Po VI Zjeździe we Włoszech. Szef Klubu "GP" w Rzymie: Tego nie da się wyobrazić, to trzeba przeżyć

W stworzeniu odpowiedniego klimatu niezbędny był Dom Polski Jana Pawła II. Nigdzie indziej by się to nie udało. To kawałek polskiej ziemi na ziemi włoskiej. Ludzi zaszokowało, że jesteśmy wśród pamiątek Jana Pawła II. On sam osobiście w 1981 roku poświęcił to miejsce - mówił na zakończenie VI Zjazdu Klubów "Gazety Polskiej" Europy Zachodniej dr Aleksander Nowak, szef Klubu w Rzymie i organizator wydarzenia.

fot. Andrzej Piekarski

Aleksander Mimier, Niezalezna.pl: Trzy dni Zjazdu Klubów „Gazety Polskiej” za nami. Jak ocenisz ten weekend?

Dr Aleksander Nowak, przewodniczący Klubu „Gazety Polskiej” w Rzymie: To był mój pierwszy zjazd jako klubowicza i organizatora. Przez cały ten rok obserwowałem w sieci, jak te zjazdy wyglądają. Nie oddaje to jednak atmosfery.

W stworzeniu odpowiedniego klimatu niezbędny był Dom Polski Jana Pawła II. Nigdzie indziej by się to nie udało. To kawałek polskiej ziemi na ziemi włoskiej. Ludzi zaszokowało, że jesteśmy wśród pamiątek Jana Pawła II. On sam osobiście w 1981 roku poświęcił to miejsce. W kaplicy mamy relikwie – ampułki z krwią. Tymi relikwiami byliśmy podczas mszy pobłogosławieni. Obecność pana Antoniego Macierewicza, rządu włoskiego – to wszystko nadało też temu spotkaniu wyższą rangę. Nie sądziłem, że jesteśmy aż tak znani i lubiani w Rzymie, że pani Meloni się pofatyguje. Jednak kiedy otrzymałem telefon od jej sztabu, szczerze ubolewali, że pani premier nie może być z nami. „Gazeta Polska” i całe jej środowisko jest tutaj dobrze znane. Przepraszali za jej nieobecność, za to wyznaczyli senatora Giulio Terziego di Santa’Agata, ważną polityczną personę we Włoszech.

Podczas tego spotkania wyszło wiele wspólnych elementów między Polakami a Włochami. Tutaj jesteśmy od 1500 roku od czasów kardynała Hozjusza. Powstaje Dom Polski, cała nasza emigracja podczas rozbiorów przesuwała się przez Rzym, tutaj Henryk Sienkiewicz pisze „Quo Vadis”, 25 lat obecności Jana Pawła II, Drugi Korpus generała Andersa… Nasze relacje są przesycone wzajemnym szacunkiem.

Co sprawiło, że zdecydowałeś się przewodniczyć Klubowi na włoskiej ziemi?

Powstaliśmy jako 462. Klub „Gazety Polskiej”. Wszystko dzięki Dominice Zamarze, śpiewaczce operowej, mojej wspaniałej przyjaciółce. Gdy zapytano ją, kto taki Klub mógłby poprowadzić, wskazała na mnie. Po lekturze karty Klubów „GP” uznałem, że te wartości są zbieżne z moją działalnością, z moją filozofią.

Patriotyzm i wiara - nie można oddzielić historii Polski od historii Kościoła - szczególnie w przypadku Polski.

Kluby to ludzie. Ludzie to różne historie i różne potrzeby. Zrzeszyć Polaków o naprawdę różnej mentalności – czy to w kraju, czy w Polonii – jest ciężko. Dwójka rodziców, dwójka dzieci i już robią się cztery opinie. To naturalne i normalne.

Po doświadczeniu ostatnich dni w Rzymie uważam, że powinniśmy narzucić sobie pewien kodeks. O czym mówimy, jak się wypowiadamy, jak się zachowujemy. Koszulka z orłem i koroną na piersiach - to już odpowiedzialność za słowa, czyny, zachowanie. Gdziekolwiek jesteśmy, występujemy jako świadkowie Polski. Walczmy merytorycznie, na argumenty.

Na Zjazd przybyli Klubowicze z Polski, reszty Europy, a nawet amerykańskiej Filadelfii. Co powiesz, by skłonić do jeszcze większej frekwencji podczas następnego Zjazdu?

Przynależność do Klubu powinna wiązać się z obecnością na Zjeździe. Niejednokrotnie nie jest to proste. To też wysiłek ekonomiczny, nie ma co ukrywać. Uważam jednak, że raz w roku powinniśmy się spotykać, konfrontować. Nieobecni stracili wiedzę daną za darmo. Co innego przeczytać książkę, co innego zaś porozmawiać z autorem. Nie muszę chyba wspominać jaką wartość ma wejście do Bazyliki św. Piotra, uklęknięcie przy grobie Jana Pawła II, pobłogosławienie jego krwią. Tego nie da się wyobrazić, to trzeba przeżyć.

 



Źródło: niezalezna.pl

 

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo