"Do ostatniej chwili wahałem się, czy brać udział w posiedzeniu rady ministrów spraw zagranicznych OBWE w Kijowie. Wtedy, gdy pałowano ludzi na ulicach, to raczej byłem na nie, kilkunastu kolegów w Europie czekało na moje stanowisko - powiedział dziś Radosław Sikorski w radiowych Sygnałach Dnia.

Szef MSZ Radosław Sikorski w czwartek w Kijowie weźmie udział w posiedzeniu rady ministrów spraw zagranicznych OBWE. Jak powiedział dziś w radiowych "Sygnałach Dnia", będzie to okazja do przeprowadzenia rozmów zarówno z władzą, jak i opozycją na Ukrainie.

Ale Sikorski nie byłby sobą, gdyby nie podkreślił, jak rzekomo ważny jest w Europie i na świecie. Według niego kilkunastu europejskich ministrów czekało, aż szef polskiego MSZ wyrazi swoje stanowisko w sprawie udziału w posiedzeniu rady ministrów spraw zagranicznych OBWE.

"Do ostatniej chwili wahałem się, czy brać w nim udział, wtedy, gdy pałowano ludzi na ulicach, to raczej byłem na nie, kilkunastu kolegów w Europie czekało na moje stanowisko. Gdy władza (ukraińska) obiecuje, że nie wprowadzi stanu wyjątkowego, to uważam, że pobyt (w Kijowie) ministrów spraw zagranicznych kilkudziesięciu krajów, też jest pewną rękojmią nieeskalowania sytuacji" - powiedział Sikorski.

Szef MSZ w sprawie Ukrainy zasłynął na razie jedynie kompromitującym wpisem na Twitterze o "skorumpowanej ukraińskiej gospodarce" Ukrainy. Przypomnijmy przy tym, że Sikorski kilkanaście dni wcześniej - pytany o tzw. infoaferę - przyznał, że "rakiem korupcji" przeżarty jest... jego resort.