Na spotkanie z autorami książki "Resortowe dzieci" - Dorota Kanią, Jerzym Targalskim i Maciejem Maroszem - przyszły tłumy ludzi. Sala warszawskich Hybryd pęka w szwach. Spotkanie prowadzi Bronisław Wildstein. W dyskusji biorą udział Tomasz Sakiewicz, redaktor „Gazety Polskiej", oraz Jacek Karnowski z „W Sieci”. Na wstępie wydawca Michał Jeżewski poinformował, że 9 stycznia w siedzibie SDP odbędzie się kolejne spotkanie z autorami publikacji.

- Ta książka pokazuje system władzy, który zaczął się w 1944 r., a trwa do III RP. Nie byłoby to możliwe bez komunistycznych korzeni przedstawicieli współczesnych mediów – powiedziała na wstępie Dorota Kania.

Opisując system "Resortowych dzieci", dr Jerzy Targalski wskazał, że jego fundamentem jest dobór ludzi. Następnym etapem była kontrola nad władzą. Chodzi o to, aby „nasi” byli popularni, znani. System promowania resortowych dzieci zaczął się w komunizmie i był głównym instrumentem kontroli życia kulturalnego, społecznego i gospodarczego. Najważniejszą rzeczą w 1989 r. było zaś domknięcie systemu, by nikt spoza "resortowego układu" nie dostał się do środka.

Dzięki aktom zgromadzonym w IPN możliwy stał się wgląd w strukturę tego systemu.

- Jedenaście lat czekaliśmy na powstanie IPN. Lustracja zaczęła się de facto od działania śp. Janusza Kurtyki, który odtajnił najwięcej archiwów – powiedziała Dorota Kania.

- Autorzy książki wypełnili lukę. Zastąpili pracę naukowców, przede wszystkim socjologów. Opisali rzeczywistość - powiedział Bronisław Wildstein.

Ludzie dawnych służb miały przemożny wpływ na politykę i biznes - stwierdziła Dorota Kania, przypominając m.in. słynne oświadczanie gen. Gromosława Czempińskiego, że zapoczątkował Platformę Obywatelską, oraz listę najbogatszych Polaków tygodnika "Wprost", na której figuruje wiele osób zarejestrowanych jako tajni współpracownicy służby bezpieczeństwa.

- W książce jest jedna dziesiąta przedstawicieli mediów. Ciągle kłóciłem się z redaktor Kanią, która chciała, żebyśmy opisali "tylko znanych". Ale gdyby w książce byli wszyscy dziennikarze, musielibyśmy wydać wiele tomów - opowiadał Jerzy Targalski.

Nastąpiły pytania z sali. Jedno z pytań dotyczyło wpływu zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych na media. Na spotkaniu jest Antoni Macierewicz, którego autorzy książki wywołali do odpowiedzi.

-  Udało się zlikwidować WSI i jako takie już się one nie odrodzą. To nie znaczy jednak, że nie wpływają na rzeczywistość i sytuację polityczną. Jedni związali się z jednym pałacem, inni z drugim. Jeszcze inni z określoną stacją telewizyjną. Struktura WSI była oparta o kadrę wykształconą w GRU - to był najważniejszy problem WSI. To, co się ostatnio działo z atakiem na likwidatora WSI, przekracza wszelką przyzwoitość. Bez żadnych dowodów, przy wsparciu polityków i mediów, mnie zaatakowano. Trafnie ujął to jeden z posłów: "Naszym celem jest wyeliminowanie Antoniego Macierewicza". Moim zdaniem to się im nie uda. To była klasyczna prowokacja służb specjalnych, zresztą nieudana. To przykład, jak duch WSI owinął sobie premiera i media - powiedział szef komisji weryfikacyjnej WSI i twórca SKW.

Pod koniec spotkania jedna z jego uczestniczek powiedziała, iż chciałaby, żeby następne spotkanie z autorami odbyło się... na Stadionie Narodowym - aby wszyscy mogli się zmieścić. 

Pod jej słowami podpisałby się zapewne szef SLD Leszek Miller - który - według przekazanych nam informacji - przed rozpoczęciem spotkania z autorami książki pojawił się przed wejściem do klubu Hybrydy. Polityk jednak zdecydował się nie wchodzić na spotkanie - prawdopodobnie z uwagi na tłum osób chcących dostać się do środka. Jak zapewnili organizatorzy, gdyby były premier zgłosił się do nich przy wejściu do Hybryd, zostałby wpuszczony nawet bez względu braku jego nazwiska na liście osób, które musiały zarejestrować się wcześniej w internecie, aby wejść na prezentację.

Zobacz wideorelację z promocji książki