Harcap i basta!

No wiem, znowu jakieś nieznane słowo. Mama, absolwentka polonistyki na KUL, ciągle mnie sztorcuje, że w sposób zbyt skomplikowany piszę dla „pisowskiego ludu”, ale ja czytam uważnie komentarze pod moimi artykułami publikowanymi na portalu Niezależna i widzę, że wszyscy wszystko rozumieją, a jak ktoś nie pojmie z pierwszego podejścia, to przecież ja w gruncie rzeczy piszę wciąż to samo – strzeżmy Polski! – i tylko okoliczności geopolityczne się zmieniają, niestety zgodnie z moimi ostrzeżeniami…

Dlaczego wciąż to samo? Ponieważ kolejne sondaże ukazujące niemalejące poparcie dla partii antypolskich, mimo ich już jawnego, ewidentnie zdradzieckiego zaangażowania po stronie naszych wrogów, Rosji i Niemiec, napawają wręcz przerażeniem. Ile jest cukru w cukrze badał bohater filmu Barei, a ja, widząc niemal 50 proc. obywateli Polski zamierzających głosować na partie Polsce wrogie, mierzę ze zgrozą, ile jest polskości w Polakach. I wychodzi kiepsko.

Niewytłumaczalne decyzje?

Oczywiście wszędzie na świecie większość stanowią konformiści nieinteresujący się niczym więcej niż materialnym powodzeniem swoim i kumpli w interesach. Problem w tym, że coraz gorzej ów zwykły człowiek jest w stanie rozpoznać nawet ten swój wąski prywatny interes w korelacji z polityką prowadzoną przez przywódców jego państwa.
Tyle się mówi o pragmatycznym rzekomo sobkostwie Niemców, których nie obchodzi nic poza własnym interesem, ale proszę mi wytłumaczyć, jaki to interes miały Niemcy, wbrew wszelkim prawom i zasadom UE wpuszczając hordy z Bliskiego Wschodu, w oczywisty sposób niemające najmniejszego zamiaru pracować na Niemcy, za to korzystające z ich dostatku, by siać zamęt i terroryzm?

Jedyne narzucające się racjonalne rozwiązanie należy do teorii spiskowych, ale za to wszystko tłumaczy – po prostu ówczesna kanclerz Niemiec była wieloletnim tajnym agentem Rosji, mającym w istocie gdzieś interesy swoich rodaków. Teoria spiskowa, doprawdy? To dlaczego jej poprzednik na fotelu kanclerskim zrobił wszystko, by Niemcy od dyktatu energetycznego Kremla uzależnić, bez skrupułów przyjmując w nagrodę rosyjskie apanaże, a następca Merkel (która na dniach wezwała, aby „poważnie traktować słowa Putina” o rosyjskiej gotowości użycia broni nuklearnej) Scholz do ostatniego tchu bronił tego „dorobku” nawet w obliczu rosyjskich zbrodni na Ukrainie, usiłując za wszelką cenę ratować walący się plan uzależnienia Europy od wspólnego rosyjsko-niemieckiego panowania?

Gdy już się uwolniliśmy z trzęsawiska

O harcapie wcale nie zapomniałem – to był popularny w XVIII w., a np. w armii pruskiej obowiązkowy warkoczyk z tyłu głowy (od „das Haar” – włosy i „der Zopf” – warkocz), który pewnie by został zapomniany, gdyby nie wielki bajarz baron Hieronymus Carl Friedrich von Münchhausen, typ znany jako żołnierz samochwała, miles gloriosus, o którym pisał już Rzymianin Plautus w II w. przed Chrystusem, ale to Münchhausen właśnie stał się postacią ikoniczną dzięki wydanej w 1785 r. książce Rudolfa Ericha Raspe z genialnymi ilustracjami Francuza Gustave’a Doré. Baron dokonał tysiąca fantastycznych wyczynów łącznie z podróżą na Księżyc, ale do kultury popularnej wszedł dzięki jednemu – otóż, gdy jego koń ugrzązł w trzęsawisku, które zaczęło go pochłaniać wraz z jeźdźcem, nasz bohater chwycił za swój własny harcap i nadludzkim wysiłkiem wyrwał z bagna i siebie, i rumaka!

Co to ma wspólnego z nami dzisiaj? Otóż mam wrażenie, że moja biedna Ojczyzna, wciąż przez wszystkich – także wewnętrznych jurgieltników – oskarżana o szkodliwy dla zdrowia i życia romantyzm, w roku ogłoszonym przez nasz Sejm właśnie Rokiem Romantyzmu z okazji 200-lecia wydania „Ballad i romansów” młodziutkiego Mickiewicza – nadludzkim wysiłkiem sama się wyszarpnęła z bulgocącego i śmierdzącego bagniska, w które od wspólnego niemiecko-rosyjskiego najazdu w 1939 r., do dziś nierozliczonego, uporczywie wpychali nas zarówno wspomniani agresywni sąsiedzi, jak i cyniczni przywódcy światowi – formalnie nasi sojusznicy.

Ale zamiast teraz Polskę podziwiać, jak wdzięczni słuchacze barona, wszyscy chcą ją z powrotem w to odrażające błoto wdeptać. No, może dziś nieco mniej chętnych niż w okresie rozbiorów Polski, którym zgodnie kibicowali czołowi francuscy intelektualiści, ojcowie ludobójczej wielkiej rewolucji. Wtedy jednak to my, mimo własnej niedoli, wspomagaliśmy walkę USA o niepodległość wojskowymi zdolnościami Kościuszki i Pułaskiego, a nie oni nas.

Wkraczają namiestnik i brukselskie komisary

Dlaczego nie wywołują entuzjazmu niesamowite polskie osiągnięcia z ostatnich lat, które właśnie w chwilach grozy wywołanych kolejnymi podbojami i zbrodniami rosyjskimi tuż za naszą wschodnią granicą ujawniają polską zdolność przewidywania? Przecież wszyscy nasi sojusznicy w NATO, a nie tylko Anglosasi, powinni się radować bezprecedensowym, skokowym wręcz wzrostem siły militarnej Polski, stanowiącym jedyną skuteczną ochronę nie tylko wschodniej flanki Paktu, a już co najmniej europejscy partnerzy powinni nam gratulować akurat w krytycznym momencie uzyskanej pełnej niezależności od rosyjskich nośników energii.

Jednakże zamiast tego UE na rozkaz Berlina obkłada nasz kraj coraz nowymi absurdalnymi karami za rzekome zbrodnie przeciw mitycznym „zasadom europejskim”. Sądząc z działań unijnych komisarzy, owe zasady to terroryzowanie większości normalnych obywateli przez bojówki zdziczałych mniejszości, opluwanie najświętszych polskich tradycji, wspieranie sędziów bezkarnie okradających staruszki i po pijaku rozjeżdżających przechodniów, a w przerwach w interesie wrogich nam krajów demontujących polski system prawny.

Wychodzi na to, że wszystkie nasze osiągnięcia to w istocie przejawy wrodzonego warcholstwa, które wymknęło się spod kurateli unijnego karbowego z grubym kijem, dziś znowu obiecującego marchewki na wierzbie, bo marzącego o swoim powrocie do władzy bez odpowiedzialności. A odpowiedzialność za grubsze znacznie sprawki zaczyna temu zawodowemu nadzorcy Polaków z nadania agresywnych sąsiadów coraz groźniej zaglądać w oczy, podobnie jak jego mocodawcom. I temu właśnie ma zapobiec, na ich zlecenie i w ich oraz swoim interesie.

Szum husarskich skrzydeł

Znowu więc mieliby nami rządzić zagraniczni namiestnicy, nawet niezbyt bystrzy, ale mający za sobą brutalną chamską siłę? Takie pruskie urzędasy opisywane z pogardą przez pruskiego z musu urzędnika w prowincjonalnej pruskiej Warszawie AD 1803, wielkiego E.T.A Hoffmanna? Takie Schulze czy Scholze z fizjonomiami jak śmieszno-straszni hitlerowscy żandarmi z powieści „Cafe pod Minogą” Wiecha o okupowanej stolicy, zarazem ruskie onuce, prezentujące pijane mordy nad katyńskimi grobami czy robiące żółwiki z mordercami?

To ja już wolę dalej szarpać się za ten nieszczęsny harcap, byle w górę, bo choć to może i pruski wynalazek, ale jak romantyczne opowieści Hoffmanna w istocie antypruski, gdyż uzyskaniu wolności od zgniłych wyziewów bagiennej martwoty służący. W końcu słynne sarmackie karabele też ponoć zapożyczyliśmy wraz z nazwą z połączenia słów „kara” – czarny oraz „bela” – nieszczęście, a „klątwę” – od tureckiego wroga, a dobrze nam posłużyły na karkach Prusaków i Moskali! Dla nich to była, jest i ma być „czarna klątwa” – dla nas skuteczne narzędzie, by obronić sformułowany w Polsce już w XVIII w. wbrew powszechnemu europejskiemu absolutyzmowi nasz „głos wolny wolność ubezpieczający”.

Albowiem zabójczy dla wrogów i dlatego wyklinany i poniżany „polski romantyzm” to nie tylko efektowny poszum skrzydeł husarii, lecz także realna, miażdżąca siła jej szarży!
 

 

 



Źródło:

Jerzy „Bayraktar” Lubach
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo