Od wczoraj internet żyje wydarzeniami podczas warszawskiego Marszu Niepodległości. Także media cały dzień ekscytowały się poniedziałkowymi awanturami. Niektórzy tak bardzo, że bzdury przez nich powtarzane - oczywiście w formie obiektywnego komentarza - wzbudzały jedynie śmiech. 


Zaczęło się jeszcze w trakcie Marszu. Kto wiódł w tym prym? Zagadka niezbyt trudna. Gdy w Krakowie przemawiał Jarosław Kaczyński, TVN24 pokazał jego przemówienie na tle warszawskich zadym narodowców. Jeżeli nie można przenieść człowieka w potrzebne dla właściwej narracji miejsce, to można spróbować przynajmniej "zarządzać" jego wizerunkiem.



To samo zrobiono w relacji TVP Info.



Na tę manipulację zwrócił uwagę europoseł Janusz Wojciechowski, który na swoim blogu celnie napisał: "W niektórych telewizjach był taki obraz – na połowie ekranu przemawiał Kaczyński, a na drugiej połowie paliła się Warszawa, pewnie jakiś efekt zapisał się w podświadomości – ale trzeba było niestety przyznać, że pożar jest w Warszawie, a Kaczyński i PiS w Krakowie".

Później w studio TVN24 zaczęła się dyskusja, której gościem była m.in. Renata Kim z "Newsweeka", dziennikarka zatrudniana przez Tomasza Lisa. Sposób komentarza narzuciła prowadząca program Katarzyna Werner.
- Wcześniej Jarosław Kaczyński był krytykowany za to, że próbuje uciec z Warszawy w ten dzień do Krakowa, ale przez to co się dzieje w Krakowie, rzeczywiście jest przez niektórych politologów oceniany dobrze - stwierdziła dziennikarka TVN24.
Kim podchwyciła wątek.
- Na pewno jest to sprytne rozwiązanie. Mam głębokie przekonanie, że te bójki, które z roku na rok są coraz gorsze w dużym stopniu, to właśnie zasługa Jarosława Kaczyńskiego. To czy on ucieknie do Krakowa i będzie się starał jakoś oddzielić od tego tłumu, który szaleje na ulicach Warszawy, to niczego nie zmienia - bredziła.

Zresztą nie ona jedna. Zawsze można liczyć również na prowadzącego poranek w TVN24 Jarosława Kuźniara.



Minęły już ponad 24 godziny od zakończenia Marszu Niepodległości, a nadal trudno ocenić co bardziej wzburzyło salon: spalenie budki przed rosyjską ambasadą, czy tęczy na Placu Zbawiciela. Agnieszka Gozdyra, dziennikarka telewizji "Polsat", i jak sama podkreśla, warszawianka wybrała, chyba to drugie.



Jak tweetował publicysta Stanisław Janecki, chyba nie ona jedna.



Wczoraj chwilowym newsem było ogłoszenie przez dziennikarkę Elizę Michalik: "Koniec z faszystami w moich programach". Odpowiedział jej publicysta Marek Magierowski.



Nie wszyscy jednak poddali się temu szaleństwu. Znany podróżnik Wojciech Cejrowski jednoznacznie wskazał winnych zadymy przez rosyjską ambasadą.

"Każdy Polak ma konstytucyjne prawo nie lubić Ruskich i głośno o tym mówić ile tylko mu się podoba. Każdy Polak ma konstytucyjne prawo obrzucać ruską ambasadę (nie ludzi, tylko posesję) wszystkim, czym tylko chce, a policja ma obowiązek skutecznie bronić placówki dyplomatycznej nawet tak wrogiego państwa, jakim jest Rosja" - napisał na Facebooku Cejrowski. - "Na tym polega ta gra w demokrację. To policja jest winna, że nie obroniła ambasady, a nie obywatele, którzy mają konstytucyjne prawo ambasadę obrzucać".

I na koniec wpis z Twittera publicysty Rafała Ziemkiewicza. Nie wymagający żadnego komentarza!