Maładiec Sikorski i "funkcja rosyjskiej dezinformacji". Były szef MSZ od dawna jest już na wschodnim kursie

Straszył ukraińską opozycję rzezią, zapraszał Rosję do NATO, otaczał się prorosyjskimi i postkomunistycznymi doradcami, wreszcie był jednym z głównych architektów bliskiej współpracy Warszawy z Moskwą. Teraz wpisy byłego szefa MSZ wykorzystuje Kreml, a USA niemal wprost wskazują, że Sikorski spełnia funkcję części machiny rosyjskiej propagandy.

fot. Aleksiej Witwicki | GAZETA POLSKA

"Idea, że Stany Zjednoczone w jakikolwiek sposób zamieszane w ten prawdopodobny sabotaż gazociągów Nord Stream, jest niedorzeczna. To nic więcej, niż funkcja rosyjskiej dezinformacji i tak powinna być traktowana"

- powiedział rzecznik Departamentu Stanu Ned Price, pytany o sugestię byłego szefa MSZ Radosława Sikorskiego, że USA mogły stać za wybuchami gazociągów Nord Stream.

Prorosyjskie działania Sikorskiego ws. Ukrainy można zaobserwować było już wiele lat temu.

8 grudnia 2013 r. Radosław Sikorski twierdził, że domaganie się przez Ukraińców ustąpienia prorosyjskiego prezydenta Wiktora Janukowycza to błąd polityczny.

"Prezydent jest tą osobą, która może zdecydować np. o powołaniu rządu koalicyjnego, czy też o podpisaniu umowy stowarzyszeniowej. Obie strony powinny zachować umiar, zmniejszyć swoje oczekiwania i zacząć rozmawiać o tym, jak wyjść z tego klinczu" - mówił.

Z Rosją w rok 2020

Gdy 19 grudnia 2013 r. na Majdanie Ukraińcy protestowali przeciwko wiązaniu ich kraju z Rosją, Radosław Sikorski przyjmował w Warszawie szefa rosyjskiej dyplomacji. Obaj ministrowie podpisali wówczas deklarację „Program 2020 w relacjach polsko-rosyjskich” mówiącą o „pogłębieniu wzajemnie korzystnej współpracy”.

Już we wstępie podkreślono „zainteresowanie rozwojem pozytywnej atmosfery w stosunkach dwustronnych w celu zbliżenia społeczeństw obu krajów”, a także „dążenie do dalszego rozszerzenia strategicznego partnerstwa między Unią Europejską a Federacją Rosyjską”.

We właściwej części deklaracji „Program 2020” skonkretyzowano te wspólne zamierzenia. Jak wynika z tekstu - chodziło m.in. o „rozwój współpracy w ramach ONZ”, współdziałanie na linii UE-Rosja, „rozwój współpracy w ramach Rady NATO-Rosja”. 

Równie intensywnie miała wyglądać do 2020 r. współpraca ekonomiczna obu państw. W dokumencie znalazło się np. zaskakujące stwierdzenie o „wspólnej produkcji w oparciu o nowoczesne technologie”. Sikorski chciał też zafundować Polakom „zacieśnienie kooperacji między polskimi i rosyjskimi podmiotami gospodarczymi”. Państwo, które współuczestniczyło w mordowaniu ludzi na Majdanie, miało mieć umożliwione tworzenie na przejściach granicznych z Polską „zielonych korytarzy”.

To właśnie za rządów Sikorskiego w MSZ dyrektorem politycznym resortu był Jarosław Bratkiewicz, który na początku lat 80. - po ukończeniu z wyróżnieniem MGIMO (czyli Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych) - pracował w wydziale zagranicznym Federacji Socjalistycznych Związków Młodzieży Polskiej. „Nadużycia i przestępstwa w Rosji w czasach premierostwa Putina [...] miały charakter jednostkowy, nieporównywalny z opresją i bezeceństwami innych epok w dziejach Rosji, które powszechnie uznawane są za odwilżowe i liberalizacyjne” - tak o putinowskiej Rosji pisał Bratkiewicz.

Przed katastrofą smoleńską, w 2010 r., do organizacji wyjazdu Lecha Kaczyńskiego do Rosji został wyznaczony przez Sikorskiego Tomasz Turowski, były komunistyczny szpieg. Z kolei kilka tygodni po publikacji kłamliwego raportu MAK Radosław Sikorski aktywnie wsparł Rosjan, stwierdzając w TVN:

"Polscy piloci ewidentnie popełnili błąd, nie powinni lądować we mgle, choćbyśmy nie wiem, ile zaprzeczali".

Zła tarcza i Litwa, dobry rosyjski gaz

Kluczową sprawą dla bezpieczeństwa Polski i Europy była budowa tarczy antyrakietowej. 

„My się do tarczy nie palimy – to jest amerykański projekt“ – mówił szef MSZ 11 maja 2012 r. w Polskim Radiu. Wspomnijmy, że największy sprzeciw wobec tarczy zgłaszany był z Kremla. Zachowanie polskiego ministra było jak najbardziej na rękę właśnie Moskwie. 

W 2010 r. - czyli dwa lata po napaści Rosji na Gruzję - Radosław Sikorski pisał w dodatku do "Sueddeutsche Zeitung", że w procesie rozszerzenia NATO nie należy z góry wykluczać Rosji. "Jej członkostwo mogłoby przynieść stabilność i bezpieczeństwo regionom, gdzie dotychczas nie było ani jednego ani drugiego" - deklarował szef polskiej dyplomacji.

Zadziwiająca słabość wobec Rosji jest też widoczna w wydanej w 2018 r. książce Sikorskiego pt. "Polska może być lepsza". Szczególnie uderzające dzisiaj są zawarte w niej szyderstwa z przeciwników Gazpromu. „Są w Polsce tacy, co uważają, że rosyjski gaz jest po prostu zły moralnie, a kupowanie go jest zdradą. Rozmawiając z niektórymi naszymi politykami, miałem wrażenie, że oczyma duszy widzieli sierpy i młoty na każdej molekule rosyjskiego metanu. Przy takim podejściu warto kupić droższy, ale moralnie słuszny gaz norweski czy znany z upodobania do demokracji, choć jeszcze droższy gaz katarski” - pisał Sikorski.

W tej samej publikacji polityk wygłaszał krytyczne uwagi pod adresem Litwy (z krajem tym znaczna poprawa stosunków nastąpiła za rządów PiS) i sugeruje, że Polska... nie powinna zbyt zażarcie bronić naszego sojusznika po ewentualnej agresji Rosji.

 

 



Źródło: niezalezna.pl

Grzegorz Wierzchołowski
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo