Wczoraj program Jana Pospieszalskiego "Bliżej" został zdjęty z anteny przez kierownictwo TVP SA, któremu nie spodobał się jeden z gości. -  TVP posunęło się do wprowadzenia zapisu na nazwisko, czyli tej samej metody, jaką stosowano w mediach komunistycznych - komentuje dla niezalezna.pl publicystka "Gazety Polskiej" Joanna Lichocka.
 
- Zdjęcie programu Jana Pospieszalskiego w TVP i próba narzucania mu gości oraz cenzurowania niektórych nazwisk pokazuje, że telewizja publiczna jest nie tylko telewizją partyjną, podporządkowaną interesom koalicji PO-SLD-PSL, ale też czerpie wzorce wprost z PRL. Program Pospieszalskiego jest jedynym programem w TVP, przedstawiającym niezależny od władzy punkt widzenia. Co chwila słyszymy o przygodach tego programu; nie tak dawno jedno z wydań nie mogło się ukazać ze względu na transmisje z jakichś wydarzeń – inne programy przez takie zabiegi jednak nie spadają - mówi Joanna Lichocka. - Tym razem jednak posunięto się do wprowadzenia zapisu na nazwisko, czyli tej samej metody, jaką stosowano w mediach komunistycznych, gdy pewni niewygodni dla władzy i PZPR ludzie nie mogli się pokazywać w telewizji. Na Woronicza nie tylko przetrwali „resortowi”, bo przecież firmują tę decyzję o zakazie wpuszczania do TVP niepokornych dziennikarzy także ludzie, którzy z SB i PZPR nie mieli wiele wspólnego. Przetrwała także ich filozofia w traktowaniu mediów jako łupu władzy i narzędzia jej utrzymywania - komentuje dziennikarka.   
 
- Jacek Karnowski padł ofiarą także tego, że środowisko postkomunistycznych dziennikarzy próbuje stworzyć z postaci śp. Andrzeja Turskiego wzór do naśladowania. To jest nieporozumienie. Fakt, był on bardzo sympatycznym człowiekiem, ale był też dziennikarzem zaprzęgniętym w czasie stanu wojennego do budowania - po weryfikacji, gdy wyrzucono wielu dziennikarzy, którzy nie chcieli służyć WRONie – nowego zespołu Programu 3 Polskiego Radia. Już posłusznego reżimowi Jaruzelskiego i realizującego wytyczne propagandy Jerzego Urbana - mówi Joanna Lichocka.
 
- Tygodnik Jacka Karnowskiego „W Sieci”, obok "Gazety Polskiej:, jest patronem medialnym książki „Resortowe dzieci. Media”. Została opisana w niej rola Andrzeja Turskiego. To jest istota tego sporu – ta publikacja bowiem boleśnie ugodziła mainstreamowi dziennikarstwo, którego korzenie tkwią głęboko w nomenklaturze i służbach specjalnych PRL - uważa dziennikarka "Gazety Polskiej".