Metody prosto z SB

W Polsce antysemityzm nie ma takiej siły, by zdecydować o wyniku wyborów – jest zjawiskiem marginalnym.

Afera, jaką zrobiono ze słów Jarosława Kaczyńskiego na temat niebezpiecznego zjawiska społecznego dotyczącego wzrostu spożycia alkoholu przez młode kobiety, pokazała, jak silny jest wciąż propagandowy walec POstkomuny. Uruchomione zostały wszystkie dyżurne media i przeróżni celebryci. Miało się wrażenie, że toczy się specyficzny wyścig, która ze znanych aktorek czy dziennikarek odpowiednio ostro potępi prezesa Prawa i Sprawiedliwości. Można było prześledzić zasób kadrowy gorliwych pracowników mediów i artystów, którzy chcieli się w tej sprawie koniecznie wykazać. 

Niewątpliwie opozycja jest zmobilizowana do walki i nie ma żadnych hamulców w stosowaniu manipulacji, kłamstwa i serwowaniu kolejnych spektakli nienawiści. Niesamowite, jak bezczelnie kłamią mimo tego, że kłamstwa te mogą natychmiast zostać zweryfikowane. Na przykład jakim cudem Donald Tusk mógł nie wiedzieć, że jego stwierdzenie, iż za rządów PO-PSL nie strzelano do górników, w ciągu kilkudziesięciu sekund można obalić, znajdując w internecie archiwalne materiały pokazujące, jak strzelano? Tyle że Tusk liczy na to, iż ludzie nie pamiętają, nie zweryfikują, że ci, którzy mało interesują się polityką, to kupią. 

Ostatnio jednak do zwykłych manipulacji dorzucił coś jeszcze – świadomą grę na antysemityzmie. „Jeśli my przywrócimy normalną rolę telewizji publicznej: nie żeby mówili »Tusk jest geniusz, a Kaczyński Żyd« (…). Tylko żeby była normalna telewizja publiczna. Ludzie o różnych poglądach, debata...” – rzucił na jednym ze spotkań lider PO. To jest celowo wprowadzona wrzutka – dokładnie taka sama, jak robiła to esbecja w czasach walki z opozycją antykomunistyczną. Upowszechnianie szeptanki i wzmocnienie jej publicznym cytowaniem to także stary sposób z konferencji prasowych Jerzego Urbana. Tusk gra więc na negatywnych emocjach, cynicznie, nihilistycznie podchodzi do jakości debaty publicznej. Jego słowa nie są przypadkowe – są przemyślane, tak jak przemyślana jest od wielu lat strategia kopania głębokiego podziału miedzy Polakami. Teraz ludzie mają powtarzać, że lider PiS to Żyd, tak jak wcześniej za pośrednictwem Urbana czy Wałęsy mieli wierzyć w to, że jest homoseksualistą (ale ponieważ teraz to modne, więc ich następcy w PO unikają tej wersji). Słowom Tuska towarzyszy wzmożenie w mediach społecznościowych, w których działacze i zwolennicy Platformy wchodzą na poziom stylu esbeckich wrzutek z „listami Żydów” w opozycji z czasów PRL. Na szczęście w Polsce antysemityzm nie ma takiej siły, by zdecydować o wyniku wyborów – jest zjawiskiem marginalnym. Niemniej lider PO stosując grę na emocjach antyżydowskich wie, co robi – podważa zaufanie do polityka, który rzekomo ma inne pochodzenie niż jest o tym wiadomo. To nie jest zwykle kłamstwo – to gra obliczona na wzbudzenie prymitywnych emocji i wprowadzenie do debaty publicznej kwestii, kto jest lub nie jest Żydem. Gdyby taką wrzutkę zrobił polityk Zjednoczonej Prawicy, byłby za to solennie potępiony. To, że Donald Tusk nie jest za to krytykowany w największych mediach POstkomuny, pokazuje, że zaplecze PO, takie jak „Gazeta Wyborcza” czy TVN, jest gotowe za sukces swojego lidera zapłacić także cenę wprowadzenia do debaty publicznej emocji antysemityzmu.

Przypomina to bardzo najmroczniejsze czasy PRL i gry SB prowadzone wokół tematu Żydów. Pokazuje też, że dla POstkomuny „bój to jest ostatni” i że nie ma metod walki politycznej, przed którymi się cofną. Widać też wyraźnie, jak bardzo uwierają ich media publiczne, jak każdego dnia Tusk czy inni politycy PO atakują telewizję publiczną, domagając się „normalnej” telewizji, gdzie jest „debata publiczna”. Politycy PO to oczywiście ostatni ludzie, którzy są wiarygodni w mówieniu o tym, czym jest „normalna” debata.

Wie to każdy, kto pamięta czasy, gdy rządzili i gdy masowo wyrzucano dziennikarzy, nie zapraszano ekspertów, którzy mówili niezgodnie z linią i urządzano nagonkę na ówczesną opozycję w TVP. Dziś te „standardy” POstkomuny widać w stacji TVN, do której słowo „szczujnia” pasuje jak ulał. Zatem wśród wielu przyczyn, dla których trzeba koniecznie wygrać przyszłe wybory, są także te – wolność mediów i jakość publicznej debaty. Jest nadzieja, że jeśli Tusk przegra także te wybory, to odejdzie wreszcie z polityki.

A wraz z nim znikną esbeckie metody i tacy eksperci jak państwo de Barbaro, ojciec i córka, którzy byli twórcami programowania działań PO od 2005 roku, mających na celu wzbudzanie nienawiści wśród Polaków. 
 

 

 



Źródło:

Joanna Lichocka
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo