Nowe unijne prawa „specjalne” dla LGBT. Tym razem chodzi o... dzieci. „Jeśli Polska się nie zgodzi, to...”

Co jakiś czas, Komisja Europejska podgrzewa atmosferę na arenie międzynarodowej tematem LGBT. Bruksela wpadła teraz na pomysł poprawy losu dzieci par jednopłciowych, które... "przeprowadzają się do takich krajów jak Polska". Pomoc ta miałaby odbywać się w ramach "unijnego poświadczenia rodzicielstwa". Niestety, bądź stety, projekt ten wymaga jednomyślności 27 państw członkowskich UE.

Jan Sroda/Gazeta Polska

Bruksela przedłożyła dziś projekt reformy, która ma na celu ułatwienie ochrony praw dzieci „w sytuacjach ponadgranicznych” (tylko tej dziedziny dotyczą uprawnienia instytucji UE) - czyli w państwach członkowskich różnych od krajów UE, gdzie akta stanu cywilnego pierwotnie poświadczyły relację dziecko-rodzic.

O co tak naprawdę chodzi?

"Wszystkie dzieci powinny mieć takie same prawa niezależnie od tego, w jaki sposób zostały poczęte lub narodzone i w jakiej rodzinie dorastają. Nasz wniosek ma zagwarantować, by prawa podstawowe dzieci nie były zagrożone w sytuacjach transgranicznych w UE"

- tłumaczył Didier Reynders, komisarz unijny ds. sprawiedliwości.

Eurokomisarz przekonywał przy tym, że projekt Komisji Europejskiej nie zmierza do zmiany definicji rodziny w poszczególnych państwach UE, co zgodnie z unijnymi traktatami jest uprawnieniem każdego z tych państw. Z doświadczenia wiadomo jednak, że zdarza się, iż Unia narzuca pewne swoje standardy, nie do końca zwracając uwagi na obowiązujące traktaty.

"Chodzi wyłącznie o prawa dziecka. Jeśli rodzicielstwo jest uznawane w jednym państwie UE, musi istnieć możliwość takiego samego uznania we wszystkich pozostałych krajach Unii"

- mówił dalej.

Argumentowano, że celem przedsięwzięcia jest m.in. jednoznaczne objęcie dziecka z rodziny jednopłciowej prawnie uznawanej we Francji – po przykładowo jej przeprowadzce do Polski – zwykłymi polskimi zasadami dziedziczenia po obu rodzicach, obowiązkiem alimentacyjnym, prawem szkolnym, prawem do pieczy dla obu matek (lub obu ojców), w tym ich prawem do reprezentowania interesów niedorosłego potomka. Te prawa miałyby wynikać z prawa unijnego, ale dodatkowo – na życzenie każdej rodziny – mogłyby być certyfikowane „unijnym poświadczeniem rodzicielstwa” respektowanym w całej Unii Europejskiej.

"Dziecko jest zawsze dzieckiem. Z całego serca popieram ten wniosek, który stawia dzieci w centrum uwagi i stanowi krok we właściwym kierunku do równości dla wszystkich!"

- tak brzmiał komentarz holenderskiej europosłanki Cathariny Rinzemy z frakcji „Odnowić Europę” z zespołu ds. praw dziecka.

Co jeśli Polska nie wyrazi zgody?

Teoretycznie, wspólne przepisy dotyczące rodziny wymagają w Unii Europejskiej jednomyślnej zgody 27 państw UE. To oznacza, że co najmniej część dzisiejszej propozycji może być wetowana. 

Oczywiście, Bruksela wzięła pod uwagę użycie prawa weta przez kilka krajów - w tym Polskę czy Włochy. Konstytucja RP dopuszcza możliwość zawarcie związków małżeńskich jedynie przez kobietę i mężczyznę. Takie są też filary rodziny. KE, aby przechytrzyć "sprzeciw" m.in. Warszawy, rozważa opcję tzw. „wzmocnionej współpracy”, do której potrzeba co najmniej dziewięciu krajów Unii chętnych do pogłębiania integracji w mniejszym gronie, do którego w przyszłości mogą dołączać kolejne państwa UE. Sprytne?

"Jeśli nie uda się przekonać wszystkich 27 państw Unii, to zobaczymy, czy są możliwości, by pójść dalej ze „wzmocnioną współpracą”. Ale jestem pewien, że będziemy w stanie przedyskutować nasz projekt z poszczególnymi państwami, wyjaśniając im, że nie chodzi nam o zmianę definicji rodziny i adopcji"

- mówił pełen nadziei Didier Reynders.

Zapraszamy do wzięcia udziału w naszej sondzie!

 


SONDA
Wczytuję sondę...


Źródło: niezalezna.pl, dw.com

 

#LGBT #Unia Europejska #rodzina #dzieci #Rodzina bez granic

Anna Zyzek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo