Przemytnicy przed sądem. Część z nich to byli funkcjonariusze

Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku ruszył proces kilkunastu osób oskarżonych o przemyt, głównie papierosów, z Białorusi do Polski przez przejście graniczne w Połowcach (Podlaskie). Część oskarżonych to byli już funkcjonariusze celno-skarbowi.

Pixabay

Śledztwo Prokuratury Okręgowej w Białymstoku trwało kilka lat. Zatrzymań dokonywali funkcjonariusze Biura Inspekcji Wewnętrznej Ministerstwa Finansów oraz wydziału do walki z korupcją Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku, po kilku miesiącach pracy operacyjnej i zbierania dowodów.

Ostatecznie akt oskarżenia objął osiemnaście osób, Polaków i Białorusinów, które - w ocenie prokuratury - działały w zorganizowanej grupie przestępczej. Osiem oskarżonych osób to byli już funkcjonariusze celno-skarbowi. Jak wynika z informacji, które podawali w sądzie, przeszli na mundurowe emerytury.

Im prokuratura zarzuca korupcję oraz niedopełnienie obowiązków służbowych. Według aktu oskarżenia, w latach 2017-2018 przyjęli oni łącznie nie mniej niż 12 tys. zł za to, że inne osoby mogły wwozić do Polski nielegalne towary, w szczególności papierosy bez znaków akcyzy. W ocenie śledczych działalność tych funkcjonariuszy podważała zaufanie do organów celno-skarbowych.

Według prokuratury cały proceder polegał na tym, że umawiano się na przejściu granicznym z konkretnymi funkcjonariuszami, którzy umożliwiali przewóz danych towarów bez kontroli. Prawie wszyscy oskarżeni nie przyznają się, grozi im do 10 lat więzienia.

W środę w sądzie stawiło się dziesięć osób. Mają od 43 do 67 lat. Mieszkają m.in. w Hajnówce, Bielsku Podlaskim i Czeremsze, nie byli wcześniej karani, nie przyznają się. Na tym etapie procesu prawie wszystkie te osoby odmówiły składania wyjaśnień i odpowiedzi na pytania. Niewiele mówiły też w śledztwie.

Na składanie przed sądem wyjaśnień zdecydowała się emerytka, oskarżona o namawianie znajomego funkcjonariusza, by "przepuścił" ją bez kontroli z większą ilością papierosów. Mówiła, że zaczęła jeździć na Białoruś, gdy przeszła na emeryturę i ten fakt wywołał u niej depresję. "Postanowiłam się rozerwać i zaczęłam jeździć, ale moim celem nie było przewożenie czegoś, celem był kontakt z ludźmi, to działało na mnie pozytywnie" - mówiła przed sądem.

Przyznała, że były to jej pierwsze w życiu wyjazdy za granicę. Określiła siebie mianem "takiej kury domowej". Mówiła też, że gdy stała dłużej w kolejce na granicy, wykłócała się z funkcjonariuszami, dopytywała, dlaczego tak się dzieje. Sąd odczytał jej zeznania złożone w śledztwie, gdzie była mowa o dobrowolnym poddaniu się karze. Kobieta zaprzeczyła, by padły takie słowa, mówiła że to, co zostało zapisane, to dużo więcej, niż wtedy mówiła policjantowi prowadzącemu przesłuchanie. Ostatecznie do zarzutów nie przyznała się.

Sąd zdecydował o konieczności przesłuchania funkcjonariusza, który prowadził to przesłuchanie w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Zwłaszcza, że oskarżona mówiła w środę, iż źle się wtedy czuła, bo zażyła wcześniej dużo leków, by się nie denerwować, a jest osobą nadpobudliwą.

Zanim doszło do otwarcia przewodu sądowego, jeden z obrońców złożył wniosek - w imieniu swego klienta, obywatela Białorusi, na którego wyjaśnieniach opiera się część aktu oskarżenia - o poddanie się karze bez przeprowadzania rozprawy. Sąd wniosek jednak oddalił, bo prokurator sprzeciwił się, by te materiały wydzielać do odrębnego postępowania.

Kolejne rozprawy Sąd Okręgowy w Białymstoku wyznaczył na drugą połowę października. Planuje wtedy rozpocząć przesłuchania świadków.

 

 



Źródło: niezalezna.pl, PAP

dp
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo