Minister Piotr Gliński dla „GPC”: Niemiecka gra na zwłokę

Postawa sprzedającego wynikała z niemieckiego prawa, które, niezależnie od tego, jaka była historia dzieła sztuki, czy było ono skradzione, zrabowane w czasie II wojny światowej, czy wywiezione nielegalnie za granicę, jeśli zostało sprzedane na publicznej aukcji, staje się własnością kupującego, a roszczenie o zwrot upływa po 30 latach – powiedział dla „Gazety Polskiej Codziennie” wicepremier, minister kultury Piotr Gliński

Piotr Gliński
Aleksiej Witwicki | GAZETA POLSKA

Światem kultury wstrząsnęła informacja o licytacji w Niemczech obrazu „Kompozycja” Wassilego Kandinskiego. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Ambasada RP w Berlinie informowały dom aukcyjny Grisebach, że dzieło zostało skradzione z wystawy w Muzeum Narodowym w Warszawie. Protestowało też przeciwko wystawieniu go na aukcji. Ale czy polski rząd kontaktował się w tej skandalicznej sprawie z rządem niemieckim i tamtejszym ministerstwem kultury? Jakie konkretnie kroki zostały podjęte?
Działania restytucyjne zawsze są dostosowywane do konkretnego, indywidualnego przypadku. Akwarela Kandinskiego znajdowała się w rękach osoby prywatnej, a nie instytucji państwowej. Dlatego główne kroki były adresowane do domu aukcyjnego Grisebach i miały na celu skuteczne poinformowanie, że wystawione przez nich na sprzedaż dzieło pochodzi z kradzieży. Przekazaliśmy dokumenty potwierdzające pochodzenie akwareli oraz prośbę o wycofanie obiektu z aukcji. To standardowa i niemal w 100 proc. przypadków skuteczna procedura, w ostatnich dniach podobne działania były podejmowane w stosunku do kilku innych aukcji – z sukcesem. Domy aukcyjne, których działalność opiera się w dużej mierze na reputacji i zaufaniu klientów, zwykle reagują na takie wnioski w odpowiedni sposób. Takie działania zostały podjęte także w tym przypadku.

Pracownicy MKiDN we współpracy z Muzeum Narodowym w Warszawie zgromadzili niezbędną dokumentację i przekazali ją do domu aukcyjnego. Akwarela była zarejestrowana w wykazie zabytków skradzionych lub nielegalnie wywiezionych za granicę. Niezwłocznie wysłaliśmy także zgłoszenie do niemieckiego punktu kontaktowego za pośrednictwem systemu wymiany informacji na europejskim rynku wewnętrznym IMI oraz uruchomiliśmy reprezentującą nas w Niemczech kancelarię prawną.

Po odmowie wstrzymania aukcji zwróciliśmy się o wsparcie do naszej ambasady w Berlinie. To również standardowa procedura w takim przypadku, zgodna z najlepszymi praktykami. MSZ i MKiDN współpracują w tym zakresie i niejednokrotnie nasze zagraniczne placówki zaangażowane są w działania restytucyjne, ale włączane są w ten proces w chwili, kiedy sytuacja tego wymaga. Tak też było w tej sprawie. Polscy dyplomaci udali się do domu aukcyjnego, aby interweniować osobiście. Ostatecznie, w związku ze skandaliczną postawą domu aukcyjnego, podjęliśmy decyzję o poinformowaniu opinii publicznej. Tak jak podkreślałem we wcześniejszych wypowiedziach, wystawianie na sprzedaż dzieła ordynarnie skradzionego ze ściany dużego europejskiego muzeum, publikowanego jako poszukiwane w międzynarodowych periodykach już w 1985 r., nie powinno mieć miejsca i powinno zostać jednoznacznie potępione. Tym razem było to dzieło skradzione z Warszawy, ale równie dobrze taki proceder może dotknąć każdego muzeum z każdego kraju.

Nagłośnienie sprawy oraz wywołanie, nie tylko w Polsce, słusznej dyskusji na temat etycznych aspektów tej aukcji przyniosło efekt. Dom aukcyjny wstrzymał wykonanie transakcji, a my działamy dalej, aby obraz wrócił tam, gdzie jego miejsce, czyli do Muzeum Narodowego w Warszawie.

Jaka była reakcja strony niemieckiej na interwencję polskiego rządu, zanim dom aukcyjny zdecydował o wstrzymaniu transakcji?
Warto zauważyć, że początkowo, po otrzymaniu informacji od pracowników MKiDN, iż akwarela Kandinskiego została skradziona z Muzeum Narodowego w Warszawie, dom aukcyjny Grisebach przekazał zarówno fotografie, jak i informacje o proweniencji obiektu. Nie odpowiadał jednak na prośbę o wycofanie akwareli z aukcji. Dopiero w dniu licytacji, kilka godzin przed planowaną sprzedażą, przekazał, że obraz został zakupiony w 1988 r. w Niemczech, w ich opinii w dobrej wierze, i nie zostanie wycofany z aukcji.

Jakie kroki prawne planują polskie rząd i ministerstwo w tej konkretnej sprawie oraz na przyszłość, by zapobiec tego typu skandalicznym sytuacjom? Czy mamy w ogóle jakieś pole manewru?
Niezwykle istotny w tej sprawie jest fakt, że taka postawa sprzedającego wynikała z niemieckiego prawa, które, niezależnie od tego, jaka była historia dzieła sztuki, czy było ono skradzione, zrabowane w czasie II wojny światowej, czy wywiezione nielegalnie za granicę, jeśli zostało sprzedane na publicznej aukcji, staje się własnością kupującego, a roszczenie o zwrot upływa po 30 latach. Nawet jeżeli i kupujący, i sprzedający mieli tego świadomość, pozostawali w tzw. złej wierze, i nawet wtedy, jeżeli na odwrocie obiektu znajdują się pieczątki muzealne niepozostawiające wątpliwości, skąd pochodzi obiekt. Temat tego swoistego „przedawnienia” jest przez nas od dawna podejmowany w rozmowach z niemieckim rządem. Nawet w najnowszej niemieckiej umowie koalicyjnej znalazł się zapis o zamiarach usprawnienia kwestii restytucji zrabowanych dzieł sztuki poprzez m.in. zniesienie tej instytucji, ale na razie Niemcy w tym zakresie trwają przy zapisie, który pozostaje w sprzeczności zarówno z podstawowymi wartościami europejskimi, jak i elementarnym poczuciem przyzwoitości. My ze swojej strony analizujemy, jakie mamy możliwości w świetle prawa, i podejmiemy wszelkie kroki, aby obraz odzyskać.

Cały wywiad z wicepremierem w dzisiejszej "Gazecie Polskiej Codziennie"

 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

#Gazeta Polska Codziennie

Sylwia Krasnodębska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo