Wyćwiczona w medialnych sztuczkach Platforma Obywatelska boi się referendum ws. obowiązku szkolnego dla 6-latków. Jutro w Sejmie ma się odbyć debata na ten temat. Dziś jednak premier zorganizował rządową konferencję "Forum dla rodziny". Ma ona „przykryć” jutrzejszą dyskusję.
 
Na rządowe spotkanie oczywiście nie zostali zaproszeni inicjatorzy akcji „Ratuj maluchy”. Przypomnijmy, że pod obywatelską inicjatywą ws. organizacji referendum podpisało się ponad milion Polaków.

Wcześniej marszałek Sejmu Ewa Kopacz w ostatniej chwili zdjęła z porządku obrad głosowanie referendum ws. obowiązku szkolnego dla 6-latków. Zrobiła to na wniosek rządzącej PO. - Nikt nikomu nie obiecywał, że na tym posiedzeniu Sejm zakończy prace nad obywatelskim wnioskiem o przeprowadzenie referendum - powiedziała marszałek Sejmu.

Inicjatorzy akcji Ratuj Maluchy wystosowali list otwarty do premiera. Przedstawiamy fragment listu:
 
Szanowny Panie Premierze, nie spotkał się na poważną rozmowę z rodzicami o obniżeniu wieku szkolnego ani Pan, ani żaden z Pańskich ministrów. Ustawa obywatelska, w której proponujemy powrót do obowiązku szkolnego dla siedmiolatków i subwencję na przedszkola, tkwi w sejmowej zamrażarce – pisze w liście otwartym do Donalda Tuska pełnomocnik Wniosku o Referendum Edukacyjne „Ratuj Maluchy i starsze dzieci też”.

Główny wysiłek Pańskiego rządu, poza propagandą, jest kierowany na spacyfikowanie protestu rodziców. Ani razu nie spotkał się z nami na poważną rozmowę o obniżeniu wieku szkolnego ani Pan ani żaden z Pańskich ministrów. Ustawa obywatelska, w której proponujemy powrót do obowiązku siedmiolatków i subwencję na przedszkola, podpisana przez 350 tysięcy obywateli, tkwi w sejmowej zamrażarce. W tym roku złożyliśmy w sejmie wniosek o referendum.

Głosowanie nad Wnioskiem o referendum podpisanym przez milion osób, w ostatniej chwili zdjęli Państwo z porządku obrad. Nie wierzy Pan już nie tylko obywatelom, którzy mogliby podjąć w referendum niesłuszną decyzję, ale nawet Wysokiej Izbie odmawia Pan prawa wyboru w głosowaniu sejmowym. A może chodzi o to, że rodzice od miesięcy wykonują ciężką pracę odwiedzając posłów w okręgach, dzwoniąc i wysyłając tysiące maili i mogli przekonać zbyt wielu?

Dziś organizuje Pan w KPRM wielką konferencję poświęconą polityce prorodzinnej. Zapewne zadba Pan o to, żeby została otoczona pochwałami za „przełom" w walce z niżem demograficznym i „otwarcie na debatę" o problemach rodzin. Jaka szkoda, że środowiska rodzicielskie musiały czekać na taki gest sześć lat, do momentu gdy będzie potrzebna zasłona dymna dla milionowego protestu rodziców, który znalazł się w sejmie i nie bardzo wiadomo jak go schować. W ogłoszonym przez Pana „Roku rodziny", miliony rodziców, chcą przed Pańską reformą ratować własne dzieci. Nie wszystkim uda się wyjechać do Irlandii. Ci co zostaną na pewno będą stawiać dalszy opór do momentu, gdy ktoś na górze zrozumie, że ich protest nie ma nic wspólnego z polityką i zasiądzie z nimi do rozmów. Panie premierze: polityka prorodzinna zaczyna się od szacunku do rodziców.