Wyłączenia prądu w Kijowie mogą potrwać nawet do wiosny

Pracujemy nad tym, by jak najszybciej przeciwdziałać skutkom rosyjskich ataków na naszą infrastrukturę energetyczną i przywracać dostawy elektryczności, ale musimy być przygotowani na to, że awaryjne wyłączenia prądu w Kijowie mogą potrwać nawet do wiosny - powiadomił mer ukraińskiej stolicy Witalij Kliczko.

Witalij Kliczko
twitter.com/Vitaliy_Klychko/screen

"Uważam to za najwyższy priorytet władz miasta. Chcemy, żeby ludzie mieli w mieszkaniach normalne warunki życia"

- oznajmił mer w rozmowie z portalem RBK-Ukraina, podkreślając, że kluczowym zadaniem magistratu jest szybkie przywracanie kijowianom dostaw prądu i wody.

Zdementował doniesienia o możliwej ewakuacji mieszkańców stolicy. "Popełnilibyśmy ogromny błąd, gdybyśmy nie przygotowywali się na różne ewentualności. (...) Całkowitej ewakuacji jednak nie będzie, co najwyżej częściowa. Tego nawet nie można nazywać ewakuacją, lecz tymczasowym wyjazdem na przedmieścia, gdzie będzie dostępnych więcej usług (bardziej regularne dostawy wody, elektryczności itp. - red.)" - poinformował Kliczko.

Jak oznajmił, w stolicy funkcjonuje obecnie 430 "punktów niezłomności", gdzie mieszkańcy mogą ogrzać się, otrzymać zapasy wody, skorzystać z internetu czy naładować telefony komórkowe. Władze miasta dostarczają też generatory prądu do kolejnych szkół, przedszkoli i szpitali.

"Chociaż w Kijowie nie było regularnych działań zbrojnych, w mieście zostało zniszczonych lub uszkodzonych 650 budynków, w tym 220 domów mieszkalnych. W wyniku (rosyjskich) ostrzałów zginęło ponad 150 osób, w tym czworo dzieci. (...) Od 24 lutego, czyli początku agresji na Ukrainę, do miasta przybyło co najmniej 200 tys. uchodźców wewnętrznych"

- relacjonował Kliczko.

Mer podkreślił, że utrzymuje kontakt z wieloma znajomymi z Rosji. Niektórzy obywatele tego kraju, którzy uciekli z ojczyzny po rozpoczęciu przez Kreml inwazji na Ukrainę, kreślą pesymistyczne scenariusze dotyczące możliwych zmian w rosyjskim społeczeństwie.

"Jeszcze długo poczekacie na to, by Rosjanie wystąpili przeciwko (władzy). Jeśli ktoś chciał już coś powiedzieć i się nie bał, to wylądował w więzieniu. Ci, którzy chcieliby coś powiedzieć, lecz się obawiają, siedzą cicho. Wszyscy pozostali na razie nie chcą, żeby cokolwiek dotknęło ich osobiście. Dlatego bunt nie nastąpi szybko"

- ocenił jeden z rosyjskich rozmówców Kliczki. Mer zacytował jego słowa w wywiadzie dla RBK-Ukraina.

W ostatnich dniach regiony i miasta Ukrainy, w tym Kijów, borykały się ze skutkami zmasowanego rosyjskiego ataku z 23 listopada, którego celem stały się obiekty infrastruktury energetycznej, w tym elektrownie, elektrociepłownie i stacje elektroenergetyczne. W wyniku ostrzałów większość mieszkańców kraju została pozbawiona dostaw prądu.

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

 

#Ukraina

mg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo