​Stanęli przed sądem, bo napisali prawdę o komuniście z SLD

Rzeźbiarz Jacek Adamas i dwoje uczestników jego happeningu przed biurem posła SLD Tadeusza Iwińskiego stanęli dziś przed sądem grodzkim w Olsztynie.

facebook.com
Rzeźbiarz Jacek Adamas i dwoje uczestników jego happeningu przed biurem posła SLD Tadeusza Iwińskiego stanęli dziś przed sądem grodzkim w Olsztynie. Obwiniono ich o wykroczenie przeciw porządkowi publicznemu; grozi za to kara ograniczenia wolności lub grzywny.
 
W maju tego roku performer zawiesił czerwoną tablicę z napisem: „Komitet Wojewódzki PZPR w Olsztynie. Tow. Sekretarz Iwiński” na ścianie budynku, w którym mieści się biuro poselskie posła SLD. Tablicę odsłonił Alfred Surma, olsztyński opozycjonista szykanowany w stanie wojennym. Wydarzenie filmowała żona artysty, Katarzyna.
 
Cała trójka została obwiniona przez policję o wykroczenie przeciwko porządkowi publicznemu, polegające na umieszczeniu napisu bez zgody zarządcy budynku.
 
Według Adamasa happening był spontaniczną reakcją na zachowanie posła podczas prac nad uchwałą upamiętniającą Grzegorza Przemyka w 30. rocznicę tragicznej śmierci. Miała ona potępiać sprawców i inicjatorów tego politycznego mordu. Iwiński - wieloletni członek partii komunistycznej - chciał usunięcia z projektu fragmentu o odpowiedzialności ówczesnych władz partyjnych i państwowych za fabrykowanie dowodów i ukrywanie winnych. Władze SLD odsunęły go wówczas od prac nad projektem, a uchwała została przyjęta przez aklamację na kolejnym posiedzeniu parlamentu.
 
Adamas powiedział dziś w sądzie, że jego akcja miała być formą protestu i zwrócenia uwagi na rolę PZPR i prawdę o systemie komunistycznym. Stwierdził, że działał emocjonalnie.
 
Jak mówił, w latach 80. w jego mieszkaniu na warszawskiej Pradze działała nielegalna drukarnia. Jeden z drukarzy tego wydawnictwa w 1985 r. zginął - podobnie jak Przemyk - w niewyjaśnionych okolicznościach. Według milicji wypadł z dziewiątego piętra klatki schodowej bloku przy ul. Anielewicza w Warszawie.
 
Dwoje pozostałych obwinionych twierdziło w sądzie, że nie uczestniczyli bezpośrednio w zawieszaniu tablicy przed biurem poselskim. Żona artysty stwierdziła jednak, że „tak jak napisano w zarzucie, działała z mężem wspólnie i w porozumieniu”. Jak dodała, robi to od 23 lat, wspierając i dokumentując jego działalność. Uczestnicy happeningu podkreślali, że tablicę zamierzali zdjąć ze ściany jeszcze tego samego dnia.
 

 

 

Źródło: PAP

oa
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo