Niemcy: ukraińscy uchodźcy boją się Rosjan

Niemcy są otwarte na przyjęcie rosyjskich dezerterów. Wielu Ukraińców krytykuje taką postawę rządu niemieckiego, bo się boją. Kobiety, których córki lub siostry zostały zgwałcone przez Rosjan w Buczy czy Mariupolu lub które same doświadczyły takiej przemocy, szukają w Niemczech ochrony, a nie ponownej traumy.

Jan Środa/Gazeta Polska

"Ci, którzy nie popierają wojny, mieli siedem miesięcy na ucieczkę"

- powiedziała dziennikowi "Berliner Zeitung" rzeczniczka stowarzyszenia Vitsche Ukrainka Krista-Marija Laebe. Stowarzyszenie, złożone z młodych Ukraińców, od 30 stycznia organizuje w Niemczech proukraińskie protesty.

"Wśród tych ludzi jest z pewnością wielu, którzy do tej pory nawet aktywnie wspierali wojnę, a teraz zmieniają kurs z własnego interesu"

- mówi Laebe. Rosjanie, którzy teraz uciekają, należą co najmniej do klasy średniej. A klasa średnia w Rosji ma swoje przywileje nie bez powodu.

Droga przez granicę wymaga pieniędzy. "W Rosji mogą zarabiać tylko ci, którzy popierają kurs Kremla lub są całkowicie apolityczni" - mówi Laebe. Chodzi o ludzi, którzy mieszkają w Moskwie czy Petersburgu i mają wpływy - bo przez długi czas aktywnie wspierali rząd lub milczeli.

W praktyce pojawia się również pytanie, gdzie Rosjanie powinni przebywać do czasu zakończenia rozpatrywania ich wniosków o nadanie statusu uchodźcy. Kobiety boją się ponownej traumy lub ponownego ataku. Nie ma jednak pewności, że rosyjscy mężczyźni będą mieszkać w kwaterze z ukraińskimi kobietami - zaznacza "Berliner Zeitung". Obywatele rosyjscy są uznawani za osoby ubiegające się o azyl - dlatego odpowiada za nich odpowiedni urząd w Reinickendorfie. Ci, którzy pochodzą z Ukrainy, są uznawani za uchodźców wojennych. Za te osoby odpowiada centrum przyjęć w Tegel. Jednak do tej pory zabezpieczono tylko różne miejsca rejestracji. Niekoniecznie oznacza to, że zakwaterowanie będzie później oddzielne.

"Kobiety, których córki lub siostry zostały zgwałcone przez rosyjskich mężczyzn w Buczy czy Mariupolu lub które same doświadczyły takiej przemocy, szukają tu ochrony"

- powiedziała gazecie ukraińska filozofka Kateryna Demerza. W marcu uciekła z Kijowa i od tego czasu mieszka w Niemczech. W obecnej dyskusji myśli o kobietach, które uciekły z okupowanych miast i doświadczyły więcej cierpienia niż ona. "Samo usłyszenie języka rosyjskiego musi być dla tych kobiet niesamowicie bolesne".

Reżyserka teatralna i aktywistka Ewa Jakubowska mówi gazecie:

"To są po prostu kobiety i dzieci w tych schroniskach, bardzo wrażliwe grupy. Mężczyźni, którzy przyjeżdżają teraz z Rosji, są wściekli. Nikt nie chce uciekać. Mogę sobie wyobrazić, że pozwolą kobietom to odczuć".

Jakubowska opowiada "Berliner Zeitung", że po demonstracji 7 maja proreżimowi Rosjanie przyszli do jej domu o 2.00 w nocy. "Chcieli mi pokazać: wiemy, gdzie mieszkasz". Obelgi i wrogość wobec ukraińskich kobiet na demonstracjach czy w metrze to gorzka rzeczywistość w Berlinie - podkreśla.

 

 



Źródło: PAP, niezalezna.pl,

bm
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo