IPN odnalazł szczątki chłopca – ofiary niemieckiej zbrodni

Zespół Biura Poszukiwań i Identyfikacji natrafił na szczątki chłopca zamordowanego w 1943 lub 1944 r. przez niemieckich żandarmów w Skierniewicach. Prawdopodobnie był on jednym z 30 tys. polskich dzieci wysiedlonych z Zamojszczyzny, który zbiegł z transportu do Łodzi.

Poszukiwania IPN
twitter.com/PoszukiwaniaIPN

Zespół Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN przeprowadził prace na skraju Lasu Zwierzynieckiego, na obrzeżach Skierniewic (obecnie ul. Makowska). Wykonano tam ekshumację w miejscu domniemanego pochówku chłopca, ofiary zbrodni niemieckiej, prawdopodobnie jednego z wysiedlonych z Zamojszczyzny w ramach „Aktion Zamość”.

Zespół Biura Poszukiwań i Identyfikacji w ramach prac natrafił na jamę grobową, w której zostały ujawnione szczątki jednej osoby. Wstępna ocena antropologa wskazuje, że szczątki mogą należeć do 14-letniego chłopca. Działania BPiI zostały objęte postępowaniem OKŚZpNP w Łodzi

Według relacji świadków, chłopcu udało się uciec z transportu w okolicach Skierniewic. Znalazł schronienie w jednym z gospodarstw, gdzie przez kilka miesięcy mieszkał i pracował. Gdy na jego trop wpadli niemieccy żandarmi, przyjechali do gospodarstwa i zastrzelili w obejściu. Trudno ustalić datę zdarzenia. Mogło się to wydarzyć w lutym 1943 r., bądź w listopadzie 1944 r. gdyż relacje świadków są rozbieżne.

Gospodarze najpierw pochowali chłopca na podwórku, a po kilku dniach przenieśli zwłoki do pobliskiego lasu. Okoliczni mieszkańcy przez lata dbali o grób, przynosili na niego znicze i kwiaty. Na krzyżu wbitym w kopiec umieścili tabliczkę, na której widać napis: "ś.p. Henio Dziecko Zamojszczyzny lat 14 Zastrzelony przez Niemców w 19…”.

Poza imieniem i prawdopodobnym miejscem pochodzenia (Zamojszczyzna) nic więcej o nim nie wiedzą. Chłopiec miał przedstawić się niemieckim żandarmom na chwilę przed śmiercią jako Henryk Zamojski, jednak nie wiadomo, czy faktycznie nosił takie nazwisko.

W nocy z 27 na 28 listopada 1942 roku, Niemcy rozpoczęli na Zamojszczyźnie zakrojoną na szeroką skalę akcję wysiedleńczą. Jej bilans był tragiczny - do sierpnia 1943 r., okupanci przeprowadzili pacyfikację prawie 300 polskich wsi. Ponad 110 tys. mieszkańców ( 31 proc. ludności regionu) wywieziono z domów, a ich miejsce zajęli niemieccy koloniści z różnych części Europy.

Od 27 czerwca do 15 sierpnia 1943 r. wysiedlono 171 wsi, ponad 36,5 tys. osób zatrzymano z czego ok. 26 tys. wysłano na roboty do Niemiec oraz obozów koncentracyjnych – większość trafiło do KL Majdanek. Wśród wypędzonych w latach 1942-43 było łącznie ponad 30 tys. dzieci.

"Rankiem 1 lipca 1943 roku Niemcy otoczyli szczelnie naszą wieś, która liczyła około 300 numerów i wszystkich po kolei wypędzali z gospodarstw na drogę. Gestapowcy, żandarmi, Ukraińcy w służbie niemieckiej z bronią w ręku wpadali do domów i dając kilka minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy, nieco żywności, wyrzucali z domów wrzeszcząc i popychając kolbami karabinów"

- wspominała Katarzyna Matraszek, jedna z ofiar hitlerowskiej akcji deportacyjnej na Zamojszczyźnie.

Prawie 4,5 tys. dzieci wysłano do Rzeszy celem zniemczenia. Wiele innych Niemcy uśmiercili dosercowymi zastrzykami fenolu zaraz po przetransportowaniu do KL Auschwitz. Tylko nielicznym udało się uciec z transportu i przeżyć wojną.

Dzieci wywiezione z Zamojszczyzny Niemcy selekcjonowali na grupy. Szczególnie poszukiwali dzieci, które spełniały ich rasistowskie kryteria "rasy nordyckiej". Według świadków transportowano m.in. do utworzonego w grudniu 1942 r. obozu (Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt) przy ul. Przemysłowej w Łodzi. Tam szkolono je a następnie przekazywano niemieckim rodzinom na terenie Rzeszy. Przez obóz przeszło kilka tysięcy polskich dzieci, które także zmuszano do pracy w szwalni. Obozy organizowano także winnych miejscach w okolicy Łodzi. Najmniejsze dzieci wysyłano z łódzkiego obozu do niemieckich ośrodków germanizacyjnych Lebensborn w Ludwikowie, w Puszczykowie oraz do tzw. Gaukinderheim w Kaliszu.

Starsze dzieci przewożono do innych ośrodków pracy, jak obóz w Potulicach lub gdy ukończyły szesnasty rok życia do niemieckich obozów koncentracyjnych. Skierniewice leżą na linii kolejowej łączącej Łódź z Warszawą i innym miastami, niewykluczone więc, że chłopiec, którego szczątki odnaleziono, zbiegł z pociągu do jednego z obozów w Łodzi lub okolicy.

 

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

#polska

mg
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo