Ruszyły prace nad budżetem. Poseł PiS dla niezalezna.pl: "Łagodzimy skutki inflacji. Stąd bierze się deficyt"

- Sytuacja jest dziś bardzo ciężka, a więc i wydatków jest cała masa. Po to, by zaspokoić oczekiwania społeczeństwa. Dopłaty do węgla, zamrażanie cen energii… Robimy, co się da - mówi portalowi niezalezna.pl poseł Prawa i Sprawiedliwości Jerzy Małecki, członek Komisji Finansów Publicznych.

zdjęcie ilustracyjne/ pixabay.com/@_Alicja_

Sejmowa Komisja Finansów Publicznych przyjęła harmonogram prac tej komisji oraz innych komisji sejmowych nad projektem ustawy budżetowej na rok 2023. Pierwsze czytanie projektu odbędzie się na posiedzeniu Sejmu na początku października br.

- Zaczęliśmy pracę nad procedowaniem budżetu na przyszły rok. Na razie to zagadnienia techniczne - przedstawienie harmonogramu prac, terminów. Rozplanowaliśmy cały proces aż po przekazanie ustawy do prezydenta

- mówi niezalezna.pl poseł Jerzy Małecki, członek Komisji Finansów Publicznych.

Uspokaja, że na okoliczność wykorzystania całego ustawowego czasu przez Senat projekt budżetu zdąży trafić na biurko prezydenta do końca stycznia 2023 roku - terminu granicznego.

- Z doświadczeń z lat ubiegłych wiemy, że mogą być próby przeciągania całego procesu przez Senat, ale przyjęte dziś terminy dają gwarancją przyjęcia budżetu w ustawowym terminie

- dodaje.

W rządowym projekcie budżetu założono, że inflacja wyniesie 9,8 proc. Polityk Prawa i Sprawiedliwości pytany o takie szacunki odpowiada:

„zacząć należy od tego, że inflacja to problem nie tylko Polski, ale też reszty Europy czy Stanów Zjednoczonych. Mamy nadzieję, że ta inflacja będzie spadała. Jestem przekonany, że rządowi ekonomiści trafnie skalkulowali poziom inflacji na przyszły rok”.

- Ekonomiści, także ci z sektora prywatnego, podtrzymują, że szczyt inflacji dalej jest przed nami, ale po nim będziemy obserwować wyraźny spadek tego wskaźnika. Mam nadzieję, że tak będzie. Pewnie jestem wyrazicielem całego społeczeństwa - mówi dalej.

W przyjętym projekcie budżetu na przyszły rok rząd założył, że dochody państwa wyniosą 604,4 mld zł, a wydatki 669,4 mld zł. Oznaczałoby to, że deficyt budżetu na koniec 2023 r. nie przekroczy 65 mld zł. Pytany o tę kwotę Małecki mówi:

„mieścimy się w widełkach, które przewiduje prawo. Sytuacja jest dziś bardzo ciężka, a więc i wydatków jest cała masa. Po to, by zaspokoić oczekiwania społeczeństwa. Dopłaty do węgla, zamrażanie cen energii… Robimy, co się da, by łagodzić skutki inflacji. Wszystko kosztuje, stąd bierze się deficyt”.

Przygotowując projekt, rząd założył, że PKB w przyszłym roku wzrośnie o 1,7 proc., a inflacja wyniesie 9,8 proc. Przewidziano wzrost przeciętnego rocznego funduszu wynagrodzeń w wysokości 9,6 proc. oraz wzrost konsumpcji prywatnej o 12,1 proc. Prognozowano, że deficyt sektora finansów publicznych (według metodologii UE) wyniesie w przyszłym roku ok. 4,4 proc. PKB, a dług sektora instytucji rządowych i samorządowych (definicja UE) utrzyma się na poziomie 53,1 proc. PKB.

 

 



Źródło: niezalezna.pl

Aleksander Mimier
Wczytuję ocenę...
Wczytuję komentarze...



Zobacz więcej
Niezależna TOP 10
Wideo