Enerdowska rzeczniczka Putina

Była kanclerz Niemiec Angela Merkel poza jednym czy dwoma oświadczeniami od 24 lutego „stoi z boku” i milczy. Gdy już zabrała głos, mogliśmy usłyszeć, że potępia tę wojnę, ale też nie ma sobie nic do zarzucenia. A przecież jej polityka przyczyniła się do ludobójczej inwazji.

Ostatnio znów wyszła z jakiejś szuflady, by powiedzieć, że groźby Putina trzeba traktować poważnie, bo ona go zna, i że trzeba rozmawiać. Przypomnijmy, że niedawno Putin, ogłaszając obecną mobilizację, groził też bronią atomową. Dodał nawet: to nie jest blef. Żeby wszyscy uwierzyli. Zachód jednak nie bardzo się przejął, poza tym, że Stany Zjednoczone i Wielka Brytania wysłały jasne sygnały, że jakby co, zniszczymy rosyjską armię. Widocznie nie taka miała być reakcja; Zachód miał się przestraszyć i podkulić ogon, a nie grozić zbombardowaniem Rosji. I oto więc pojawia się Merkel, która mówi to samo, co Putin. Nawet użyła zwrotu, że to nie jest blef – zupełnie jak Putin. Ta kobieta rodem z NRD sprowadziła się do roli rzecznika upadającego Putina. Symboliczne, że stało się to tego samego dnia, gdy Rosjanie wysadzili rury Nord Streamu, którym to Merkel służyła cały okres kanclerstwa.

 

 



Źródło:

Marcin Herman
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo