- To wszystko pachnie białoruskimi standardami - mówi w rozmowie z portalem niezalezna.pl prof. Piotr Gliński komentując decyzję władz Uniwersytetu Warszawskiego o zakazie organizacji debaty na uczelni przed niedzielnym referendum. Nie tylko decyzja, ale również treść oświadczenia rzecznik prasowej UW wzbudziła sporo kontrowersji.

Piotr Gliński zaprosił prezydent Warszawy Hannę Gronkiewicz-Waltz do debaty o stolicy i rozmowy o propozycjach dotyczących funkcjonowania miasta . Według wstępnych ustaleń debata miała się odbyć w jednej z sal Uniwersytetu Warszawskiego, a z inicjatywą jej organizacji wystąpili sami studenci.

Na propozycję debaty błyskawicznie zareagowały władze uczelni wydając kuriozalne oświadczenie i zapewniając, że debaty na UW nie będzie.

- Jeśli więc ktoś, dziś na taką debatę zaprosił, to zdecydowanie się pospieszył. Poza tym jest niezrozumiałe, jak można wystosowywać takie zaproszenia bez porozumienia z gospodarzem tego miejsca, czyli społecznością akademicką reprezentowaną przez władze uczelni. Nie zaprasza się gości nie do siebie – napisała w wydanym wczoraj oświadczeniu Anna Korzekwa, rzecznik prasowy Uniwersytetu Warszawskiego.

Dzisiaj pojawiła się aktualizacja oświadczenia: „Wczoraj w godzinach popołudniowych zapadła decyzja, że debata się nie odbędzie”.

- Jeżeli na debatę zapraszają organizacje studenckie i to one są organizatorami, to powinny mieć do tego prawo. Tak jak mówiłem dzisiaj na konferencji prasowej, to wszystko pachnie białoruskimi standardami. Trudno to w ogóle komentować. Uniwersytet to esencja wolności i niezależności. Jest on zarządzany przez społeczność uniwersytecką, której nie ma bez studentów. Wszystkie działania na uniwersytecie powinny być dopuszczone oprócz tych, których zabrania Konstytucja. Nie powinno być tam oczywiście dyskusji i umożliwiania zabierania głosu przez ludzi o poglądach faszystowskich i komunistycznych, jednak innego rodzaju debaty jak najbardziej powinny tam mieć miejsce. Wielokrotnie byłem świadkiem, gdy na uniwersytetach zagranicznych gościli politycy i mężowie stanu. Taki jest właśnie standard światowy. Jeżeli w oficjalnym stanowisku władz polskiego uniwersytetu padają słowa „Nie zaprasza się gości nie do siebie”, świadczy to o tym, że studenci na uniwersytetach nie są u siebie i dużo jeszcze musimy w Polsce zmienić – tłumaczy w rozmowie z portalem niezalezna.pl prof. Piotr Gliński.

Prof. Gliński ujawnia, że nie jest to pierwszy przypadek, gdy jego środowisku odmawia się wynajęcia sali, w której miałaby odbyć się debata.

- Chciałbym też podkreślić, że to wpisuje się w cały proces utrudniania życia obywatelom, którzy także przecież działają w różnych partiach. Jeżeli te partie są legalne, to nie widzę powodu, żeby odmawiać im wynajmowania sal. Podobna sytuacja przydarzyła w Polskiej Akademii Nauk - moim miejscu pracy, gdzie również uniemożliwiono nam wynajęcie sali na debatę. Wówczas wiceprezes PAN w sposób nieformalny próbowała wpłynąć, żebym zrezygnował z wynajmu sali. Jeszcze raz podkreślam, tego typu działania są sprzeczne z przyjętymi na świecie standardami demokracji – dodaje prof. Piotr Gliński.