Bezpieczeństwo i higiena pracy łukaszysty

Nagła śmierć wieloletniego ministra spraw zagranicznych reżimu Łukaszenki Uładzimira Makieja wywołała wiele domysłów i spekulacji. Jeszcze dzień wcześniej, według świadków, był wesoły (lub sprawiał wrażenie wesołego) i snuł plany, a następnego dnia – nie ma towarzysza.

W ruskim mirze przecież często tak było, że ktoś oficjalnie umierał na zawał lub wylew, a był po prostu niewygodny. Makiej, pułkownik rezerwy, był wieloznaczną postacią, udawał liberała w łonie reżimu Łukaszenki, który chce rozmawiać z Zachodem, choć tak naprawdę zwłaszcza po 2020 r. niczym nie różnił się w swoich nienawistnych wypowiedziach od innych postaci reżimu. Makiej, jak każdy funkcjonariusz Łukaszenki, był pionkiem, bo w tym systemie liczy się tylko sam Łukaszenka. Dlatego jednak nie sądzę, że Makiej został np. otruty. Raczej jego nagła śmierć pokazuje, jak ogromne napięcie (odbijające się nawet na zdrowiu i życiu) panuje we władzach okupacyjnych Białorusi, bo tym w istocie jest przecież ten reżim, czyli narzędziem Moskwy. To znak, że sytuacja dla Putina, a tym samym dla Łukaszenki, jest coraz gorsza.
 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

Marcin Herman
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo