Wezmę udział w referendum. Hanna Gronkiewicz-Waltz ignoruje kulturę

  

Za prezydentury śp. Lecha Kaczyńskiego w teatrach grano sztuki, które krytykowały postawę konserwatywną, a teraz sztuk nieprzychylnych wartościom liberalnym nie ma, bo zwyczajnie nikt nie dostałby na nie pieniędzy. Można więc powiedzieć, że mamy do czynienia z cenzurą – mówi Redbad Klijnstra, aktor i reżyser, w rozmowie z Magdaleną Michalską.

Czy wybiera się Pan na referendum w sprawie odwołania obecnej prezydent Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz?
Tak. A wymaga to ode mnie sporo wysiłku, ponieważ w związku ze swoimi zajęciami będę musiał specjalnie wcześniej wrócić z Krakowa, a zaraz potem – wyjechać do Wrocławia. Jednak mimo to specjalnie pofatyguję się do stolicy, aby oddać swój głos w referendum.

Jest ono aż tak ważne?
Tak. To taki istotny sygnał dla obecnych władz Warszawy, z prezydent Hanną Gronkiewicz-Waltz na czele, że to, jak w tej chwili jest zarządzana stolica, jest niewłaściwe. I zdecydowanie nie takie, jakie powinno być w normalnym kraju. Przykładowo kultura i sztuka, czyli te dziedziny, z którymi łączy się moje życie zawodowe, są zupełnie ignorowane. Obcina się budżety teatrom i innym instytucjom kulturalnym. Wiele rzeczy związanych z Euro 2012 zostało sfinansowanych z pieniędzy zabranych warszawskim teatrom. O tym w ogóle się nie mówi. Wielu dyrektorów dowiedziało się zupełnie niespodziewanie, że pieniędzy nie będzie; niektórzy z nich mieli już podpisane kontrakty z wybitnymi reżyserami, także z zagranicy. Te umowy trzeba było na gwałt anulować. To zresztą była kropla, która przelała czarę goryczy. To dlatego wielu artystów sympatyzującymi z bardzo różnymi opcjami politycznymi popiera ideę referendum.
Ale to wcale nie oznacza, że wcześniej sytuacja wyglądała kolorowo. Od objęcia władzy przez Gronkiewicz-Waltz z roku na rok było mniej pieniędzy na sztukę. Zupełnie inaczej było za czasów śp. Lecha Kaczyńskiego. Wówczas sytuacja teatrów się poprawiła. Inaczej podchodzono także do treści sztuk. Owszem, czasem radni PiS dawali znać, że jakaś sztuka im się nie podoba, ale nie było to bezpośrednio powiązane z finansowaniem. Inaczej mówiąc, za śp. Lecha Kaczyńskiego były sztuki, które krytykowały postawę konserwatywną, a teraz sztuk nieprzychylnych wartościom liberalnym czy Platformie Obywatelskiej nie ma, bo zwyczajnie nikt nie dostałby na nie pieniędzy. Chociaż jest wielu reżyserów czy aktorów, którym rządy PO się nie podobają. Można więc powiedzieć, że mamy do czynienia z cenzurą.
Warto także zaznaczyć, że w sytuacji, w której dostęp do kultury jest zmniejszany, ludzie siedzą w domach i są narażeni na promieniowanie mediów komercyjnych. Czyli oddają się czystej rozrywce. Niekonfrontowani z trudniejszymi zagadnieniami, które często są przecież poruszane w sztuce, przestają wyłapywać np. elementy manipulacji.

Hanna Gronkiewicz-Waltz wykończyła tylko teatry?
Inne instytucje, np. Muzeum Historii Żydów Polskich, są również w fatalnej sytuacji. W ogóle prezydent Gronkiewicz-Waltz traktuje stolicę jak prywatny folwark. Nie ogłasza konkursów na poszczególne stanowiska; dopiero teraz odbył się jeden taki konkurs, wymuszony presją związaną z referendum. Wiemy też wszyscy, kto jest dyrektorem Muzeum Historii Żydów Polskich. Ta osoba z pewnością nie powinna zarządzać taką placówką; wcześniej zajmowała się budową Stadionu Narodowego.

Czy Warszawa bardzo różni się od innych stolic europejskich, które Pan poznał?
Niestety tak. Spójrzmy chociażby na siatkę ścieżek rowerowych, które w Warszawie prowadzą znikąd donikąd. Nie myśli się o mieście jako o całości. Nie ma ładu przestrzennego, brakuje planów zagospodarowania, które byłyby przyjazne dla człowieka, dla mieszkańca. Wygląda na to, że w tej chwili Warszawa jest przyjazna jedynie dla wielkiego biznesu. I nie można używać jako wymówki tego, że Warszawa jest duża, bo zdecydowanie większy od niej Nowy Jork jest miastem przyjaznym dla pieszego czy rowerzysty. A u nas rządzą biznesmeni w wielkich samochodach.
Za karygodne uważam także, że nie ma wsparcia dla rozwijania się małych i średnich przedsiębiorców. Ta grupa, która w każdym normalnym kraju pełni funkcję głównego stabilizatora, a zarazem głównego krytyka władzy, jest wręcz tępiona. Wystarczy spojrzeć, co dzieje się ze wszystkimi sklepikami wzdłuż budowanej linii metra. Dla właścicieli wielu z nich taka przymusowa rezygnacja oznacza utratę dorobku życia. Nie dostali żadnej pomocy. Co więcej, wielu z nich nie powróci tu po ukończeniu budowy, ponieważ podniesiono czynsze. U nas urzędy są przyjazne jedynie wielkim biznesom.

Media donoszą, że wiele wskazuje, iż w wypadku odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz premier uczyni komisarzem miasta… Hannę Gronkiewicz Waltz.
Jeżeli tak się stanie, to będzie to oznaczało, że premier rozpoczął polityczną grę z mieszkańcami Warszawy, że stawia ich po tej samej stronie, po której stawia PiS, i że w swojej paranoicznej wizji zaczął uważać, iż mieszkańcy stolicy zwyczajnie chcą mu zrobić na złość. Jeśli premier tak zrobi, to będzie rękawica rzucona warszawiakom. A warszawiacy – jak wiemy z historii – są tolerancyjni, ale na pewnym etapie kończy im się cierpliwość. Jeśli więc premier nie weźmie na poważnie wysiłku włożonego w to, by mieszkańcy mogli się wypowiedzieć i demokratycznie dać wyraz swojemu niezadowoleniu, jeśli zdezawuuje demokratyczne narzędzie, jakim jest referendum, i pokaże, że i tak on tu rządzi, to warszawiacy wyciągną wnioski. I zaczną się zastanawiać, jakimi innymi metodami można coś zmienić w sytuacji, w której demokracja nie działa.

Zobacz kto jeszcze idzie zagłosować w referendum

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: Gazeta Polska


Wczytuję komentarze...

Podano datę sekcji zwłok pilota

zdjęcie ilustracyjne / Erik Coekelberghs CC BY-SA 3.0

  

Na wtorek planowana jest sekcja zwłok 58-letniego Ralfa Burescha, pilota Jaka-52, który zginął w sobotę podczas Pikniku Lotniczego w Płocku (Mazowieckie), gdy jego samolot, z nieustalonych na razie przyczyn, spadł do Wisły. Sekcja odbędzie się w ramach śledztwa płockiej Prokuratury Rejonowej.

W sobotę podczas Pikniku Lotniczego w Płocku samolot Jak-52, wykonując korkociąg podczas przelotu nad Wisłą, rozbił się na rzece - pilot maszyny, obywatel Niemiec, zginął na miejscu. Pokazy Lotnicze, planowane wcześniej do niedzieli, zostały przerwane decyzją Urzędu Lotnictwa Cywilnego (ULC). Okoliczności wypadku, oprócz prokuratury, wyjaśnia też Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.

- Śledztwo formalnie zostanie wszczęte dzisiaj w sprawie wypadku komunikacyjnego w ruchu powietrznym ze skutkiem śmiertelnym, czyli o czyn z art. 177 par. 2 Kodeksu karnego – powiedział w dziś prokurator rejonowy w Płocku Norbert Pęcherzewski. Jak dodał „sekcja zwłok pilota zaplanowana jest na jutro”.

Szef płockiej Prokuratury Rejonowej przyznał, że ze wstępnych oględzin zwłok wynika, iż „pilot musiał ponieść śmierć na miejscu, w trakcie uderzenia samolotu w wodę”. - Obrażenia były tego rodzaju, że bezcelową czyniły jakąkolwiek reanimację, tym bardziej, że ciało pilota przebywało bardzo długo pod wodą – podkreślił prokurator Pęcherzewski.

Zaznaczył, iż w związku z wypadkiem samolotu Jak-52 „czynności procesowe w niezbędnym zakresie, w ramach procedury polegającej na zabezpieczaniu dowodów, jeszcze przed formalnym wszczęciem postępowania, były wykonywane pod nadzorem prokuratorów przez ostatnie dwa dni”, czyli w sobotę i w niedzielę. Wyjaśnił, iż wspólnie z przedstawicielami Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych (PKBWL) dokonano m.in. oględzin miejsca zdarzenia oraz wraku samolotu, który został wydobyty z Wisły.

- Mamy zabezpieczoną kartę pamięci z kamery, która była w kabinie pilota – powiedział prokurator Pęcherzewski. Dodał, iż w ramach rutynowych czynności zabezpieczono także dokumentację, w tym dotyczącą organizacji płockiego Pikniku Lotniczego i lotów oraz dokumentację pilota Jaka-52, a także próbkę paliwa, którym tankowany był samolot. - Próbka ta będzie przekazana biegłemu celem przeprowadzenia badań jakościowych. To jest kwestia rutynowych działań, żeby sprawdzić każdy element, który mógł mieć wpływ, choćby teoretycznie, na przebieg zdarzenia - wyjaśnił.

Prokurator Pęcherzewski przyznał, że w ramach badania przyczyn wypadku Jaka-52 płocka Prokuratura Rejonowa jest gotowa do współpracy z organami śledczymi Niemiec, jeżeli będą one tym zainteresowane. - Jeżeli tamtejsze organa zwrócą się do nas o jakieś dokumenty, to oczywiście będziemy współpracowali. To są rutynowe procedury – oświadczył.

To drugi wypadek podczas Pikniku Lotniczego w Płocku. W 2011 r., w trakcie 5. edycji tej imprezy, na Wiśle rozbił się samolot akrobacyjny Christen Eagle II N54CE pilotowany przez kpt. Marka Szufę – pilot zginął na miejscu. Prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące tego wypadku ustalając, że bezpośrednią jego przyczyną był błąd pilota. Nie stwierdzono błędów przy organizacji i zabezpieczeniu lotów.
 

Wczytuję ocenę...

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

Źródło: PAP, niezalezna.pl

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl