"GPC": Nie ma chętnych na mariaż z Tuskiem. Czego obawiają się liderzy opozycji? [WYWIAD]

Liderzy partii opozycyjnych nie chcą wspólnej listy z Platformą Obywatelską, bo boją się, że Donald Tusk wykończy ich, tak jak Zytę Gilowską, Andrzeja Olechowskiego, Jana Rokitę, Pawła Piskorskiego i jak chciał wykończyć Grzegorza Schetynę – mówi prof. Henryk Domański, socjolog.

fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Według sondażu CBOS jedynie 29 proc. Polaków popiera start partii opozycyjnych we wspólnym bloku. Czy ten pomysł w ogóle ma sens, skoro nawet wyborcy opozycji są wobec tego sceptyczni?

Tak naprawdę to nie jest żadna wspólna lista opozycji, tylko wspólna lista Platformy Obywatelskiej, bo to jest inicjatywa Donalda Tuska. Ten pomysł jest przede wszystkim w interesie Platformy, bo to jest dla niej jedyna szansa na pokonanie Prawa i Sprawiedliwości. To dla niej jedyny sposób na odzyskanie władzy, a tego właśnie chce. Sama Platforma nie wygra – Tusk i inni liderzy tej partii doskonale to wiedzą. 29 proc. to praktycznie elektorat PO, ponieważ we wszystkich sondażach, jakie znam, to poparcie oscyluje właśnie w okolicach takiego wyniku.

Czy uważa Pan, że są w ogóle jakieś szanse na powstanie takiej wspólnej listy?

Moim zdaniem szanse na to, że ta wspólna lista powstanie, są bardzo nikłe. Nie dawałbym na to więcej niż 5 proc., bo zarówno liderzy partii opozycyjnych – z wyjątkiem ostatnio, ale to tylko ostatnio, Włodzimierza Czarzastego – jak i elektorat tych partii takiej listy nie chcą.

CBOS zapytało Polaków także o to, kogo uważają za lidera opozycji, i w tym badaniu Donald Tusk otrzymał zaledwie 20 proc. głosów, co i tak jest najlepszym wynikiem. Ale to mniej niż sondażowy elektorat Platformy Obywatelskiej. Z czego to wynika?

Moim zdaniem z tego, że dla sporej części elektoratu Platformy Obywatelskiej Tusk jest pewnym rozczarowaniem. Wrócił do Polski po to, żeby wygrać z PiS, a tymczasem chociaż notowania Platformy poprawiły się o jakieś 7–8 pkt proc., to nie przekroczyły tych osiąganych przez Schetynę, kiedy ten był liderem. Oznacza to, że Tusk nie dokonał tego, czego od niego oczekiwano. Wyborcy Platformy liczyli, że poprawi te notowania na tyle, że zwycięstwo w wyborach będzie zagwarantowane. Tak się nie stało i dlatego nawet dla elektoratu PO nie jest on kimś takim, komu można byłoby bezgranicznie zaufać.

Wspominał Pan o tym, że Włodzimierz Czarzasty przekonał się do wspólnej listy, taka deklaracja rzeczywiście padła z jego ust. Z czego wynika tak nagła zmiana nastawienia jednego z liderów Lewicy?

Myślę, że to charakterystyczna cecha Włodzimierza Czarzastego, że on bardzo często zmienia poglądy. Właściwie to, co mówi, to, jak sądzę, jest deklaracja jego osobistych preferencji politycznych i one się bardzo często zmieniają, więc nie przywiązywałbym szczególnej uwagi do tego. Niezależnie od tego, czy on w to wierzy i czy ma zamiar trwać przy tym przekonaniu, że warto się zjednoczyć z Platformą Obywatelską, to nie uzyskałby on takiego poparcia ze strony pozostałych koalicjantów. Adrian Zandberg w ogóle się na ten temat nie wypowiada, ale można się spodziewać, że nie jest on zwolennikiem takiego rozwiązania, bo Partia Razem to w moim przekonaniu jest prawdziwa partia socjaldemokratyczna i jej elektorat to są ludzie na zupełnie przeciwnych biegunach w stosunku do częściowo konserwatywnego elektoratu Platformy Obywatelskiej. Z kolei Robert Biedroń jest raczej przeciwnikiem tworzenia takiej listy. Więc nawet gdyby Czarzasty się zdecydował, to musiałby doprowadzić do rozbicia Lewicy, czego na pewno nie chce, dlatego zapewne za jakiś czas wycofa się z tej deklaracji chęci stworzenia jednej listy.

Czytaj więcej w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"!

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

Adrian Siwek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo