Pozłacana rewolucja

Dni mijają, robi się chłodniej, a że, zanim pojawiły się dostawy węgla, sam prezes PiS mówił, iż w tym sezonie grzać trzeba tym, co się będzie miało pod ręką, opozycja wciąż grzeje temat jego wypowiedzi o kobietach dających w szyję.

O tych słowach wszędzie napisano już wszystko, więc ja Państwu daruję, znajdą Państwo i mądre analizy, i głupkowate polemiki. Jest faktem, że z wielu zdań, które można było obrócić przeciwko wypowiadającemu, akurat to okazało się wyjątkowo poręczne, a nie pomógł też, dla samego mówcy trochę konfundujący, śmiech sali, odbierającej wspomnienie poważnego problemu jako obyczajowy żart. Szczęście w nieszczęściu, że zawsze, gdy już opozycja się takiej deski ratunku chwyci, to za chwilę ją pali, i tak też stało się tym razem. Po stu wyrazach oburzenia przyszła pora na monetyzację. Firma od drogiej biżuterii wypuściła więc ekskluzywną serię pozłacanych przypinek z hasłem „Daję w szyję” i sprzedaje je za 229 złotych od sztuki. Tak działa rynek, ktoś za to przecież zapłaci, tak jak ktoś płacił za biżuterię z symbolami proaborcyjnych protestów. Na narzekania uczestniczek, że przecież nie o to chodzi i to „zamiana rebelii na pieniądze”, nikt liczący te pieniądze nie zwróci uwagi. Przecież kiedyś próbowano nawet handlować „demokratyczną wodą mineralną” (!), zaczerpniętą ze źródeł przed październikiem 2015. Jedna z pocieszniejszych figur polskiego internetu, analityczka Anna Mierzyńska, widzi w tym pozłacanym badziewiu symbol rewolucji, bo za bunt bierze się jakoby uznana i niemieszająca się dotąd w politykę firma. To oczywiście bzdura – jubilerzy od dawania w szyję wcześniej angażowali się w każdy dzień tęczy czy tolerancji, a w roli ambasadorek marki mają i córkę byłego prezydenta, i aktorkę od karpi i dzików, a i ta od wrzasków na straż graniczną przewija się przez ich materiały. Rewolucja okazuje się więc kreacją elitarną, za 229 od sztuki.

 



Źródło: Gazeta Polska

 

Krzysztof Karnkowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo