię publiczną przy bezradnym milczeniu prokuratury wojskowej. Swoją drogą - ta kompromitacja dobitnie pokazuje, że najwyższy czas, aby wątek udziału osób trzecich odebrać prokuratorom wojskowym, którzy nie radzą sobie z tą sprawą i przekazać prokuraturze powszechnej. Jeśli tak się nie stanie, możemy obawiać się następnych błędów i kompromitacji.

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

Katarzyna Pawlak
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo