GPC: Co jeszcze Iwulski robi w Sądzie Najwyższym? Rzecznik SN: Oczywiste naruszenie prawa

Skazywał opozycjonistów, ma usłyszeć zarzut zbrodni komunistycznej, jest zawieszony w czynnościach, nie spełniał wymogów ustawowych, aby orzekać w Sądzie Najwyższym, nie uzyskał wymaganego poparcia w KRS. Ile jeszcze trzeba, aby Józef Iwulski przestał kompromitować wymiar sprawiedliwości? - czytamy dziś w "Gazecie Polskiej Codziennie".

fot. Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

O Józefie Iwulskim „Codzienna” pisała już wielokrotnie, a ciągle na jaw wychodzą kolejne szokujące informacje z jego przeszłości. Mimo to nadal może liczyć na wsparcie tej części środowiska sędziowskiego, która próbuje sparaliżować reformę wymiaru sprawiedliwości. I ciągle orzeka w Sądzie Najwyższym.

Grupa Iwulskiego

Ostatnio nawet podpisał – razem z 29 innymi sędziami SN – oświadczenie, że odmawia orzekania z sędziami mającymi nominację Krajowej Rady Sądownictwa po 2018 r., bo podważają ich mandat. Niektórzy wręcz mówią już o „grupie Iwulskiego”.

Tymczasem portal Niezależna.pl ujawnił, że Iwulski sam nie spełniał wymogów ustawowych, gdy w 1990 r. zostawał sędzią Sądu Najwyższego. Miał bowiem zaledwie dziewięcioletni staż w orzekaniu, a minimum to 10 lat. Poza tym odkryto, że podczas głosowania w KRS jego kandydatura nie uzyskała wymaganej większości.

Po ujawnieniu przez portal nowych faktów próbowaliśmy ustalić, czy Iwulski w ogóle jest sędzią Sądu Najwyższego, choć orzeka w nim od ponad 30 lat.

To pytanie zadaliśmy m.in. rzecznikowi SN. Sędzia Aleksander Stępkowski przyznał, że informacje o nieprawidłowościach w procedurze powołania Iwulskiego nie były wcześniej znane.

Dziewięć to nie 10

– Jeżeli rzeczywiście mieliśmy do czynienia z przedstawieniem do powołania na stanowisko sędziego SN osoby, która nie miała minimum 10 lat służby sędziowskiej, lub nie uzyskała poparcia swojej kandydatury bezwzględną większością głosów członków KRS, to mieliśmy do czynienia z oczywistym naruszeniem prawa. Stwierdzenie tego, że dziewięć lat to nie jest 10 lat, nie wymaga wielkich zabiegów interpretacyjnych

– podkreślił sędzia Stępkowski. 

Dodał też, że zważywszy na to, iż w latach 90. XX w. nie funkcjonowała sądowa kontrola uchwał KRS – jeśli podniesione w przestrzeni publicznej wątpliwości potwierdziłyby się – to wówczas w świetle orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka orzekanie przez osobę powołaną w takich okolicznościach prowadziłoby do naruszenia art. 6 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, który mówi o prawie do rozstrzygnięcia sprawy przez sąd ustanowiony ustawą.

– Natomiast z punktu widzenia prawa polskiego, przed kontrowersjami zaistniałymi wokół wymiaru sprawiedliwości po roku 2017, było oczywiste w świetle orzecznictwa Sądu Najwyższego, że w sytuacji, w której nie mamy przewidzianego prawem trybu odwoławczego ani kontroli decyzji o powołaniu kogoś na urząd publiczny, nawet jeśli takie powołanie nastąpiło z naruszeniem prawa, to jest ono całkowicie skuteczne. Z tej perspektywy patrząc, niezależnie od wątpliwości podnoszonych co do prawidłowości procedury powołaniowej, sędzia Iwulski jak najbardziej jest sędzią Sądu Najwyższego – wyjaśnia sędzia Stępkowski.

Zwrócił jednak uwagę, że gdyby przyjmować kryteria, które są podnoszone przez krytyków zmian w wymiarze sprawiedliwości i stosowane wobec sędziów powołanych po 2018 r., „to stosując tę samą retorykę, należałoby krzyczeć, że mamy do czynienia z niesędzią”

– Tego typu twierdzenia są nieuzasadnione, bo niezależnie od nieprawidłowości, które zaistniały, prezydent dokonał nominacji na wniosek KRS i nie ma żadnego trybu, który pozwalałby podważać ważność tego aktu prezydenckiego

– wyjaśnia sędzia Stępkowski. 

Czytaj więcej w dzisiejszym wydaniu "Gazety Polskiej Codziennie"!

 

 



Źródło: Gazeta Polska Codziennie

 

Grzegorz Broński
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...
Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo