Farsą okazało się wczorajsze posiedzenie komisji trójstronnej, na której spotkali się jedynie rząd i pracodawcy. Związki zawodowe nie wzięły udziały w tym spotkaniu na znak protestu. Władza od dawna lekceważy opinię pracowników i forsuje rozwiązania godzące w ich interesy. Jeśli wejdą w życie przepisy o elastycznym czas pracy, możliwe, że będziemy tyrać w tzw. ruchomym systemie, nawet po 12 godzin dziennie.
 
Choć komisja trójstronna bez związkowców nie może podejmować żadnych uchwał i przedstawiać oficjalnych stanowisk, spotkanie się odbyło, a przewodniczył mu minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz. – Dla pracodawców posiedzenie nawet bez związkowców miało sens – stwierdziła Henryka Bochniarz, prezydent Konfederacji Lewiatan. Nic dziwnego, łatwiej było forsować swoje rozwiązania.
 
Tymczasem związkowcy oczekują od Ministerstwa Pracy, że weźmie w obronę pracowników i będzie stało na straży równowagi między pracodawcami a pracownikami. Związki zawodowe domagają się ustąpienia Władysława Kosiniaka-Kamysza i powołania na to stanowisko kompetentnej osoby z charyzmą. Czasy kryzysu, a więc wysokiego bezrobocia, są wielkim wyzwaniem dla resortu pracy. Mimo że są przyjmowane pod dyktando resortu finansów kolejne rozwiązania godzące w pracowników – jak elastyczny czas pracy czy wydłużenie wieku emerytalnego – minister Kosiniak-Kamysz nie ma sobie nic do zarzucenia. Nie zamierza ustąpić z funkcji przewodniczącego komisji trójstronnej, bo – jak twierdzi – dobrze się z niej wywiązuje. Nie ma dla niego znaczenia, że w proteście przeciw jego działaniom związki zawodowe od czerwca nie biorą udziału w obradach. Nie dostrzega absurdu w dyskusji o sprawach pracowniczych bez udziału związkowców.
 
Wcześniej, w grudniu 2011 r., na znak protestu opuścił komisję trójstronną były wicepremier Waldemar Pawlak. Miał dosyć przewodniczenia komisji, której ustalenia były potem łamane, bo i tak kluczowe sprawy rozstrzygał minister finansów. W opinii Pawlaka to on powinien stanąć na czele komisji trójstronnej. Premier Donald Tusk nie zgodził się jednak z jego zarzutami i stwierdził, że rząd nie musi brać pod uwagę opinii komisji. Tymczasem z mocy ustawy komisję trójstronną powołano do godzenia interesów pracowników, pracodawców oraz dobra publicznego, a jej celem jest dążenie do osiągnięcia i zachowania pokoju społecznego. Skutki lekceważenia prawa są takie, że 200 tys. związkowców protestowało ostatnio przeciw rządowi na ulicach Warszawy.
 
W obronie pracowników występuje tylko opozycja. Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało, że zaskarży do Trybunału Konstytucyjnego przepisy wprowadzające elastyczny czas pracy.
 
Cały tekst w weekendowej "Gazecie Polskiej Codziennie"