Minimalizm to za mało

O ile mecz otwarcia między Katarem a Ekwadorem był jednym z najsłabszych w historii mundiali, o tyle dla postronnego widza spotkanie Polska–Meksyk stało na jeszcze niższym poziomie. Od naszych reprezentantów, grających w tak utytułowanych klubach, jak Barcelona, Juventus, Napoli czy Aston Villa, musimy wymagać więcej. Jeśli nie podołają w starciu z Arabią Saudyjską, to najlepsze pokolenie polskich piłkarzy w XXI w. zmarnuje szansę. Zostanie – słusznie – uznane w powszechnym odbiorze za stracone.

Tym razem, pierwszy raz od awansu na mistrzostwa świata w Korei i Japonii, obyło się bez pompowania balonika. W 2002 r. Jerzy Engel zapewniał, że jedziemy po złoto, a gra „na tak” promowana była na opakowaniach Gorących Kubków z wizerunkami piłkarzy. Cztery lata później gra na tzw. lagę, czyli byle do przodu, miała dać sukces na boiskach w Niemczech. W 2018 r. brutalnie zweryfikowały to Senegal i Kolumbia. Na Euro 2020, gdy „siwy bajerant” z Portugalii Paulo Sousa oczarował wszystkich, ale nie rzeczywistość, Polska postawiła się Hiszpanii, ale nie miała żadnych szans choćby na wyjście z grupy. W tym roku nie było czego pompować – ostatnie przedmundialowe doświadczenia i kiepskie występy w Lidze Narodów nie napawały optymizmem. Drużyna Chile, w organizacji gry zbliżona do reprezentacji Meksyku, kompletnie zdominowała w towarzyskim sprawdzianie Biało-Czerwonych. Niestety, identycznie wyglądało to w Ad-Dausze.

Kompletny marazm – tak nie można grać w ataku

Niemoc – tak można określić popisy Biało-Czerwonych w ofensywie. W pierwszej połowie starcia z Meksykiem atak praktycznie nie istniał. Taktyka Czesława Michniewicza prawdopodobnie sprowadzała się do dalekich wykopów z okolic własnej bramki do Roberta Lewandowskiego, a on już miał sam sobie poradzić – przyjąć, podać i strzelić. Tak to nie działa. Najlepszy polski piłkarz, owszem, potrafi wziąć na siebie kilku rywali, uderzyć mocno z dystansu, ale to typowy lis pola karnego. Jego rekordy strzeleckie w Bayernie Monachium i bardzo dobry początek sezonu w barwach Barcelony nie były dziełem przypadku – po prostu miał lepszych piłkarzy wokół siebie, którzy na niego pracowali. Ale to jedna prawda.
Inna jest taka, że z Piotrem Zielińskim w wielkiej formie, Sebastianem Szymańskim, szalejącym w holenderskim Feyenoordzie Rotterdam, czy z Nicolą Zalewskim, wyróżniającym się w Romie, naprawdę da się grać. Piłka na jeden kontakt? To chyba polscy zawodnicy testują tylko na treningach, bo w meczach tak wypracowanych elementów nie widać. Stałe fragmenty gry? Nie widać jakiegokolwiek pomysłu na zaskoczenie przeciwnika. Tak naprawdę Polacy mogli oddawać piłkę Meksykanom natychmiast po odgwizdanym rzucie rożnym lub wolnym. Nie mieli nawet koncepcji, jak sprawić, by rywal sam wpędził się w kłopoty i sfaulował w pobliżu pola karnego. Pierwsza połowa była tak siermiężna, że tylko słabszej dyspozycji Meksykanów i pewnemu Wojciechowi Szczęsnemu podopieczni Czesława Michniewicza zawdzięczali remis.
Trener po bezbramkowej rywalizacji wyznał z zadowoleniem, że taki był plan. Panie selekcjonerze, to nie jest Meksyk z Carlosem Velą, Chicharito i Andrésem Guardado w czasach świetności. Minimalizm w futbolu często kończy się źle, o ile nie ma się tak klasowej obrony, jak choćby kiedyś Atlético Madryt. Polscy piłkarze w ataku nie istnieli, bo byli zakładnikami dziwnej taktyki. Nie istnieli zresztą na innych turniejach, gdy np. Paulo Sousa założył wariant wesołej twórczości od pola karnego do pola karnego. Może więc to nie polska myśl szkoleniowa jest tu problemem, ale coś, czego w dodatku od lat nie wiemy?

Silne kluby w CV, a co widać na boisku?

Od zawodników świetnych lub niezłych klubów zagranicznych – od Barcelony po zespoły lig włoskiej, francuskiej i angielskiej – trzeba wymagać co najmniej kilku strzałów, nawet z wyżej notowanym przeciwnikiem. Dopiero druga odsłona, a konkretnie jej początek i końcówka, zmieniły nieco obraz gry kadrowiczów na tle Meksykanów. Efekt po wznowieniu meczu był natychmiastowy – Lewandowski padł w polu karnym po faulu, ale nie wykorzystał okazji z rzutu karnego. Jeśli w meczu nie idzie, to taki prezent od losu należy wykorzystać, tym bardziej jeśli do 11. metra podchodzi gwiazda światowego formatu.
Dzień wcześniej słabo dysponowany Gareth Bale podłączył Walijczyków do tlenu. Sprokurował faul w polu karnym i trafił, zapewniając swojej drużynie remis z USA. Lewandowski pierwszy raz na poziomie reprezentacji w wielkim turnieju nie uniósł presji. Wcześniej w wielkich potyczkach był albo bezradny z powodu gry kolegów, albo nie był w stanie sam wygrać meczu.

Tymczasem w spotkaniu z Arabią Saudyjską każdy błąd grupowego „kopciuszka” trzeba będzie wykorzystać, zważywszy na to, że ta reprezentacja potrafiła to zrobić bezbłędnie, punktując Argentynę. Czy remis jest zadowalającym wynikiem? Rację mają eksperci, którzy w TVP wskazywali, że trzeba szanować ten wynik. Z taką grą będzie jednak trudno o wyjście z grupy. Arabia Saudyjska bazuje na przygotowaniu fizycznym zawodników, jeśli drużynie Michniewicza odda piłkę, to i tak może to skutkować klasycznym zderzaniem się z murem. Z kolei Argentyna nie ma już marginesu błędu i wyjdzie na mecz z Polakami podwójnie skupiona, by uniknąć jednej z największych kompromitacji w historii występów na mundialu.

To nie są dobre wieści dla naszych piłkarzy. Z tej perspektywy lepiej byłoby, gdyby ostatnie spotkanie w grupie z ekipą Leo Messiego rozegrano w sytuacji komfortowej dla Argentyńczyków, którzy mieliby na swoim koncie komplet punktów i wystawili rezerwowy skład. Arabowie pokazali światu, jak grać z faworytami. Twardo, z dobrą organizacją gry i skutecznie i aż szkoda, że na razie trudno wyobrazić sobie, by tak świat mówił o Polakach.

Wróg numer jeden – samozadowolenie

Jest jeszcze coś, co przyprawia o mdłości, oprócz wrażeń artystycznych. Najgorsze są samozadowolenie niektórych kadrowiczów i różnica w ocenie meczu. Według Grzegorza Krychowiaka, gdyby padł gol z rzutu karnego, „byłby to fantastyczny występ”. Przypomnę pomocnikowi, że strzał z rzutu karnego był jedynym w całym meczu z Meksykiem strzałem Biało-Czerwonych, który w jakikolwiek sposób mógł zagrozić bramce naszych przeciwników.

Bartosz Bereszyński komentował, że plan na to starcie zakładał de facto „obronę Częstochowy” i został w pełni wykonany. Z kolei Lewandowski poniekąd krytykował taktykę reprezentacji. – Jeśli skupiamy się tylko na obronie, to tak to, niestety, wygląda – przyznał po meczu z Meksykiem. Widać różnicę?
Postawa Polaków bardzo zdziwiła też legendę niemieckiej piłki Lothara Matthäusa. – Przede wszystkim musicie chcieć wygrać, bo w starciu z Meksykiem tego nie widziałem. Wy z Meksykiem cały mecz graliście tak, jak Arabia Saudyjska z Argentyną w ostatnich minutach. To jak chcecie coś zdziałać? Saudyjczycy w meczu z Argentyną zrobili wszystko to, czego Polacy nie zrobili w spotkaniu z Meksykiem – recenzował boiskowy marazm polskiej drużyny. Trudno się z tą analizą byłego zawodnika Bayernu Monachium nie zgodzić.

Panowie z orzełkiem na koszulkach, więcej odwagi! Przed meczem z Arabią Saudyjską nie ma czasu ani miejsca na kalkulacje. Jedno jest pewne: jeśli Polacy nie wyjdą z grupy, będzie to nie tylko zawód dla kibiców, ale przede wszystkim porażka tego pokolenia piłkarzy. Dla Lewego, Szczęsnego, Krychowiaka, Glika to ostatnia szansa na powtórzenie sukcesu, który ostatni raz wydarzył się na Euro 2016. Skoro grając w tak silnych, europejskich markach, nie mogą stworzyć zagrożenia rywalom biegającym na ogół w lidze meksykańskiej, to kiedy?

 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

#Gazeta Polska Codziennie

Grzegorz Wszołek
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo