Nie można robić z Rosjan bohaterów

Rosjanie uciekający przed wcieleniem do armii są z naszej perspektywy jedynie korzystnym zjawiskiem – mimo wszystko nie masowym. Czynienie z nich herosów przeciwstawiających się Kremlowi i otwieranie szeroko dla nich granic jest niesprawiedliwe, niesłuszne i niebezpieczne.

Od pierwszych dni wojny protestuję przed nazywaniem jej wojną Putina. Owszem, stoi na czele Federacji Rosyjskiej, ale posługuje się zbrodnią, ludobójstwem od początku swej państwowej kariery. Ma w tym akceptację czynną lub bierną ogromnej części społeczeństwa. Należy kibicować tym nielicznym, wręcz bardzo nielicznym grupom Rosjan, którzy na różnych etapach rządów Putina wyrażają wobec nich protest, ale dzisiejsi protestujący przed powołaniem do armii, szczerze powiedziawszy, są najmniej godni podziwu.

Ogromna część z nich siedziała cicho, gdy ich poprzednicy gwałcili ukraińskie kobiety i dzieci, zabijali, torturowali czy niszczyli miasta na Ukrainie oraz grabili, co tylko się da.

Dziś próbują uciekać czy protestować nie dlatego, że są przeciwnikami wojny, lecz dlatego, iż wiedzą, że ich ludobójczej armii nie idzie tak, jak się tego spodziewali, i po prostu trzęsą portkami przed konfrontacją z ludźmi walecznie broniącymi swojej ojczyzny i prawa do wolności. To, co dziś widzimy w Rosji (nie przeceniając oczywiście skali zjawiska, bo nie ma ono charakteru masowego), to najlepszy dowód na to, że Rosjanie doskonale wiedzą, jakie jest prawdziwe oblicze tej wojny. Gdyby sytuacja była inna, napad szedłby jak z płatka, protestów i ucieczek by nie było. Wręcz ustawiałyby się kolejki chętnych po swoją złodziejską dolę możliwą do zdobycia na podbijanym terytorium. Ale mimo propagandy i biadolenia ciągle aktywnych w przestrzeni rusofili, wiedza na temat tego, co dzieje się na Ukrainie, jest dość powszechna w rosyjskim społeczeństwie. Mają świadomość, iż dostają łupnia, i zdają sobie sprawę z siły Ukraińców, ale doskonale orientowali się, czego dopuściło się ich zdziczałe wojsko. Ale to im nie przeszkadzało.

Zaczęło uwierać, gdy organizatorzy wojny upomnieli się o ich obecność. Można powiedzieć tak: dobrze, niech protestują, niech szarpią się z milicją, niech palą punkty werbunkowe. To jest korzystne dla Ukrainy. Ale niegodziwością jest nazywać ich bohaterami. Bo ogromna część z nich siedziałaby cicho, a być może wręcz wspierałaby zabijanie naszych wschodnich sąsiadów, gdyby nie oczekiwano od nich narażania własnego życia. Bohaterami są  przede wszystkim Ukraińcy i wspierający ich walkę Polacy, Amerykanie czy Bałtowie. Rosjanie uciekający przed wcieleniem do armii są z naszej perspektywy jedynie korzystnym zjawiskiem – mimo wszystko nie masowym. Czynienie z nich herosów przeciwstawiających się Kremlowi i otwieranie szeroko dla nich granic jest, po pierwsze, niesprawiedliwe i niesłuszne, a po drugie – niebezpieczne. Rosja i Rosjanie są dziś największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa na świecie. Należy zakładać, że w tych grupach niby buntowników będzie więcej rosyjskich służb niż prawdziwie uciekających przed mobilizacją. Wpuszczanie ich na terytorium UE jest głupotą i narażaniem bezpieczeństwa całego kontynentu. Jest też po ludzku niesprawiedliwe wobec uchodźców z Ukrainy, bo nie wszędzie w Europie byli przyjmowani tak serdecznie jak w Polsce, a użalający się teraz tak wielce nalotem rosyjskich uciekinierów Niemcy powinni wywiązać się najpierw z pomocy wobec prawdziwych ofiar – są nimi wyłącznie obywatele napadniętej przez Rosjan Ukrainy. 
 

 

 



Źródło:

Katarzyna Gójska
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo