Gwałtowny spadek pozycji Niemiec w Europie. "Powinny rozliczyć się z błędnej polityki wobec Rosji"

- Skutkiem rosyjskiej inwazji może być koniec układu sił w Unii Europejskiej, gdzie o jej polityce decydowała tzw. stara Europa - mówi Anna Kwiatkowska, szefowa Zespołu Niemiec i Europy Północnej w warszawskim Ośrodku Studiów Wschodnich.

Kremlin.ru, CC BY 4.0 <https://creativecommons.org/licenses/by/4.0>, via Wikimedia Commons

"Wojna na Ukrainie spowodowała przesunięcie punktu ciężkości Unii na Wschód. Zwłaszcza Polska, dzięki wyjątkowej reakcji, zyskała na znaczeniu. Nasze bezprecedensowe zaangażowanie w pomoc Ukrainie – na każdym poziomie, od politycznego przez militarny aż po humanitarny – wywindowało nasze znaczenie w wymiarze politycznym, jak i w sferze bezpieczeństwa"

- mówi Kwiatkowska.

"Równolegle jesteśmy świadkami gwałtownego spadku pozycji Niemiec, które płacą rachunek za uzależnienie od rosyjskich surowców energetycznych, nieracjonalne porzucenie atomu i wynikający z tego kryzys energetyczny. Jednym ze skutków rosyjskiej agresji na Ukrainę z 24 lutego może być zatem koniec lub co najmniej początek końca dotychczasowego układu politycznego w Unii; koniec status quo, w którym dominującą rolę w kształtowaniu polityki odgrywały państwa tzw. starej Europy. Co to oznacza dla Niemiec? Odpowiedź wydaje się dość prosta: jeśli chcą zachować pozycję pierwszoligowego gracza na kontynencie powinny - we własnym interesie - szukać porozumienia i strategicznego sojuszu z Polską. A Polska, by wejść do pierwszej ligi, powinna postawić na współpracę z Niemcami"

- tłumaczy ekspertka.

Zwraca jednak uwagę, że analiza dotychczasowych działań i wypowiedzi kanclerza Olafa Scholza wskazuje na to, że on i jego ekipa wybierają raczej metodę "ucieczki do przodu".

"Wydaje się, że Berlin chce prawnego przemodelowania układu sił w UE tak, by ugruntować swoje przewagi. Stąd postulaty likwidacji jednomyślności w niektórych głosowaniach w Radzie UE pod pretekstem zwiększenia decyzyjności Unii i uzależnianie od tego ewentualnego rozszerzenia Wspólnoty"

- wskazuje analityczka Ośrodka Studiów Wschodnich.

"Niemcy proponują nie tylko zmiany w sposobie zarządzania Unią, ale także, znowu w formie ucieczki do przodu, swoją kandydaturę, jako siły przywódczej Wspólnoty, także w sprawach militarnych. Oczekiwania sojuszników są jednak inne. Przynajmniej na początek Niemcy powinni rozliczyć się dogłębnie ze swojej błędnej polityki wobec Rosji, nie zwlekać z dostawami ciężkiego uzbrojenia dla Ukrainy, część elit politycznych i biznesowych powinna skończyć z niecierpliwym wyczekiwaniem na koniec wojny i normalizację stosunków z Federacją Rosyjską. Nota bene, w Rosji pozostało prawdopodobnie 80 proc. małych i średnich niemieckich przedsiębiorstw, które były tam obecne przed 24 lutego"

- podkreśla Kwiatkowska.

Wskazuje, że gdyby Niemcy zdecydowały się na wspomniane działania, to miałyby szansę na odzyskanie wiarygodności, bo bez tego nie ma mowy o jakimkolwiek przywództwie.

"Zadziwia też powszechne przekonanie niemieckich polityków, że nie stało się nic tak wielkiego, czego nie można byłoby naprawić przy pomocy dotychczasowej polityki z większymi lub mniejszymi modyfikacjami. Na poważne korekty szykują się jedynie Zieloni. W reszcie partii trwają wciąż przepychanki i debaty - ile powinno być kontynuacji, a ile zmiany"

- mówi ekspertka.

Jej zdaniem, Niemcy nadal nie zdają sobie sprawy z głębokości rys na wizerunku ich kraju w związku z rosyjską inwazją oraz z przebiegiem wojny.

Nadal uważają najwyraźniej, że opinie o kompromitacji ich dotychczasowej polityki wobec Rosji, polegającej na uzależnianiu się od dyktatury oraz oburzenie z powodu ich początkowo kunktatorskiej reakcji na inwazję i nieadekwatnego do ich potencjału wsparcia dla Ukrainy to jedynie chwilowe zachwianie koniunktury politycznej. Tymczasem przed nimi znacznie poważniejsze zadanie; straciwszy jeden ze środków budujących przewagę konkurencyjną - tanie surowce z Rosji - Niemcy walczą o utrzymanie pozycji gospodarczego mocarstwa. Stąd przywiązanie do specjalnych relacji z Chinami. Choć w niemieckim rządzie nie ma jednak zgody co do polityki wobec Chin. Jedni ostrzegają przed "strategiczną zależnością" inni, parafrazując Merkel, twierdzą, że Berlin i Pekin są na siebie skazani i nęcą Państwo Środka udziałami w terminalu kontenerowym portu w Hamburgu, czy fabryką mikroprocesorów. Na razie przeważa forsowanie idei dywersyfikacji zamiast decouplingu w relacjach gospodarczych z Chinami"

- zaznacza Anna Kwiatkowska.

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

 

wg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo