Zależy nam na ekwiwalencie społecznym. Wskaźniki efektywności PFN - WYWIAD

- Polska Fundacja Narodowa nie potrzebuje uzasadnień, ponieważ broni się przedsięwzięciami kampanijnymi, które nigdy nie były realizowana na taką skalę. Kampanie prasowe docierają do 60 krajów świata, a ekwiwalent, który otrzymujemy, wynosi zasięgowo 1 650 000 000 odsłon. To efekt wskaźnikowy, ale najważniejsza jest zmiana negatywnych postaw i stereotypów – mówi "Gazecie Polskiej" dr Marcin Zarzecki, prezes Polskiej Fundacji Narodowej.

Maciej Biedrzycki/PFN

Peter Greenberg, amerykański detektyw podróżniczy, powiedział, że Polacy to naród, który „odbudował swoje życie i kraj w spektakularny sposób”. Jak to się stało, że po filmie „Poland: The Royal Tour” postanowił nagrać „Hidden: Poland” – drugi film o Polsce. Sam na to wpadł czy pomogła mu Polska Fundacja Narodowa?

,,Poland: The Royal Tour’’ to seria wyjątkowych filmów dokumentalnych przedstawiająca historię, kulturę i przyrodę najciekawszych państw świata. O atrakcyjności programu świadczy przede wszystkim jego autorska formuła – przewodnikiem oprowadzającym widza jest urzędujący szef państwa lub rządu. Poprzednie edycje ,,The Royal Tour” były zrealizowane m.in. w Izraelu, Meksyku i Jordanii. Organizacja planu zdjęciowego na terenie całego kraju, z udziałem urzędującego premiera, była olbrzymim wyzwaniem logistycznym i organizacyjnym. Zdjęcia realizowano w okresie wrzesień–listopad, dokonywała tego kilkudziesięcioosobowa amerykańska ekipa filmowa, w tym trzy zespoły operatorskie, mające do dyspozycji m.in. drony i śmigłowiec do zdjęć lotniczych z kamerą CINEFLEX. Uroczyste premiery filmu „Poland: The Royal Tour” odbyły się w Amerykańskiej Akademii Filmowej w Los Angeles, The Lyric Opera w Chicago i Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku. Od kwietnia 2019 roku film jest emitowany w telewizji PBS, amerykańskiej sieci 354 stacji tv. I na platformie streamingowej Amazon Prime Video. Do końca 2019 roku film obejrzało około 60 mln widzów. 

Film wciąż można oglądać na pokładzie dreamlinerów LOT-u na trasie Polska–USA. Odpowiadając na pani pytanie: nic dziwnego, że przygotowaliśmy z Peterem Greenbergiem drugi filmu o Polsce. „Hidden: Poland” opowiada o Polsce jako o destynacji turystycznej. Pokazuje niezwykłe zabytki, przyrodę czy kulinaria oraz to, że nasz kraj jest znakomity dla miłośników świadomej turystyki, a także dla fanów sportów ekstremalnych. Ten film również jest dystrybuowany na Amazon Prime Video. Użyczamy go przy projektach międzynarodowych, na przykład przy projekcie „Zwiastun”, w ramach którego Polska Fundacja Narodowa opiekuje się żołnierzami NATO z USA, Wielkiej Brytanii, Rumunii i Chorwacji.

Może jednak warto postarać się o dystrybucję polską? Seria „Hidden...” nawiązuje do odkrywania w danym kraju atrakcji nieodkrytych. Choć odnoszę wrażenie, że w tym przypadku chyba chodzi o odkrycie Polski w ogóle…

Tak, zapewne także dla audytorium polskiego. Przede wszystkim chodzi jednak o operowanie innym kodem kulturowym i ukazanie międzynarodowej publiczności Polski jako kraju wspaniałych ludzi, kraju bogatej i złożonej historii oraz atrakcyjnego dziedzictwa narodowego.

A pokazaniu kraju przez pryzmat historii służy Muzeum Ofiar Komunizmu w Waszyngtonie. Siedziba niemal sąsiaduje z Białym Domem. Pozycjonujemy się w oczach Amerykanów jako ofiary komunizmu? I to jeszcze chcąc trafić do młodych Amerykanów? Jaki to ma dziś, w XXI wieku, sens?

Ogromny. Mamy informacje, że to muzeum odwiedzane jest bardzo chętnie przez wycieczki szkolne, bo jest wpisane w indeks instytucji historycznych i kulturalnych amerykańskiego systemu edukacyjnego. Nie bez znaczenia jest fakt, że jest to przede wszystkim nowoczesne muzeum narracyjne, wyposażone w innowacyjne technologie multimedialne.

Muzeum w Waszyngtonie to wspólny projekt Węgier, Łotwy, Litwy, Estonii i Polski, jednak ekspozycja stała zawiera w 50 procentach elementy polskiej historii: wojny polsko-bolszewickiej, formowania podziemia antykomunistycznego, historię rotmistrza Pileckiego, ruch Solidarność. Muzeum Ofiar Komunizmu w Waszyngtonie pełni funkcję kulturotwórczą skierowaną właśnie do młodych Amerykanów, którzy poznają w ten sposób globalną rolę Polski w obaleniu komunizmu. W przestrzeni muzealnej odbywają się bardzo ważne wydarzenia, na przykład PFN z Biurem Programu Niepodległa zorganizowała prezentację filmu w technologii VR o bitwie 1920 roku w języku angielskim.

Ostatnio odznaczenie odbierała tu pani prezydentowa Zełenska. Jest to miejsce rozmów z przedstawicielami amerykańskich NGO’s, think thanków i grup lobbystycznych.

Mówimy o Stanach, ale na szczególną uwagę zasługują projekty wschodnie, jak otwarcie Muzeum Chrztu Litwy w centrum Wilna i Instytutu Polskiego Dziedzictwa Narodowego na Litwie. Brzmi to jak realizacji polityki prof. Lecha Kaczyńskiego, który stawiał na sojusz państw Międzymorza.

Do tych instytucji erygowanych przez PFN dodać należy powstanie jedynej europejskiej stacji badawczej na Kaukazie w Gruzji, uruchomionej 6 listopada tego roku. To projekty instytucjonalne. Ale są też punktowe, jak wsparcie rekonstrukcji barokowych organów, które znajdują się w klasztorze franciszkanów w Wilnie, nasze projekty w bazie NATO na Łotwie czy akcja Paczka na Kresy. 

Ogniskujemy naszą rozmowę wokół konkretnych projektów, ale jak konkretnie ocenić ich skuteczność? Jak ocenić, czy PFN spełnia swoją rolę? Czym zmierzyć skuteczność fundacji?

Taka instytucja jak PFN powinna być powołana kilka dekad temu i wtedy byłoby łatwiej mówić o wymiernych efektach. Ale to wielki sukces, że w ciągu kilku lat udało nam się powołać tyle wartościowych instytucji za granicą, które realizują konkretne cele i działania. Polska Fundacja Narodowa nie potrzebuje uzasadnień, ponieważ broni się przedsięwzięciami kampanijnymi, które nigdy nie były realizowana na taką skalę. Mamy sieć partnerów międzynarodowych, od USA po Wielką Brytanię, Francję, Belgię, Łotwę, Litwę, Estonię, Izrael czy Niemcy… Mamy wielu partnerów, którzy funkcjonują w ramach analogicznych think tanków, stowarzyszeń i fundacji jak PFN. Jesteśmy fundacją prywatną należącą do trzeciego sektora, organizacją non-profit. Nie zależy nam na ekwiwalencie finansowym. Nie po to zostaliśmy powołani. Zależy nam na ekwiwalencie społecznym – na dotarciu do jak największej liczby zagranicznych odbiorców. Filmy, o których mówiliśmy na wstępie: „Poland: The Royal Tour” oraz „Hidden: Poland”, dotarły do ponadstumilionowego audytorium na terenie Stanów Zjednoczonych! Kampanie prasowe docierają do 60 krajów świata, a ekwiwalent, który otrzymujemy, wynosi zasięgowo 1 650 000 000 odsłon. To efekt wskaźnikowy, ale najważniejsza jest zmiana negatywnych postaw i stereotypów. To wymaga jednak lat stałej, metodycznej pracy. Jeżeli w Tokio, na 14 zdobytych złotych medali, 9 zdobyli stypendyści programu PFN Team 100, to jest to chyba także bardzo wyrazisty wskaźnik tego sukcesu. Warto podkreślić, że nasz program sportowy, który trwa od 2017 roku, wspiera 250 sportowców w 59 dyscyplinach olimpijskich i paraolimpijskich rocznie. To największy program stypendialny w polskim sponsoringu sportów indywidualnych. Na jachcie „I love Poland”, na którym przeszkoliło się ponad tysiąc młodych polskich żeglarzy, zdobywamy nagrody na całym świecie i przynosimy triumfy Polsce. Na przykład Załoga I Love Poland wygrała w tym roku trofeum Caribbean Maxi Challenge. Wyniki I LOVE POLAND w RORC Caribbean 600 i St Maarten Heineken Regatta pozwoliły na wygranie prestiżowego trofeum IMA Caribbean Maxi Challenge! W podsumowaniu tego osiągnięcia Maxi IMA zwróciło uwagę na unikalność projektu Polskiej Fundacji Narodowej i wyjątkowo niski wiek załogi składającej się w 100 procentach z polskich żeglarzy i żeglarek.

Wskaźników efektywności PFN jest wiele. Wystarczy nie zamykać oczu. Jesteśmy transparentni. Jesteśmy aktywni w mediach społecznościowych, ale nie promujemy się w Polsce, ponieważ nie jest to nasz instytucjonalny cel. 

Ale fundacja nieraz była celem ataków i zarzucano jej właśnie brak tej transparentności w kwestiach finansów. „Wyborcza” nazwała PFN pralnią.

To sformułowania, na które odpowiadamy całą mocą prawną, wygrywając sprostowania z mediami. Działamy na mocy ustawy o fundacjach. Wszystkie sprawozdania z naszej działalności dostępne są na stronie internetowej PFN. Chyba niewiele fundacji może powiedzieć, że ich finanse są analizowane przez biegłego rewidenta z firmy należącej do piątki najlepiej ocenianych w Polsce według branżowego indeksu. Nasze działania odbywają się pod czujną analizą prawników. Nasz ekosystem fundacyjny jest o wiele bardziej klarowny i zgodny z kulturą prawną niż, przypuszczam, wielu innych organizacji. Krytyki mają charakter pozamerytoryczny i przede wszystkim polityczny. Patrząc na niektóre zapytania posłów czy senatorów widać, że nie spojrzeli nawet na dostępne w Internecie informacje, podchodząc do PFN z ustaloną a priori tezą.

Ale z pewnością nie spoczywa Pan na laurach. Jakie wyzwania stoją przed fundacją?

Chcemy instytucjonalizować coraz więcej przedsięwzięć, by miały charakter długotrwały, a nie krótkotrwały. Nasza współpraca z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i instytucjami kultury polskiej jest bardzo dobra. W ramach dyplomacji kulturalnej wiemy, że możemy i musimy wspierać kulturę. Nieustannie partycypujemy w produkcjach filmowych – „Chopin, nie boję się ciemności” zdobył nagrodę Czeskiej Telewizji na 59. Międzynarodowym Festiwalu Telewizyjnym „Złota Praga”.  Film dzięki naszym staraniom ma szeroką dystrybucję amerykańską. Staramy się o światową dystrybucję filmu „Prorok” Michała Konrada.

Wspieramy polsko-brytyjską produkcję w reż. Jamesa Marquanda o Krystynie Skarbek, którą gra córka Romana Polańskiego, Morgane Polański. W planach wiele świetnych produkcji, o których jeszcze mówić przedwcześnie nie należy. Nie sztuką jest stworzyć film jako produkt, gorzej jest ten film po prostu udostępnić jak najszerszemu audytorium. Na tym się koncentrujemy.

Stworzenie filmu bywa jednak i sztuką, bo zgodzi się Pan ze mną, że za długo czekamy na „Raport Pileckiego”, prawda?

„Raport Pileckiego” jest już po postprodukcji ze świetną muzyką Michała Lorenca i będzie wchodził wkrótce do kin. Chyba zgodzimy się, że oczekiwania społeczne dotyczące pierwszej fabuły na temat biografii rtm. Pileckiego są tak ogromne, że produkcja musiała powstawać z należytą starannością, estetyką i dążeniem do prawdziwego przedstawienia historii nieomal antycznego herosa walczącego z dwoma totalitaryzmami.

 

 



Źródło: Gazeta Polska

 

Sylwia Krasnodębska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo