Nigdy nie zmienię zdania, że obecna koalicja PO i PSL jest antypracownicza, antyobywatelska i antyspołeczna. Wiemy, że już dawno została zawiązana koalicja rządu z pracodawcami. Chcę zaznaczyć, że my, związkowcy, jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność, w tym także na strajk generalny - Z PIOTREM DUDĄ, działaczem związkowym, przewodniczącym NSZZ „Solidarność”, rozmawiają JAKUB PILAREK i DAWID WILDSTEIN.


Jak odnosi się Pan do zarzutów, że związki zabrały się do polityki?
O wchodzeniu do polityki można by mówić, gdyby Komisja Krajowa Solidarności aspirowała do startu w wyborach i pragnęła zostać lokatorem budynku przy ul. Wiejskiej 2. Tak przecież nie jest. Ale związkowiec to też obywatel! Mamy takie same prawa jak wszyscy brać udział w życiu obywatelskim i walczyć o sprawy pracownicze. Nie jesteśmy trędowaci. Powiem więcej, średni region Solidarności liczy sobie więcej członków niż wszystkie partie razem wzięte. Kto więc ma większy mandat, by rozmawiać o sprawach pracowniczych – politycy czy związki? Partie nie mają monopolu na prawdę.

Czy nie uważa Pan, że prezydent, do którego związki zwróciły się o wsparcie, jest takim samym elementem establishmentu, jak premier Donald Tusk?
Owszem, Bronisław Komorowski nie jest prezydentem, na którego głosowałem, ale po prostu jest. A skoro jest, to trzeba szukać dialogu i rozwiązań, wykorzystując dostępne możliwości. Apel do prezydenta jest jasny: skoro Bronisław Komorowski ma możliwość inicjatywy ustawodawczej, to niech z niej skorzysta i niech posłucha naszych głosów. Jeżeli tego nie zrobi, to będziemy po raz kolejny widzieli, jak prezydent odwraca się od Polaków. Oczywiście mamy jednocześnie świadomość, że w takich sprawach, jak choćby wysokość wieku emerytalnego czy kwestie elastycznego czasu pracy, Bronisław Komorowski działał tak samo jak rząd Tuska. Trudno nam się z tym pogodzić. Chcieliśmy jednak wykorzystać wszystkie możliwości dialogu.

Czy jesteście gotowi do strajku generalnego?
Takie decyzje będą podejmowały Krajowy Sztab Protestacyjny Solidarności i Komisja Krajowa, która 1 października będzie obradowała w Stalowej Woli. Sytuacja jest wciąż niezwykle dynamiczna i każdy dzień przynosi nam coś nowego. Niejednokrotnie nasze plany musimy weryfikować na bieżąco. Ale chcę zaznaczyć, że jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność, w tym także na strajk generalny. Protesty w Warszawie pokazały, że nie ma w Polsce większej siły niż związki zawodowe. Pomagało nam też wiele stowarzyszeń – choćby kluby „Gazety Polskiej”, którym jestem wdzięczny za wsparcie. Stanowiliśmy tam jedność, która czuje się lekceważona i chce coś zmienić, chce być traktowana podmiotowo. Dla mnie najważniejsze jest, by nie zawieść nadziei tych wszystkich ludzi, którzy przyjechali do Warszawy wykrzyczeć swoje niezadowolenie.

Czy jesteście skłonni w czymś ustąpić? Niektórzy komentatorzy podkreślają, że np. w kwestii elastycznego czasu pracy projekt rządowy i tak zakłada, że do jego wprowadzenia w zakładzie pracy wymagana byłaby zgoda związków.
Ci krytycy z przypadku niech pokażą jeden postulat związkowy, w którym rząd ustąpił w ciągu ostatnich sześciu lat. Nie ma takiego! Więc zanim zaczną krytykować, niech popatrzą obiektywnie – rząd Tuska wprowadzał wyłącznie rozwiązania antypracownicze. Nie jestem jednak zwolennikiem hasła „im gorzej, tym lepiej”. Gdyby rzeczywiście można było w obecnej sytuacji rozwiązać choć część problemów polskich pracowników – czy to dotyczących płacy minimalnej, umów śmieciowych czy elastycznego czasu pracy – jesteśmy w stanie usiąść i rozmawiać. Ale to nie znaczy, że z moich ust zniknie słowo „nigdy”. Otóż nigdy nie zmienię zdania, że obecna koalicja jest antypracownicza, antyobywatelska i antyspołeczna. Wszelkie rozwiązania w sprawach pracowniczych sprzyjają wyłącznie pracodawcom. Wiemy, że już dawno została zawiązana koalicja rządu z pracodawcami. Ale to jest elektorat partii Donalda Tuska, który musi mu dziękować za to, że jest premierem. I to robi.

Cały wywiad ukazał się w dzisiejszym numerze "Gazety Polskiej Codziennie"