O dwóch takich…

Etatowy tytan myśli „Wyborczej” był łaskaw zająć się moim filmem o Lechu Kaczyńskim i Gruzji…, zanim on powstał! Co prawda sam się kokieteryjnie zastrzegał: „Zdaję sobie sprawę, że pisanie o filmie, którego się nie widziało, jest zadaniem ryzykownym, a pisanie o filmie, który jeszcze nie powstał, przekracza granice brawury. W tym przypadku trudno się jednak powstrzymać”. Nie wiem, co sprawia, że „trudno się powstrzymać” od wykonania roboty literackiego cyngla, zapewne owa opiewana przez jego mentorkę-noblistkę „Nienawiść”. Do realizujących konkretne idee konkretnych ludzi.

Michał Rusinek, który z troską pochylił się nad projektem mojego filmu dokumentalnego, to według Wikipedii: „literaturoznawca, tłumacz, pisarz, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Były sekretarz Wisławy Szymborskiej. […] W 2014 roku był jurorem w konkursie na najlepszy limeryk o orzeszkach firmy Felix”, więc ma bez wątpienia świetne kwalifikacje do oceniania dzieł innych autorów, nawet gdy jeszcze nie powstały. Pisząc dla wykształciuchów, czyli klienteli „Wyborczej”, wyjaśnia im, a w swoim mniemaniu równie niedouczonemu autorowi scenariusza, niuanse mitologii greckiej: „Na szczęście twórcy filmu »Prometeusz polski. Lech Kaczyński i Gruzja« wyjaśnili znaczenie tytułu. Twierdzą, że chodzi o profetyczne zdolności Lecha Kaczyńskiego i takie same zdolności sugerowane przez imię mitycznego tytana”.

Mitologiczne wygibasy

Jak wie nawet taki nieuk jak ja, imię Prometeusz oznacza „myślący do przodu” i że miał on mniej bystrego brata „wstecz myślącego”, czyli Epimeteusza. Mimo ostrzeżeń brata nie tylko ożenił się z podstępnie podsuniętą przez niechętnych tytanom bogów pierwszą kobietą imieniem Pandora, ale w dodatku za jej namową otworzył osławioną puszkę, wypuszczając na świat wszelkie nieszczęścia.

Nasz błyskotliwy recenzent filmu, którego nie ma, przypomina to wszystko czytelnikom, by dojść do sedna swego donosiku: „Skoro Lech Kaczyński był jak Prometeusz, to kim jest jego brat? […] Z mitu dowiadujemy się, że do realizacji boskiego planu potrzebny był brat Prometeusza – wygląda na to, że twórcy filmu nie znaleźli w mitologii greckiej takiej postaci, która lepiej nadawałaby się do porównania z Lechem Kaczyńskim. Tytuł »Pytia polska« brzmiałby nieźle, ale z pewnością nastręczałby problemów natury genderowej, ze wszech miar niepożądanych”. 

W tymże wykwintnym stylu resztę swego tekstu poświęca wyłożeniu mniej lotnym abonentom „Wyborczej”, że owym bratem przygłupem i złośliwcem jest niewątpliwie Jarosław Kaczyński. Myślę, że wytresowani przez lata czytelnicy w odpowiednim momencie jak pies znanego rosyjskiego akademika zaczną szczerzyć kły i toczyć pianę. Wnioskuję to z innych sukcesów pedagogicznych Pana Wiecznego Sekretarza, jak odzew jednego z jego wielbicieli na Twitterze, który tak się spodobał mistrzowi, że go tam na swej stronie upowszechnił: „Czy istnieje Platońska idea pocisku doskonałego? Owszem, i jest nią recenzja tzw. podręcznika Roszkowskiego dokonana przez Michała Rusinka!”. Amen.

Wywód na jedną minutę

Przez dziwną koincydencję kilka dni wcześniej nad moją koncepcją filmu wyżywała się również pewna paniusia, samookreślająca się jako „komiczka, dziennikarka w ASZdzienniku”. Co znaczy pierwsze słowo, dalibóg nie wiem i boję się nawet domyślać, drugie – dziennikarz – w odniesieniu do tego fanzinu brzmi, hm, nieco ponad stan. Jak i szerzej nieznany dorobek literacki rzeczonej Marty Nowak, choć reklamuje się sama jako redaktorka „z bogatym doświadczeniem w byciu kobietą w Polsce”. 

Zgodnie ze statystyką w Polsce jest kilkadziesiąt milionów osób o tychże doświadczeniach, ale nie czepiajmy się. Zwłaszcza że w odróżnieniu od koryfeusza humanistyki z UJ nie tylko lepiej się rozpatrzyła w koligacjach tytanów, ale i zastąpiła mój scenariusz filmu własnym, o wiele zabawniejszym dla połączonych kręgów czytelniczych „Wyborczej”, ASZdziennika, a może i „Nie”, pozbawionego ostatnio światłego kierownictwa błyskotliwego felietonisty podziwianego na salonach sprowadzonych do rangi taniego kabareciku.

Pochwalmy więc panią Martę za to, że dokładniej od pana Sekretarza przyswoiła wiedzę z Wikipedii, a mianowicie, iż nieszczęsny Prometeusz miał nie tylko tępawego brata, co to z Pandorą, ale i dwóch innych, Atlasa i Menojtiosa, o których profesor nie wspomniał, bo mu do koncepcji dwóch wstrętnych bliźniaków nie pasowali. Tymczasem redaktorska osoba „z bogatym doświadczeniem w byciu kobietą w Polsce” śmiało sięgnęła po doświadczenia scenariopisarskie, czego wynikiem stał się poniższy tekścik, możliwy do zacytowania w całości, bo wdzięcznie reklamowany w ASZdzienniku jako „do przeczytania w 1 min”. 

Scenariusz komiczki

Czytajmy: „Szykuje się nowe wielkie dzieło rodzimej kinematografii. Jerzy Lubach, absolwent Wydziału Reżyserii w Moskwie, publicysta Niezależnej, stworzy superprodukcję »Prometeusz polski. Lech Kaczyński i Gruzja«. Film dostał ćwierć miliona dofinansowania z Ministerstwa Kultury, a my jako jedyna redakcja dotarliśmy do zarysu scenariusza.

Akcja »Prometeusza« rozpocznie się w roku 1949, kiedy to na świat przyszedł śp. Lech Kaczyński – syn tytana Japeta i okeanidy Klimene. Następnie krótko prześledzimy jego żoliborskie dzieciństwo spędzone w towarzystwie brata – Atlasa.

Jednym ze szczególnych osiągnięć Lecha Kaczyńskiego, które zostanie pokazane na ekranie, będzie moment, gdy jeszcze jako student Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego lepi pierwszego człowieka z gliny pomieszanej z łzami. Scenarzyści nie ominą też momentu, w którym Kaczyński tchnie w człowieka duszę – zrobioną z ognistych iskier, które uprzednio skradł z Ziła 111D Edwarda Gierka.

Kolejne lata życia śp. prezydenta w tej niezwykłej biografii wypełnią sceny, w których uczy on nowo zrodzonych ludzi czytać, pisać, organizować się w związkach zawodowych, przetapiać metale, kuć zbroje, sądzić przestępców, ujarzmiać siły przyrody oraz zarządzać stolicą.

Właśnie za tę miłość do ludzi Lech Kaczyński poniesie straszliwą karę. To w tytułowej Gruzji, w wysokich górach Abchazji, po spotkaniu z Micheilem Saakaszwilim, filmowy prezydent odbędzie pokutę. Przykuty przez Zeusa łańcuchami do szczytu Kaukazu, co dzień będzie czuł, jak sęp wyjada mu wciąż na nowo odrastającą wątrobę. Kres udręce prezydenta położy w końcu Herakles (w tej roli Piotr Adamczyk), zabijając ptaka strzałą z łuku. 

Z plansz stanowiących epilog filmu dowiemy się, że okrutny Zeus, pragnąc wywrzeć zemstę na rodzaju ludzkim stworzonym przez Kaczyńskiego, »ofiaruje« im puszkę Pandory, w której ukryte będą złe wiatry, smutki, troski, prezydentura Bronisława Komorowskiego, choroby, łzy i cierpienia. W końcu ród ludzki niemal całkiem wyginie i odrodzi się dzięki miłościwej Gai.

Następnie nastanie zaś era herosów, o których do dziś słuchamy w pieśniach.

Takich jak film »Prometeusz polski«”.

Czego nie widzą pożyteczni ślepcy 

Brawo, pani Marto! Jeszcze trochę brakuje do finezji stuhrowskiego „Tupolewa”, ale jak się pani postara… A tak na serio, to smutne, że oczadziali nienawiścią do braci Kaczyńskich ludzie nie potrafią zauważyć ich zaiste tytanicznych starań zawsze z myślą o Polsce. Pan profesor i pani redaktorka głupawo chichocą, zamknąwszy oczy na zasadniczą treść scenariusza mojego filmu: Prometeusz i polska idea prometejska od czasów jej twórcy, Józefa Piłsudskiego, sięgająca aż po Kaukaz, ma dziś w kontekście straszliwego najazdu Moskali na Ukrainę zupełnie nowe znaczenie. 

Jej realizację przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego przerwała jego śmierć, coraz bardziej jawiąca się jako wynik zemsty Kremla za uratowanie Gruzji w 2008 r. O tym jest realizowany przeze mnie film. Śmiej się, pajacu, i ty, komiczko!

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

Jerzy „Bayraktar” Lubach
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo