Prof. Chris Cieszewski w rozmowie z portalem niezalezna.pl wyjaśnia, jak w stanie wojennym udało mu się wyjechać za granicę. Dziś w programie "Po prostu" Tomasz Sekielski oskarżył naukowca o tajną współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa, sugerując m.in., że bez podjęcia współpracy Cieszewski nie wyjechałby w stanie wojennym do Kanady.

Prof. Chris Cieszewski:

Skąd w stanie wojennym miałem paszport i udało mi się niemal z dnia na dzień wyjechać? To bardzo uzasadnione pytanie, które wymaga odpowiedzi.

W 1981 r. byłem we Francji na stażu związanym z SGGW (wymagana po absolutorium 6-miesięczna praktyka terenowa przed ukończeniem studiów; byłem tam z dwoma stowarzyszeniami naukowymi, ARMEF i AFOCEl, przez 9 miesięcy). Podczas tego stażu miałem wypadek samochodowy (jako weekendowy autostopowicz), który skończył się dla mnie poważnymi obrażeniami twarzy, zwłaszcza nosa. Złamany nos przeszkadzał mi w oddychaniu. Wymagałem dodatkowej operacji, która miała być opłacona przez Francuzów, i próbowałem wybrać się do Francji na ten zabieg na długo przed moim aresztowaniem. Ale dostanie zgody na podróż i otrzymanie paszportu w czasie stanu wojennego nie było łatwe. Potrzebowałem wszystkich rodzajów zgód, łącznie z pismem z Ministerstwa Zdrowia. Pochłonęło to bardzo dużo czasu, a gdy już miałem paszport, jeszcze dłużej trwało załatwianie francuskiej wizy.

W czasie mojego aresztowania miałem już od jakiegos czasu paszport i czekałem właśnie na francuską wizę. Kiedy SB zabroniła mi mówić komukolwiek o aresztowaniu i nakazała przyjść w poniedziałek, najpierw próbowali zatrzymać mój paszport, lecz potem zwrócili mi go, gdy powiedziałem, że każdy wie, iż używałem paszportu zamiast dowodu osobistego (wtedy można było mieć tylko jedno albo drugie), i że nikt nie uwierzy mi, że go zgubiłem i że żyję bez żadnego dokumentu stwierdzającego tożsamość. SB spytała mnie wtedy, czy mam wizę. Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie mam żadnej wizy i że dostanie jej w stanie wojennym wymaga bardzo dużo czasu. Po wyjściu z SB poszedłem do francuskiego konsulatu i powiedziałem pani Canard, że natychmiast potrzebuję wizy, bo zostałem niedawno zatrzymany i muszę opuścić Polskę. Ona stwierdziła, że w tej sytuacji francuski konsulat w ogóle nie wyda mi wizy, bo będę chciał zostać we Francji, jeśli mnie tam wpuszczą. Udałem się wówczas do amerykańskiego konsulatu, bo wiedziałem, że w USA jest bardzo patriotyczna polska społeczność emigracyjna, która gościła tam w owym czasie Marka Chodakiewicza, którego znałem i z którym także współpracowałem  w podziemiu. Ale po tym, jak opowiedziałem swoją historię, nie wpuszczono mnie nawet do budynku.

W końcu udałem się do kanadyjskiego konsulatu, bo miałem brata w Kanadzie; w tej placówce pozwolono mi nawet osobiście porozmawiać z panią konsul. Po sprawdzeniu moich danych powiedzieli, że mogę dostać wizę do Kanady od ręki, bo mój brat wysłał mi zaproszenie na początku stanu wojennego. W ten sposób udało mi się już w piątek polecieć do Kanady. Podejrzewam, że mogę wciąż mieć francuskie dokumenty ubezpieczeniowe związane z zabiegiem medycznym, który miałem się poddać. Od tego czasu przeszedłem dwie operacje w Kanadzie i jedną w USA. Mam nadzieję, że te wyjaśnienia pozwolą czytelnikom portalu niezalezna.pl nie dać się nabrać na kłamliwe insynuacje przedstawione w TVP.